Zmiany klimatyczne spowodowane przez człowieka spowodowały wzrost temperatury na powierzchni Ziemi, prowadząc do niestabilności atmosfery i nasilenia ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak burze.

W oceanach wyższe temperatury mają inny wpływ, spowalniając mieszanie się ocieplającej się powierzchni z chłodniejszymi, bogatymi w tlen wodami znajdującymi się poniżej.

Ta oceaniczna "stratyfikacja" oznacza, że mniej wód głębinowych podnosi się ku powierzchni, niosąc tlen i składniki odżywcze, podczas gdy woda na powierzchni pochłania mniej atmosferycznego dwutlenku węgla do pochłonięcia na dużej głębokości.

W raporcie opublikowanym w "Nature Climate Change", międzynarodowy zespół klimatologów przekazał, że stratyfikacja wzrosła globalnie o "znaczne" 5,3 procent od 1960 do 2018 roku.

Poinformowano również, że proces ten jest nasilony przez topnienie lodu morskiego, co oznacza, że więcej słodkiej wody - która jest lżejsza niż słona woda - również gromadzi się na powierzchni oceanu.

- Pozornie techniczne odkrycie ma głębokie i niepokojące konsekwencje - powiedział współautor badania, Michael Mann, profesor klimatologii na Pennsylvania State University.

- Należą do nich potencjalnie bardziej intensywne, niszczycielskie huragany, ponieważ powierzchnie oceanów są ciepłe - wyjaśnił.

Mann zwrócił również uwagę na zmniejszenie ilości pochłanianego CO2, co może oznaczać szybsze niż się spodziewano zanieczyszczenie atmosfery dwutlenkiem węgla.

Ostrzegł, że modele klimatyczne często nie uwzględniają stratyfikacji oceanów, a także mogą nie doceniać jej wpływu.

Według Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) oceany pochłaniają jedną czwartą produkowanego przez człowieka CO2 i pochłaniają ponad 90 proc. ciepła wytwarzanego przez gazy cieplarniane, dzięki czemu ludność utrzymuje się przy życiu - ale za straszliwą cenę.