W piątek większość członków doradzającej premierowi Mateuszowi Morawieckiemu w sprawie walki z COVID-19 Rady Medycznej złożyła rezygnacje. Jedną z takich osób był prof. Miłosz Parczewski, zachodniopomorski konsultant ds. chorób zakaźnych. W poniedziałek Parczewski był w Polsat News pytany o powody swojej decyzji.  - Ta decyzja narastała od kilkunastu tygodni, wiąże się ona z pewnym rozejściem pomiędzy tym, co obserwujemy w kontekście pandemii, w kontekście szczepień, certyfikatów covidowych, obowiązkowości szczepień, a naszymi radami - odparł.

- Uznałem, tak jak większość moich kolegów, że ta formuła współpracy się wyczerpała, że w tej chwili bardzo trudno jest dalej iść do przodu, jeżeli osoby rządzące są w pewnego rodzaju klinczu politycznym i większości tych rad nie mogą wprowadzić w życie - dodał.

Czytaj więcej

Dymisja członków Rady Medycznej. "Niech rząd bierze z nich przykład"

Prof. Parczewski stwierdził, że pierwsze sygnały o rozłamie pojawiły się na początku jesieni ubiegłego roku, "kiedy rozmawialiśmy na temat obowiązku szczepień (na COVID-19 dla - red.) nauczycieli i jak najszybszego wprowadzenia szczepień u dzieci". - Potem certyfikaty covidowe, czyli dyskusje przez większość jesieni - dodał. - Mieliśmy poczucie takiego wyczerpania i niemocy - mówił, odnosząc się do powodów rezygnacji większości osób zasiadających w Radzie Medycznej.

Były członek RM ocenił, że obecnie jest "ostatni moment, żeby wprowadzić certyfikaty covidowe przed kolejną falą, na którą patrzymy". - Kolejna fala jest przed nami, to ostatni moment, żeby za wszelką cenę sprawić, żeby jak najwięcej osób przyjęło pierwsze dawki i dawki przypominające - oświadczył Parczewski.

Czytaj więcej

Członek Rady Medycznej: Od września żadne nasze rady nie były wdrażane

Zachodniopomorski konsultant ds. chorób zakaźnych przekonywał, że nawet jeśli wariant Omikron koronawirusa SARS-CoV-2 będzie dwa razy bardziej łagodny niż poprzedni, to biorąc pod uwagę większą zakaźność, a co za tym idzie większą liczbę przypadków, "to w samej liczbie przypadków będziemy mieli takie obciążenie służby zdrowia, że nie będziemy mieli nic poza COVID-em".

- To będzie katastrofa pod takim względem, że istnieje realne zagrożenie, że transport medyczny nie będzie wydolny i nie będzie w stanie odebrać osób chorych z domu (nie mówię o covidowych, mówię o wszystkich), że w szpitalach na SOR-ach nie będzie innych pacjentów, tylko covidowi, średni i ciężcy. Mówimy o statystyce dużych liczb, więc mimo lżejszego przebiegu mamy ludzi, którzy są potencjalnie z przebiegiem średnim i ciężkim dalej bardzo dużo - mówił prof. Parczewski.

W kontekście doniesień o tym, że na COVID-19 po zakażeniu Omikronem chorują także osoby zaszczepione, były członek Rady Medycznej był pytany o skuteczność szczepień. - Szczepienia chronią przed ciężkim przebiegiem, zgonem, hospitalizacją i hospitalizacją w OIOM - odparł. - Osoby zaszczepione dwoma i trzema dawkami będą także chorowały na zakażenie SARS-CoV-2 wariantem Omikron, tylko że w sposób łagodny - dodał.