Jedni twierdzą, że lepiej o tym nie mówić, by nie wywoływać wilka z lasu. Inni – że wprost przeciwnie, że trzeba głośno pytać o bezpieczeństwo, bo szaleńców – podobnych do tego z monachijskiej Olimpii – nie brakuje.

Nie udajemy więc, że nie mamy wątpliwości i obaw, czy duże centra handlowe są dobrze chronione.

Nasz dziennikarz odwiedził największe, najbardziej popularne galerie w Warszawie, w których rozmawiał z pracownikami ochrony. Pytał, czy zmieniło się ich podejście do ochrony, poczucie bezpieczeństwa, procedury po ostatnich wydarzeniach na świecie.

Choć większość informacji jest oczywiście tajna, szczególnie metody ochrony i obserwacji, to w niektórych galeriach jest stan podwyższonej gotowości w firmach ochroniarskich. Niektórzy ochroniarze twierdzą, że ich pracę wspomagają policjanci tajniacy. To nieoficjalnie.

Z kolei oficjalnie firmy zarządzające centrami handlowymi przyznają, że rośnie świadomość – zarówno właścicieli obiektów handlowych, jak i gości galerii – zagrożeń terrorystycznych. Zarządcy twierdzą, że utrzymują ściślejszy niż kiedyś kontakt z dzielnicowym, bliżej współpracują ze służbami ratunkowymi.

Praktyką jest też stały kontakt z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnym Biurem Śledczym. Usłyszeliśmy, że te instytucje przeprowadzają szkolenia dla dyrekcji i pracowników służb ochrony centrów handlowych, aby pomóc rozpoznać zagrożenie i zapobiec tragedii.

Oby nikt nie musiał skorzystać z kryzysowych procedur w praktyce.

- więcej o bezpieczeństwie w centrach handlowych
w weekendowym wydaniu serwisu: nieruchomosci.rp.pl