Reklama

Idą na grzyby, nie do eksperta

W sanepidach w całym kraju rozpoczęły się dyżury specjalistów od grzybów. Z ich wiedzy nikt nie korzysta
W 2011 r. 32 osoby zatruły się grzybami, w tym roku już trzy muchomorem sromotnikowym

W 2011 r. 32 osoby zatruły się grzybami, w tym roku już trzy muchomorem sromotnikowym

Foto: Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0

W rozpoczynającym się dopiero sezonie grzybowym poważnie zatruły się już trzy osoby. Wszystkie w Lubuskiem. Jak jednak sprawdziła „Rz", do tamtejszego sanepidu nie zgłosił się w tym roku jeszcze żaden grzybiarz, by sprawdzić, czy zebrane w lesie przysmaki nie są trujące. Nikt też nie pytał o radę w Warszawie ani w Kielcach.

Tymczasem w stacjach sanitarno-epidemiologicznych w całym kraju rozpoczęły się dyżury ekspertów. Bezpłatnie udzielają porad, czy zebrane grzyby są trujące, czy jadalne.

Dyżury grzybowe od sierpnia do października organizuje m.in. Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Warszawie. Eksperci czekają w wyznaczone dni, głównie przed weekendem i po nim, wtedy bowiem najczęściej ludzie udają się na grzybobrania. Jeśli ktoś przyjdzie w inny dzień, nie zostanie odesłany z kwitkiem, bo na stałe w sanepidzie pracuje trzech grzyboznawców. - Do tej pory nikt do nas nie przyszedł. Był tylko jeden telefon z pytaniem, czy świadczymy taką usługę - mówi kierownik sekcji higieny żywienia Anna Wiktorowska.

Chętnych, by sprawdzić zebrane grzyby, nie było też w sanepidzie w Zielonej Górze. Tam na obejrzenie zbiorów specjaliści czekają od poniedziałku do piątku w godzinach 8-14. Dorota Gontar, grzyboznawca z tej placówki, przyznaje, że jest nieco zdziwiona tym, że nikt nie chce sprawdzić zebranych grzybów. - W ubiegłym roku pierwsza osoba przyszła do nas już w maju. A od sierpnia do października 2011 przeglądaliśmy grzyby 12 osób - mówi Dorota Gontar. Zapytana, kto prosił o ocenę, informuje, że głównie były to młode kobiety, które nie kryły, że niespecjalnie znają się na grzybach.

Na czas grzybobrań dodatkowe dyżury uruchomiono też w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Kielcach. Tam w dni powszednie grzyby można przynosić od godziny 7.25 do 15. - Jeśli ktoś przyjdzie później, także może liczyć na fachową pomoc. Grzyboznawca u nas jest przez cały rok. Ale w tym roku nikt nie przyniósł do nas jeszcze swoich zbiorów. To nieco niepokojące, zważywszy, że w kraju są już pierwsze ofiary zatruć. Ważne, by ludzie zrozumieli, że sprawdzanie językiem, czy grzyb jest trujący czy nie, to żadna metoda - mówi Joanna Ciborowska z kieleckiego sanepidu. Wspomina, że w 2010 r. zbiory przyniosło do nich 42 grzybiarzy, a w 2011 już tylko siedmioro.

Reklama
Reklama

Zdarza się, że ludzie zaniepokojeni wyglądem grzyba przynoszą go do oceny, gdy jest już ugotowany. - W zeszłym roku kobieta przyszła z sosem grzybowym. Zaniepokoił ją jego kolor. Bez specjalistycznych badań nie mogliśmy stwierdzić, co to był za gatunek. Najlepiej jest oceniać, gdy grzyb jest świeży i w całości - mówi dr Agata Wolska z wojewódzkiego sanepidu w Warszawie.

O tym, że w Polsce zbieranie grzybów to niemal tradycja, przypomina Jacek Santorski, psycholog. - W wielu rodzinach tradycje grzybiarskie są od pokoleń. Często wspomina się osoby, które były niezawodne w ocenie grzyba. Tylko że te osoby odchodzą. Pozostaje dziedziczenie mitu o wiedzy o grzybach, a nie kompetencje - mówi psycholog Santorski.

W tym roku są ofiary pomylenia kani z muchomorem. Trzech mieszkańców województwa lubuskiego trafiło do szpitala w połowie sierpnia. W przypadku jednego z nich konieczny był przeszczep wątroby. Z danych Państwowej Inspekcji Sanitarnej wynika, że w 2011 r. w Polsce były 32 przypadki zatruć różnymi grzybami, w tym 20 właśnie muchomorami sromotnikowymi. Więcej było zatruć w 2010 r. - 80, z czego 43 spowodował muchomor sromotnikowy. Od dwóch lat nie odnotowuje się śmiertelnych zatruć. Siedem było w 2010 r.

- Toksyna w muchomorze sromotnikowym w bardzo krótkim czasie ciężko uszkadza wątrobę i nerki. Nie wolno bagatelizować żadnych objawów i trzeba błyskawicznie jechać do lekarza - mówi pediatra i dyr. SPZZLO Warszawa-Żoliborz Małgorzata Zaława-Dąbrowska.

Ochrona zdrowia
Samorząd lekarski w ostrym sporze. Konwent prezesów potępia szefa szczecińskiej rady lekarskiej
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Ochrona zdrowia
Wykorzystanie łóżek szpitalnych pod lupą. Będzie nowa mapa
Ochrona zdrowia
Michał Bulsa: Nie składa się protestu wyborczego od spotkania towarzyskiego
Ochrona zdrowia
„Cięciem byłoby wprowadzenie limitów". Prezes NFZ o przyszłości finansowania ochrony zdrowia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama