Reklama

Michał Bulsa: Nie składa się protestu wyborczego od spotkania towarzyskiego

Chciałbym, żebyśmy wybrali kandydata, który na nowo zjednoczy samorząd lekarski i odbuduje jego spójność. Nie musimy się lubić, mamy rozwiązywać problemy lekarzy. Boję się tylko, że obudzimy się w maju z problemem podważenia wyborów – mówi „Rz” dr n. med. Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie. W maju lekarze wybiorą szefa Naczelnej Rady Lekarskiej.
"Chciałbym, żebyśmy wybrali kandydata, który na nowo zjednoczy ten samorząd i odbuduje jego spójność

dr n. med. Michał Bulsa

"Chciałbym, żebyśmy wybrali kandydata, który na nowo zjednoczy ten samorząd i odbuduje jego spójność"

Foto: mat. pras.

Idzie pan na zwarcie z obecnym kierownictwem samorządu lekarskiego?

Cztery lata temu byłem jednym z najbliższych współpracowników prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, Łukasza Jankowskiego. Jednak od jakiegoś czasu metody jego działania i osób z nim współpracujących przestały mi odpowiadać.

Reklama
Reklama

Jakie metody ma pan na myśli?

Pomimo jasnych przepisów, dokonuje się nadzwyczajnych interpretacji prawa i naciąga się przepisy, co wypacza ideę wyborczą w samorządzie. Uzurpowanie sobie prawa do kontrolowania całego składu komisji wyborczej na kilka miesięcy przed wyborami ogólnopolskimi do izb lekarskich jest bardzo niepokojące. Dlatego wraz z innymi prezesami izb okręgowych zdecydowaliśmy się na zawiadomienie prokuratury. Boimy się o mandat przyszłego prezesa.

A nie chodzi o to, że to pana odwołano z prezydium Krajowej Komisji Wyborczej?

Nigdy nie byłem „przyspawany” do stanowisk. Nie zgłaszałem sam swojej kandydatury do prezydium KKW, to inni mnie do tego zapraszali. Jednak regulamin wyborów mówi wyraźnie: spotkanie może zwołać lub odwołać tylko przewodniczący KKW. Przewodniczący je odwołał, po czym nagle spotkała się grupa ludzi związanych z prezesem Jankowskim i podjęli coś, co nazywają uchwałami. W trakcie tego spotkania kontaktowano się z prezesem Jankowskim, ustalano komunikat medialny. To nie było przypadkowe działanie.

Gwoli ścisłości, Regulamin KKW nie mówi o uprawnieniu przewodniczącego do odwoływania posiedzeń, a jedynie do ich zwoływania. Kwestia odwoływania to interpretacja.

To nie jest moja prywatna interpretacja. Sąd Najwyższy nawet zajmował się analogiczną sprawą w 2003 r. SN uznał, że ciało, którego posiedzenie zostało skutecznie odwołane, nie posiada kompetencji do podejmowania żadnych uchwał oraz uściślił, że ciało, które zwołuje dane posiedzenie ma prawo je odwołać.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy chcą zmian w ochronie zdrowia, ale nie chcą za nią więcej płacić
Reklama
Reklama

Jaki jest pana zdaniem stan faktyczny?

Sytuacja jest bezprecedensowa. 2 lutego dr Jacek Kotuła, Przewodniczący KKW, ze względu na chorobę upoważnił lek. Joannę Maślankowską do pełnienia jego funkcji. Następnego dnia, 3 lutego, wiceprzewodnicząca Maślankowska – moim zdaniem wprowadzona w błąd przez Biuro NIL informacją, że spotkanie „musi się odbyć” – zwołała posiedzenie KKW na 4 lutego…

…I nagle pan przewodniczący Kotuła w ciągu doby „ozdrowiał”, zwołał prezydium KKW i następnie odwołał posiedzenie zaplanowane na 4 lutego w związku z tym, że prezydium uznało, że procedowanie spraw przewidzianych w agendzie posiedzenia może narazić członków komisji na odpowiedzialność prawną. O jakie sprawy chodziło?

Fakty są takie: przewodniczący Kotuła poczuł się lepiej i wrócił do obowiązków. Istotne jest to, że odzyskał zdolność do pracy i jako legalny Przewodniczący podjął decyzje ratujące Komisję przed głosowaniem nad wadliwymi danymi. 3 lutego zwołał Prezydium KKW, na którym dyskutowaliśmy o rozbieżnościach w danych, które otrzymaliśmy z sekretariatu Naczelnej Izby Lekarskiej. Chodzi o liczby członków samorządu, od których zależą parytety delegatów na Krajowy Zjazd Lekarzy.

I co z tymi liczbami było nie tak?

Dostaliśmy informację, że liczby z Centralnego Rejestru Lekarzy – czyli ustawowego, państwowego rejestru, który musi być precyzyjny co do jednego nazwiska – są rzekomo „poglądowe”. Procedowanie i wyliczanie mandatów wyborczych na podstawie danych o wątpliwej jakości to gotowy przepis na nieważność całych wyborów i mogą się zmienić w trakcie dyskusji podczas posiedzenia. Ja nie wiem, jak wynik dzielenia matematycznego może się zmienić w drodze „dyskusji”. Ponieważ dział IT NIL nie chciał udzielić wyjaśnień na piśmie co do tych niejasności, prezydium uznało, że procedowanie na wadliwych danych narazi nas na odpowiedzialność prawną. Dlatego przewodniczący Kotuła odwołał posiedzenie zaplanowane na 4 lutego, o czym powiadomił wszystkich członków.

Ale posiedzenie się odbyło.

Właśnie tu dochodzi do złamania prawa. 4 lutego zebrała się grupa osób związanych z prezesem Jankowskim. To spotkanie prowadził dr Grzegorz Wrona, sekretarz NRL, który przez ostatnie cztery lata sam twierdził, że nie ma uprawnień do prowadzenia obrad KKW. Nagle biuro prawne NIL dokonało „cudownej interpretacji”, że jednak może prowadzić obrady. Zgodnie z regulaminem, w razie nieobecności przewodniczącego jego funkcje może pełnić wskazany przez niego zastępca. Żaden z wiceprzewodniczących nie został upoważniony przez Przewodniczącego do prowadzenia obrad, bo zebranie zostało odwołane. Co więcej, w programie tego „spotkania” w ogóle nie było punktu o odwołaniu mnie czy przewodniczącego Kotuły – dr Wrona wprowadził to nagle pod obrady. Jednocześnie, prawie połowa członków KKW nawet nie wiedziała, że to spotkanie się odbywa.

Czytaj więcej

Młodych lekarzy czekają zmiany. Czy to powrót nepotyzmu, czy wsparcie małych ośrodków?

Powiedział pan, że sprawa z posiedzeniem KKW przelała czarę goryczy. A co napełniało ją wcześniej; bo lekarze zarabiają przecież dobrze, prezes Jankowski ma za sobą udaną, jesienną kampanię komunikacyjną, która wytrąciła rządzącym z rąk pomysł na wprowadzenie limitów wynagrodzeń lekarzy na kontrakcie. O co tu się bić?

Prezes Jankowski od początku kadencji ciężko pracował, aby podzielić środowisko lekarskie, zwalczać osoby, z którymi się różnił poglądami oraz doprowadził do sytuacji, w której na jego biurko od początku 2025 r. trafiło osiem poprawnych wniosków o odwołanie złożonych przez osiem Okręgowych Rad Lekarskich reprezentujących ponad połowę społeczności lekarskiej i lekarsko-dentystycznej.

Reklama
Reklama

To stara sprawa; i wypływa akurat przed wyborami?

Nie wiem, czy to taka „stara sprawa”. Biuro prawne prezesa Jankowskiego najpierw uznało, że wnioski o jego odwołanie są prawidłowe, a co się stało zaledwie kilka dni później? To samo biuro nagle miało już wątpliwości. W efekcie Naczelna Rada Lekarska, mimo obowiązku ustawowego, w ogóle nie zwołała posiedzenia. I teraz de facto ja nie wiem, czy my dzisiaj mamy prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, bo chciałbym zauważyć, że procedura jego odwołania nigdy nie została dokończona.

