– Od Ministerstwa Zdrowia dowiadujemy się, że nie wolno nam przerywać rozpoczętego leczenia onkologicznego pacjentów. A zaraz potem NFZ podaje, że za leki, które nie miały rekomendacji ekspertów, nam nie zapłaci – irytuje się Bernard Waśko, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Rzeszowie.
Lekarze z tej placówki jednak podkreślają: mimo zamieszania nie zdarzyło się, by ucierpieli pacjenci. Ci, którzy otrzymywali leki, nadal je dostają. Jednak szpital od grudnia nie może rozliczyć się z ich leczenia z NFZ.
Chodzi o najdroższe leki onkologiczne, przepisywane tylko niektórym chorym, tzw. chemioterapie niestandardowe. Jedna może kosztować nawet kilkaset tysięcy złotych.
Eksperci z Agencji Oceny Technologii Medycznych (AOTM) przed jedną z nich postawili warunek: może być finansowana z pieniędzy publicznych, jeśli producent zaproponuje niższą cenę.
Sprawą zajęły się media, a między Ministerstwem Zdrowia, NFZ i agencją powstał spór o to, kto ma wziąć na siebie odpowiedzialność za decyzję, czy finansować te leki.
– Nie ma sporu między nami, bo przepisy w tej sprawie są jednoznaczne – twierdzi Andrzej Troszyński, rzecznik Narodowego Funduszu Zdrowia.
Ale w praktyce jest inaczej. NFZ na stronach internetowych podaje, że podejmując decyzję o finansowaniu leków, musi ściśle trzymać się rekomendacji AOTM. Natomiast w mediach prezes agencji podkreśla, że jego opinie są tylko głosem doradczym, na podstawie którego decyzję o finansowaniu terapii podejmuje resort zdrowia.
Jak rozwiązać ten spór? Lekarze tłumaczą, że drogie leki, zależnie od rodzaju choroby i stanu pacjenta, mogą mu albo pomóc, albo go nawet zabić. – Medycyna nie jest już sztuką. Przy stosowaniu leków musimy się trzymać ściśle określonych zasad. Leczenie powinni otrzymywać tylko ci pacjenci, którym może pomóc – mówi prof. Maciej Krzakowski, krajowy konsultant ds. onkologii.
Proponuje, by stworzyć rejestr chemioterapii niestandardowych podobny do tego, jaki funkcjonuje w reumatologii. To znaczy bez włączenia pacjenta do rejestru, nie można mu podać drogiego leku. A włączenie go jest możliwe, tylko gdy spełnia ściśle określone kryteria.
– Dzięki temu leki dostają ci, którym mogą naprawdę pomóc – tłumaczy dyrektor Artur Fałek z Ministerstwa Zdrowia.
– W reumatologii z tych rozwiązań wszyscy są zadowoleni - dodaje Krzakowski. – NFZ, bo wydaje mniej na terapie u pacjentów, u których leczenie nie przynosiło efektów. Pacjenci i lekarze, bo zasady, na podstawie których podaje się leki, są przejrzyste.
Dyskusję na temat leczenia raka zorganizowało wczoraj w Warszawie branżowe pismo „Menedżer Zdrowia”.