„Rzeczpospolita" dotarła do projektu założeń nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Ministerstwo Rozwoju i Infrastruktury chce przeciwdziałać chaotycznemu rozlewaniu się miast.

Nie chce osiedli mieszkaniowych w szczerym polu, z dala od dróg, komunikacji publicznej i szkół. Projekt przewiduje więc, że nowe domy będzie można budować tylko na terenach objętych planem miejscowym (z wyjątkiem zabudowy zagrodowej). Wymóg ten ma wejść w życie po upływie dwóch lat od daty wejścia w życie noweli. Do tego czasu nikt nie będzie mógł postawić domu wielorodzinnego, jeżeli w promieniu 3 km nie będzie przedszkola lub szkoły podstawowej. Gmina nie wyda bowiem warunków zabudowy.

Bez spekulacji gruntami

Działka będzie musiała leżeć bezpośrednio przy drodze publicznej. „Protezy" w postaci służebności lub drogi wewnętrznej nie wystarczą. Podobnie będzie z dostępem do mediów.

Dziś wystarczy uzyskać przyrzeczenie przyłączenia do projektowanej sieci, np. od zakładu energetycznego lub wodociągów, a wójt (burmistrz, prezydent) wyda warunki zabudowy. Po zmianach działka będzie musiała być już uzbrojona w media.

Ministerstwo chce też zakazać cesji warunków zabudowy. Ma to ukrócić spekulację gruntami. Przewiduje więc, że decyzje o warunkach zabudowy będzie można uzyskać tylko na dwa lata i tylko na potrzeby konkretnej inwestycji. Teraz decyzja jest bezterminowa i traci aktualność, dopiero gdy dla danego terenu gmina uchwali plan. Nierzadko właściciel występuje o nią, by podnieść wartość działki, bez rozpoczynania inwestycji.

Za i przeciw

Zdania ekspertów o projekcie są podzielone.

– Co do zasady propozycje są słuszne – uważa Mariola Berdysz, dyrektor fundacji Wszechnica Budowlana. Problem rozlewania i rozpraszania zabudowy każdy widzi. Wójt (burmistrz, prezydent) nie ma wyjścia – gdy inwestor spełnia warunki z przepisów, musi dostać warunki zabudowy. Dlatego nawet budowa w szczerym polu czasem jest możliwa.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Inaczej to widzi Polski Związek Firm Deweloperskich. – To jakiś żart – bulwersuje się Konrad Płochocki, dyrektor biura Polskiego Związku Firm Deweloperskich. – Propozycje ministerstwa grożą paraliżem, są oderwane od życia. Gminy nie będą uchwalać planów, bo nie mają na to środków. Deweloperzy budowaliby przy drogach publicznych. Problem w tym, że gminy nie chcą wykupywać od nas dróg i zmieniać im statusu na publiczny. Poza tym nasi klienci kupują lokale na peryferiach nie dlatego, że nie lubią miasta, ale dlatego, że jest taniej. W tej chwili trwają prace nad kodeksem urbanistyczno-budowlanym, który ma ułatwić życie inwestorom. Projekt tym bardziej więc dziwi – dodaje Płochocki.

Zmiany w planach

Resort chce też ograniczyć odszkodowania wypłacane w związku z uchwaleniem planu. Chodzi o przypadki, gdy dochodzi do obniżenia wartości działki lub ograniczenia zabudowy. Dziś to duży problem.

Gminy będą zwolnione z wypłaty odszkodowań, gdy zakazy ustalone w planie wynikają z innych przepisów, np. zakaz zabudowy na terenach zalewowych przewiduje prawo wodne.