Tu chodzi o fundamenty demokracji. Jeśli zaczniemy robić kpinę z prawa, to skończymy w dyktaturze. Bo jeżeli przepisy prawa nie mają znaczenia, no to co ma znaczenie? To po pierwsze. Po drugie, z informacji, które do nas napływają i które sami posiadamy wynika, że zakusy prezesa Jankowskiego na atak na Krajową Komisję Wyborczą trwały od jakiegoś czasu. Przecież w samorządzie obiło się szerokim echem polecenie Prezesa Jankowskiego, którym żąda on uzyskania informacji, kto i o której godzinie otworzył jego email wysłany do Przewodniczącego Kotuły i kto miał do niego dostęp, gdzie go przekazywano zarówno w domenie jak i poza. To nadmiarowa próba kontroli pod pretekstem wycieku screena tego emaila.

Prezes Jankowski jest administratorem wszystkich danych w ramach Naczelnej Izby Lekarskiej, co oznacza, że teoretycznie może nadzorować skrzynki poszczególnych członków samorządu. To polecenie było bulwersujące.

Czyli pan formułuje oskarżenie, że obecny prezes chce naruszyć zasady demokratycznego procesu wyborczego w samorządzie lekarskim?

Tak. Proszę zauważyć, że 4 lutego odwołano trzech członków prezydium KKW, a na ich miejsce nie od razu, ale po siedmiu dniach, powołano osoby najbardziej zaufane prezesowi. To jest złamanie zasad tuż przed Krajowym Zjazdem Lekarzy.

Naczelna Izba Lekarska wskazuje jednak, że nie skorzystał pan z żadnej możliwości odwoławczej wewnątrz samorządu lekarskiego, ani nie złożył protestu wyborczego na ten wybór.

Muszę z trudnością stwierdzić, że samorząd lekarski w interpretacji władnego regulaminu wyborów osiągnął dno prawne. Po pierwsze, w uchwale odwołującej „starych” członków prezydium Krajowej Komisji Wyborczej wskazuje się §29 regulaminu wyborów. Wobec tego nie zrealizowano obowiązujących w tym regulaminie przepisów mówiących o 30-dniowym terminie powiadomienia o spotkaniu w celu odwołania danej osoby lub zgłoszenia wniosku przez uprawnioną liczbę osób. Samo powoływanie się na regulamin wyborów jest pomyłką prawną, bo nie dotyczy on wyborów w ramach Krajowej Komisji Wyborczej. Wybory w tym ciele odbywają się zwykłą uchwałą. Kłamstwem jest zatem próba udowodnienia, że istniał środek odwoławczy w postaci protestu wyborczego od tego działania. Na samym końcu podkreślę, że spotkanie zwolenników prezesa Jankowskiego nie jest wiążące prawnie, nie wywołuje skutków prawnych, zatem nie ma od czego się odwoływać. Uczestnictwo w nieprawidłowo obsadzonym ciele byłoby legitymizowaniem bezprawia. Pomijając to – nie składa się protestu wyborczego od spotkania towarzyskiego, bo tym właśnie było to zebranie. Podjęte tam decyzje to w świetle prawa tzw. sententia non existens – uchwały nieistniejące. Udział w jakichkolwiek procedurach odwoławczych, gdyby takowe istniały, byłby z naszej strony legitymizowaniem tego bezprawia i puczu.

Czytaj więcej

Raport NIL o jakości kształcenia medycznego. "Nowe" kierunki lekarskie odstają od "starych"?
Reklama
Reklama

Zgłosił pan sprawę do prokuratury. Co chce pan osiągnąć? Kogo i za co ukarać?

Chcę, żebyśmy żyli w państwie prawa. W zawiadomieniu wskazaliśmy na możliwość popełnienia przestępstw z art. 271 KK (poświadczenie nieprawdy w dokumencie), 270 KK (podrobienie lub przerobienie dokumentu) oraz 231 KK (nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego).

Pan chce być prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej?

W przeciwieństwie do prezesa Jankowskiego, nie chciałbym okazać braku szacunku swoim delegatom, startując najpierw na prezesa w regionie, a po trzech miesiącach na funkcję krajową. Świetnie czuję się w Szczecinie, mamy wiele projektów do dokończenia. Jednak gdyby pojawił się totalny pat i byłbym jedynym kandydatem kompromisowym, byłaby to jedna z najcięższych decyzji w moim życiu. Nie mogę zgadzać się na metody niszczenia przeciwników politycznych, jakie widzę w NIL.

