Sąd Najwyższy zwrócił w czwartek sprawę 1247 frankowiczów Sądowi Apelacyjnemu w Łodzi. Wyrok oznacza, że toczący się od ponad trzech lat proces potrwa jeszcze ze dwa, gdyż sąd będzie musiał zaangażować biegłych.
Precedensowy proces
SN wskazał, że sama bezprawność klauzuli waloryzacyjnej, jaką zawierały umowy kredytowe z mBankiem (a wcześniej BRE Bankiem), nie oznacza, że bank przekroczył w kontraktach swoje obowiązki, wskutek czego kredytobiorcy ponieśli szkodę.
– Musi to zbadać biegły finansista. Musi też ustalić, jakie było ryzyko udzielania takich kredytów i czy było w miarę równomiernie rozkładane na obie strony, czy bank ewentualnie zawyżonym oprocentowaniem nie pokrywał swoich strat na innych polach, gdyż to byłoby niedopuszczalne – powiedział w uzasadnieniu sędzia Mirosław Bączyk. Dodał, że bank ma prawo do zysku ze swojej działalności.
Zgodnie z wyrokiem łódzkich sądów mBank miał zapłacić klientom odszkodowanie za stosowanie bezprawnej (gdyż zbyt ogólnikowej) klauzuli, na podstawie której mógł zmieniać stopę oprocentowania rat kredytu hipotecznego nominowanego we frankach. Łódzkie sądy Okręgowy i Apelacyjny nie szczędziły krytyki zaskarżonej klauzuli i uznały ją za niedozwoloną. Uznały, że kredytobiorcy mogą się domagać zwrotu bezprawnych nadpłat jako świadczenia nienależnego lub odszkodowania.
Przeciętny klient mBanku stracił 6,5 tys. zł, i to tylko w okresie od stycznia 2009 r. do lutego 2010 r., którego ten pozew dotyczy.
Ważenie zysków
Proces ma precedensowe znaczenie zarówno dla kredytów we frankach, jak i pozwów zbiorowych. Podobny mechanizm ustalania oprocentowania kredytów hipotecznych stosowały dwa inne banki. Żaden nie chce jednak podać, ilu klientów ma tak oprocentowane kredyty. SN przesądził, że w tej sprawie należy badać to, co łączy powodów – umowa kredytu hipotecznego, niemal identyczna we wszystkich przypadkach, a drobne różnice nie mają znaczenia. Przesądził też m.in., że jest to sprawa o odszkodowanie o konkretne pieniądze. Ale w tej sytuacji samo abstrakcyjne ustalenie bezprawności zaskarżonego fragmentu umowy nie wystarczy.
– Jesteśmy usatysfakcjonowani decyzją SN i liczymy, że ponowne rozpoznanie sprawy będzie się opierać na analizie dowodów i racji obu stron – powiedział po wyroku Krzysztof Olszewski z mBanku.
Pełnomocnicy frankowiczów: Małgorzata Rothert, miejski rzecznik konsumentów w Warszawie, i adwokat Iwo Gabrysiak, zapowiedzieli wytrwałą walkę z bankiem.
Sygnatura akt II CSK 768/14
Opinia dla „Rz"
Jerzy Bańka, wiceprezes Związku Banków Polskich
To bardzo ważny i podnoszący na duch wyrok, który przecina podjęte, jak się wydaje pod wpływem emocji społecznych, orzeczenia łódzkich sądów. Czym innym jest abstrakcyjna kontrola wzorców umownych, a czym innym badanie, czy konkretne umowy i ich stosowanie były prawidłowe i nie doszło do nadużycia obowiązków przez bank. To rzeczywiście wymaga zbadania warunków rynkowych i rozłożenia ryzyka. Przypuszczam, że wyrok pozwoli przynajmniej nieco rozładować ten spór i otworzy dodatkowe pole do ugodowego rozwiązywania tych sporów.