Ile pacjentek w Polsce choruje na raka piersi?

Najbardziej rzetelne dane, którymi dysponujemy pochodzą z Krajowego Rejestru Nowotworów. Za 2019 rok było to prawie 20 tysięcy nowych zachorowań na raka piersi. Bardzo interesujące dane będą za 2020 rok z powodu pandemii. Przed nią liczba nowych przypadków była z roku na rok wyższa, ale z powodu wstrzymania profilaktyki i badań, należy spodziewać się mniejszej liczby rozpoznań. Rak nie przestraszył się Covid-19, ale liczba chorych, które zgłosiły się była nieco mniejsza. Skutki epidemii obserwujemy do dziś – chore są w bardziej zaawansowanym stadium choroby.

Jest grupa pacjentek, u których rozpoznano potrójnie ujemnego raka piersi - czym charakteryzuje się to rozpoznanie i ilu pacjentek dotyczy?

Czytaj więcej

Onkodebata: lepsze leczenie dla pacjentek z HER2-dodatnim rakiem piersi

Pacjentek z rozpoznaniem potrójnie ujemnego raka piersi jest ok. 10 procent. Tę grupę wyłania się na podstawie cech tego typu nowotworu, który nie ma receptorów hormonalnych – (estrogenowych i progesteronowych) ani nadmiernej ekspresji receptora HER2. Jeżeli byłyby one dodatnie, byłoby można stosować określone terapie celowane, a jeśli tej ekspresji receptorów nie ma – podstawowym leczeniem pozostaje chemioterapia, nie stosujemy np. hormonoterapii lub leczenia anty-HER2. To już na wstępie zawęża metody terapeutyczne.

Na ten typ nowotworu generalnie chorują młodsze pacjentki.  I co jest charakterystyczne – częściej mają one obciążenia genetyczne. Dlatego pacjentki z rozpoznaniem nowotworu potrójnie ujemnego kierujemy do poradni genetycznej celem wykonania badań genetycznych. Są to raki agresywne - jeżeli dochodzi do nawrotu, jest on często dynamiczny i dość szybki. Obserwujemy szczyt tych nawrotów ok. 2-3 lata od leczenia pierwotnego i są one mocno nasilone, spektakularne. Przerzuty najczęściej występują w płucach i ośrodkowym układzie nerwowym.

Zwykle podkreśla się, że w przypadku nowotworów rozpoznanych we wczesnych stadiach, zwiększają się szanse na skuteczne leczenie i wyleczenie. Czy podobnie jest w potrójnie ujemnym raku piersi?

Jak najbardziej. W każdym podtypie biologicznym raka piersi wczesne wykrycie ma znaczenie. Dotyczy to także chorych na potrójnie ujemnego raka piersi. Można powiedzieć, że zwłaszcza w tym nowotworze wczesne wykrycie jest ogromnie ważne ze względu na jego agresywność. Tylko wtedy możemy zastosować takie metody, które pozwolą na wyleczenie pacjentki. Jest to czasem trudne, bo chorują trochę młodsze panie, a przez to nie wszystkie są objęte screeningiem, czyli nie wykonują mammografii w ramach programu wczesnego wykrywania raka piersi. Dlatego ważne jest regularne samobadanie i USG piersi. To jest ważne ograniczenie w diagnozowaniu przypadków tego typu nowotworu.

Na czym polega leczenie okołooperacyjne z wykorzystaniem immunoterapii?

Z uwago na to, że potrójnie ujemny rak piersi jest podtypem agresywnym, sprawdzano różne metody leczenia dołączane do chemioterapii, pod kątem poprawienia rokowania pacjentek. Jedną z takich metod jest immunoterapia. To jest znane już leczenie z postępowania u chorych z innymi nowotworami, takimi jak czerniaki czy rak płuca. Tam nastąpił znaczny postęp i to sprawiło, że rozpoczęto badania nad immunoterapią w raku piersi. Dostępne są wyniki badania rejestracyjnego, które wskazało, że jeśli do chemioterapii dołączy się immunoterapię, w ramach leczenia przed- i pooperacyjnego, jesteśmy w stanie zmniejszyć liczbę nawrotów potrójnie ujemnego rakla piersi. Obserwacje z badania nie są jeszcze bardzo długie, to jest okres trzyletni, ale dostępne wyniki są na tyle zachęcające, że ta terapia została zrejestrowana w Unii Europejskiej. Badania wykazały, że o osiem punktów procentowych jesteśmy w stanie zmniejszyć odsetek pacjentek, u których dochodzi do nawrotu choroby. Terapia ta nie jest jeszcze refundowana w Polsce, ale procesy trwają i warto, żebyśmy mogli tę dodatkową metodę stosować. W marcu 2023 roku odbędzie się międzynarodowy kongres ekspertów, który ustali rolę immunoterapii w połączeniu z chemioterapią u chorych na wczesnego potrójnie ujemnego raka piersi, ale już teraz zalecenia z różnych państw, min. USA i Niemiec wskazują, że należy dołączać immunoterapię do chemioterapii.

Czy leczenie, które nie rozpoczyna się od zabiegu operacyjnego może być skuteczne?

Sposób leczenia pacjentek z potrójnie ujemnym rakiem piersi bardzo się zmienił przez ostatnie lata. Kiedyś proces terapeutyczny zaczynał się od operacji, a potem następowała chemioterapia i radioterapia. Teraz najczęściej zaczynamy od leczenia przedoperacyjnego, czyli chemioterapii. Przez kilka miesięcy sprawdzamy, czy komórki rakowe reagują na podane przez nas leki. Jeżeli pod wpływem tej terapii cały nowotwór został zniszczony, pacjentka jest zoperowana – kończymy leczenie. Natomiast, jeżeli obserwujemy chorobę resztkowa, czyli po przebytym leczeniu przedoperacyjnym występują komórki rakowe w już wyciętym fragmencie piersi, wtedy stosujemy dodatkową chemioterapię w tabletkach. Dzięki takiej metodzie leczenia okołooperacyjnego poznajemy jak zmniejsza się guz, a chirurg może operować mniejszy fragment piersi. Poza tym mamy czas na wykonanie badań genetycznych, których wynik może wpływać na wybór rodzaju operacji. Najważniejsze, by indywidualnie podchodzić do każdej chorej.

Co jeszcze powinna wiedzieć pacjentka na temat immunoterapii?

Trzeba sobie zdawać sprawę, że jeśli ktoś chciałby stosować taką metodę, to powinno ono być zgodne z rejestracją, czyli stosowane w leczeniu przedoperacyjnym i w ramach leczenia uzupełniającego. Kandydatkami do immunoterapii są pacjentki w drugim i trzecim stadium zaawansowania choroby, czyli z guzami powyżej dwóch centymetrów albo z przerzutami do węzłów chłonnych. Jest to leczenie w miarę dobrze tolerowane i często obserwujemy bardzo dobre odpowiedzi. Dlatego ta metoda wchodzi do standardu postępowania w tym agresywnym podtypie raka piersi.

W październiku obchodziliśmy miesiąc świadomości raka piersi. Czy rzeczywiście obserwuje Pani, że po takich akcjach więcej pacjentek zgłasza się do specjalistów?

Może z perspektywy ośrodka warszawskiego lepiej widać, że kobiety ruszyły do badań po pandemii. Takie akcje na pewno pomagają w uświadomieniu sobie, jak jest to ważne. Dzięki nim trochę „odczarowujemy” nowotwory, także raka piersi. Ale według danych publikowanych przez NFZ zgłaszalność na mammografię jest niestety w Polsce bardzo niska, na poziomie trzydziestu kilku procent. To jest bardzo niepokojące i zdecydowanie wymaga zmiany.

Rzeczpospolita