Gdzie leży dzisiaj interes środowiska lekarskiego?

Musimy spojrzeć na to przez pryzmat faktu, że mamy 23 izby okręgowe i wojskową izbę lekarską. Każda z nich jest inna i reprezentuje innych lekarzy. Należy wypracowywać takie stanowiska, które będą dobre zarówno dla lekarza na kontrakcie w Szczecinie, jak i tego pracującego na etacie, na przykład w Lublinie. Uważam, że prezes powinien być osobą, która słucha wszystkich. Podam przykład z przeszłości. Gdy poprzedni prezes wygrał wybory, potrafił normalnie rozmawiać ze swoimi wcześniejszymi konkurentami. Na tym to polega – podajemy sobie ręce i mówimy: „dobra, wygrałeś, chodźmy razem zrobić coś dobrego”.

A pan nie rozmawia z prezesem Jankowskim?

Przestaliśmy rozmawiać w momencie, kiedy jego działania zaczęły mnie przerastać. Nie byłem już w stanie wytrzymać polityki dążącej wyłącznie do niszczenia ludzi. W obecnej polityce samorządowej dzieją się rzeczy, w których nie potrafię funkcjonować, np. sytuacje, gdy ktoś składa dobrą poprawkę do uchwały czy projektu, ale musi ona zostać odrzucona tylko dlatego, że pochodzi z np. Krakowa, Torunia czy Wrocławia. Wspierałem Łukasza w poprzednich wyborach, ale pokazał on twarz, której wcześniej nie widziałem lub nie chciałem widzieć. Jest mi niezmiernie przykro. Wolałbym dzisiaj dyskutować o multum problemów, jakie mają lekarze, ale tego tematu nie ma. Powinniśmy myśleć o poprawie stanu pracy lekarza i o dobru pacjenta, a tymczasem po czterech latach prezesury Łukasza Jankowskiego nie mamy nawet systemu no-fault, choć był zapowiadany.

Reklama
Reklama

Pan robi politykę w samorządzie lekarskim?

Nigdy nie uprawiałem polityki w samorządzie. Już cztery lata temu, ubiegając się o stanowisko prezesa Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie, mówiłem, że nie powinno się łączyć stanowisk samorządowych z politycznymi. Bardzo mi się to nie podobało w Szczecinie i nie podoba mi się to w Naczelnej Radzie Lekarskiej, czemu niejednokrotnie dawałem wyraz.

Można nie być członkiem partii, ale robić politykę w swojej piaskownicy – tutaj w ramach samorządu lekarskiego.

Samorząd jest od tego, żeby wypracowywać jak najlepsze rozwiązania dla członków. Nigdy nie robiłem polityki polegającej na szkodzeniu komuś tylko dlatego, że jest przeciwnikiem. Moje doświadczenie pokazuje, że udało mi się zjednoczyć samorząd w Szczecinie, mimo że wygrałem wybory, uzyskując ok. 57 proc. głosów i była duża grupa ludzi, którzy zagłosowali na moich kontrkandydatów.

Co będzie teraz? Wybory są w maju.

Chciałbym, żebyśmy wybrali kandydata, który na nowo zjednoczy ten samorząd i odbuduje jego spójność. Nie musimy się lubić, mamy rozwiązywać problemy lekarzy. Boję się tylko, że obudzimy się w maju z problemem podważenia wyborów przez ten bałagan prawny, jaki został stworzony. Prezes Jankowski zamiast wyjaśniać wątpliwości, wymienia pisma i grozi prawnikami.

Czytaj więcej

Awantura o zdrowie. Sojusz taktyczny lekarzy z PiS?
Ochrona zdrowia
„Cięciem byłoby wprowadzenie limitów". Prezes NFZ o przyszłości finansowania ochrony zdrowia
Materiał Promocyjny
PR&Media Days 2026
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Ochrona zdrowia
Sondaż: Polacy chcą zmian w ochronie zdrowia, ale nie chcą za nią więcej płacić
Ochrona zdrowia
Jakie poglądy na ochronę zdrowia ma Przemysław Czarnek? Oto, co mówi na ten temat
Ochrona zdrowia
Przed nami XI Kongres Wyzwań Zdrowotnych i debata o przyszłości ochrony zdrowia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama