Idzie pan na zwarcie z obecnym kierownictwem samorządu lekarskiego?
Cztery lata temu byłem jednym z najbliższych współpracowników prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, Łukasza Jankowskiego. Jednak od jakiegoś czasu metody jego działania i osób z nim współpracujących przestały mi odpowiadać.
Jakie metody ma pan na myśli?
Pomimo jasnych przepisów, dokonuje się nadzwyczajnych interpretacji prawa i naciąga się przepisy, co wypacza ideę wyborczą w samorządzie. Uzurpowanie sobie prawa do kontrolowania całego składu komisji wyborczej na kilka miesięcy przed wyborami ogólnopolskimi do izb lekarskich jest bardzo niepokojące. Dlatego wraz z innymi prezesami izb okręgowych zdecydowaliśmy się na zawiadomienie prokuratury. Boimy się o mandat przyszłego prezesa.
A nie chodzi o to, że to pana odwołano z prezydium Krajowej Komisji Wyborczej?
Nigdy nie byłem „przyspawany” do stanowisk. Nie zgłaszałem sam swojej kandydatury do prezydium KKW, to inni mnie do tego zapraszali. Jednak regulamin wyborów mówi wyraźnie: spotkanie może zwołać lub odwołać tylko przewodniczący KKW. Przewodniczący je odwołał, po czym nagle spotkała się grupa ludzi związanych z prezesem Jankowskim i podjęli coś, co nazywają uchwałami. W trakcie tego spotkania kontaktowano się z prezesem Jankowskim, ustalano komunikat medialny. To nie było przypadkowe działanie.
Gwoli ścisłości, Regulamin KKW nie mówi o uprawnieniu przewodniczącego do odwoływania posiedzeń, a jedynie do ich zwoływania. Kwestia odwoływania to interpretacja.
To nie jest moja prywatna interpretacja. Sąd Najwyższy nawet zajmował się analogiczną sprawą w 2003 r. SN uznał, że ciało, którego posiedzenie zostało skutecznie odwołane, nie posiada kompetencji do podejmowania żadnych uchwał oraz uściślił, że ciało, które zwołuje dane posiedzenie ma prawo je odwołać.
Czytaj więcej
Aż 85,4 proc. Polaków uważa, że system ochrony zdrowia w Polsce wymaga gruntownych zmian. Jednocześnie 55,8 proc. badanych sprzeciwia się podwyższe...