W ciągu siedmiu ostatnich dni za pomocą testów stwierdzono w Polsce 263 979 przypadków koronawirusa. - Widzimy duże zagrożenie, jeżeli chodzi o transmisję wirusa wśród personelu medycznego. Pandemia przybiera aspekt dużej transmisji wśród personelu, który wchodząc na izolację jest wyłączany z działalności operacyjnej szpitali, przychodni, ratownictwa medycznego, co stanowi spore zagrożenie - stwierdził w Radiu Zet dr Artur Zaczyński, wicedyrektor ds. medycznych CSK MSWiA. Dodał, że na razie nie zaobserwowano "zbyt dużych skoków liczby pacjentów hospitalizowanych".

Czytaj więcej

Wiceminister edukacji: Wprowadziliśmy naukę zdalną, bo sanepidowi groził paraliż

Czy może zabraknąć personelu medycznego? - Największy problem to jest to, kiedy mamy stwierdzony antygen wirusowy, jesteśmy wyszczepieni, nie dotyka nas choroba COVID-19, czyli nie rozwijamy choroby wirusowej, ale jesteśmy pozytywni, więc prawnie podlegamy izolacji. Wobec tego izolacja wymaga rewizji, jeżeli chodzi o personel wyszczepiony i te prace są intensywnie prowadzone, żeby okres izolacji wśród personelu medycznego był najkrótszy, bezpieczny dla wszystkich pacjentów. Możemy też osiągnąć taki status, że będą lekarze „dodatni”, niemi klinicznie, wyłączani z pracy i to może stanowić zagrożenie, szczególnie w obszarach medycyny nagłej - odparł szef szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym.

- Jeżeli transmisja wirusa będzie spora, to nie liczba pacjentów będzie stanowiła duże obciążenie systemu ochrony zdrowia, tylko dostępność do lekarza, pielęgniarki i personelu pomocniczego - zaznaczył. Wyraził pogląd, że skrócenie okresu izolacji u zaszczepionego personelu medycznego pozwoli na "zachowanie ciągłości opieki".

Czytaj więcej

Wiceminister Kraska: Nikt nie mówił, że zaszczepieni 3. dawką nie będą się zakażać

Dr Zaczyński mówił też, że dzienna liczba wykrytych przypadków koronawirusa zależy od liczby wykonywanych testów.  - Ważny jest odsetek (dodatnich) wśród wykonanych testów. - W tej chwili na 170 tys. testów obserwujemy ok. 50-60 tys. (pozytywnych) i to jest ok. 30 proc. - zaznaczył. - To jest najważniejsze - obserwować, ile zrobiono testów, a ile z nich jest pozytywnych. To jest jeden wskaźnik transmisji. A drugi to jak wydolny jest system ochrony zdrowia, tzn. ile mamy dostępnych łóżek, respiratorów. Widzimy, że na razie w statystykach te wartości spadają, jeżeli chodzi o obłożenie - podkreślił.

- Niestety masowe transmisje potrafią się pojawić. W ciągu doby potrafimy zdjąć z obowiązku pracy kilku pracowników, którzy są dodatni - przekazał Zaczyński. - Póki mamy kadrę, to nie zastanawiamy się nad dalszymi krokami, ale z tyłu głowy mamy, co się stanie, gdy personel będzie w danej klinice dodatni. To wymaga przesunięcia personelu z innego miejsca, relokacji pacjentów, wstrzymania przyjęć planowych - to bardzo obciążające, bo to powoduje narastanie długu zdrowotnego - stwierdził.

Czytaj więcej

Dania zniesie wszystkie obostrzenia, pomimo dużej liczby zakażeń

Szef szpitala tymczasowego na Stadionie Narodowym w Warszawie przekazał, że w kierowanej przez niego placówce jest ok. 70 pacjentów. - Sytuacja jest taka: 5-6 przyjęć dziennie, 5-6 wypisów dziennie, więc ta liczba się utrzymuje w liczbie niskiej. Mamy decyzję na 168 łóżek i jesteśmy w gotowości - dodał.

- Jeżeli osoby narażone na niedobrotliwe działanie wirusa będą przedłużać obserwację w domach, nie zgłoszą się na czas do lekarza, to niestety później będzie się to kończyło szpitalem - ostrzegł.

- Procent pacjentów ujemnych (nie zakażonych koronawirusem - red.) wymagających leczenia jest duży i to świadczy o tym, że im dłużej trwa pandemia, tym stan pacjentów ujemnych, wymagających leczenia z powodu innych chorób będzie wydłużał okres hospitalizacji, ci pacjenci będzie trudniejsi, będzie więcej powikłań, bo tak to niestety przebiega. Wyłączenie dostępności normalnych specjalizacji powoduje pogorszenie naszego stanu zdrowia, który i tak nie był dobry - podkreślił.