Każdy kto zajrzy w twoją dyskografię zauważy, że wydajesz płyty solowe co sześć lat. „Składam się z ciągłych powtórzeń” – 2014 r., „Kundel” – 2020, „Chciałbym urodzić się żeby latałem” – 2026. Tyle kalendarium, a ja chciałem cię zapytać o moment, kiedy uznałeś, że czas na nową płytę. Albo też kiedy mogłeś już powiedzieć: wyobrażam sobie swoją nową trzecią płytę!

Nie pamiętam tej chwili. Nie planowałem też regularności, że będę wydawał płyty co sześć lat. Kiedy rozpoczynałem pracę nad „Chciałbym urodzić się żeby latałem” myślałem, że skończę tę płytę w pół roku.

Reklama
Reklama

Czułem też, że mam dużo swobody w pisaniu, co nie jest dla mnie normą. Teksty powstawały w niedługim czasie i nie wymagały zbyt wielu poprawek. Coś się we mnie odblokowało.

Czytaj więcej

Nowa płyta Artura Rojka z pięknym tytułem wymyślonym przez syna

Jednak jak zaczynasz wchodzić w szczegóły, to praca zaczyna się wydłużać. To naturalne. Szukasz brzmień, klimatu, smaczków i tak mijają kolejne tygodnie w studiu.

W tym czasie byłem także zaangażowany w projekt festiwalu ZORZA, gdzie z Dawidem Podsiadłą, graliśmy koncert złożony z piosenek Myslovitz. Do tego OFF Festival czy Great September oraz inne sprawy, które z oczekiwanego pół roku zrobiły sześć lat.

Dwie pierwsze płyty nagrałeś z producentem Bartkiem Dziedzicem, który był też współkompozytorem. Czy po drugiej płycie poczułeś się, że chcesz iść w nową stronę, bo może – tworząc w duecie – poczułeś się znowu bardziej w zespole niż solo?

Nie. Przy nowej płycie pracowałem bardzo podobnie, tylko że Bartka zastąpił Olek Świerkot. Są zupełnie inni, ale tak samo mocno angażują się w proces twórczy. Olek wychował się muzycznie na zespołach z lat 90.. Był wielkim fanem Myslovitz i Lenny Valentino. Jego produkcje są dosyć klasyczne, ale przez jego wrażliwość mają w sobie bardzo odczuwalną delikatność, która mnie pociąga. Pochodzi z tego samego miasta co ja i znam go ponad trzydzieści lat. Łączą nas nie tylko korzenie, ale i wrażliwość.

Czytaj więcej

Król stadionów Dawid Podsiadło i hołd dla Chwalińskiej. Będzie płyta z Soblem

Olek Świerkot był młodym fanem, gdy poznałeś?

Tak jak wspomniałem wcześniej, znamy się od dawna. Wpadał na próby Lenny Valentino, jak miał 13 lat. Praca z nim wydała mi się w pewnym momencie naturalnym pomysłem, dobrze się rozumiemy, obaj lubimy ładne melodie, słuchamy podobnych płyt.

Cała płyta jest jak zestaw widokówek, więc każda następna będzie uzupełniać kolekcję 10 obrazków wyciągniętych z mojego życia i doświadczeń. Wierzę, że każdy ułoży z tego także własną opowieść.

Artur Rojek

Mam wrażenie, że płyta jest prostsza, choć pojawiają się orkiestracje, ale mniej jest elektroniki i może to sprawia, że uzyskałeś nową jakość?

Tworząc ten album poczułem, że piosenki powinny mieć bardziej klasycznie piosenkowy charakter i nawiązywać do przeszłości, z którą jestem identyfikowany. Podobała mi się ta koncepcja. Powrót do źródeł i inspiracji gitarową muzyką lat 90. i początku dwutysięcznych, wydał mi się niezwykle ekscytujący. Podczas pracy najczęściej pojawiającymi się nazwami zespołów były m.in. Destroyer, Richard Hawley, Kings Of Convenience i Bill Callahan.

Słuchając piosenek można odnieść wrażenie, że próbujesz m.in. zrozumieć swoje trudne doświadczenia – jak w „Grubym, małym”, ale tak, by przekazać innym dobrą wiadomość: słuchajcie, można przeżyć i okiełznać traumy, tylko trzeba im spojrzeć prosto w oczy. Chcesz w ten sposób pomóc młodym ludziom, a przy okazji sobie?

Wszystko zaczyna się ode mnie. Jeżeli sam wewnętrznie czuję, że dany temat we mnie rezonuje, tekst powstaje błyskawicznie. „Gruby, mały” nawiązuje do konkretnych i prawdziwych przeżyć. Napisałem tę piosenkę przede wszystkim po to, by rozliczyć to z samym sobą, ale jednocześnie miałem bardzo mocne uczucie, że takich jak ja jest cała masa i należy o tym opowiedzieć. Temat wstydu fizycznego to temat tabu. Nie wiem, może coś przeoczyłem, ale wydaje mi się, że prawie w ogóle się o tym nie mówi.

Tworząc ten album poczułem, że piosenki powinny mieć bardziej klasycznie piosenkowy charakter i nawiązywać do przeszłości, z którą jestem identyfikowany. Podobała mi się ta koncepcja. Powrót do źródeł i inspiracji gitarową muzyką lat 90. i początku dwutysięcznych, wydał mi się niezwykle ekscytujący 

Artur Rojek

Myślę, że niezwykle ważny jest dla ciebie temat ojcostwa, ale takiego przeżywanego w nowy, odpowiedzialny sposób. Jak te sprawy przemyślałeś, zostając ojcem i będąc nim, bo przecież ta rola się wciąż zmienia wraz z nowymi wyzwaniami?

Moja ojcowska postawa i ambicje, żeby być dla synów dobrym wzorem, wynikają z mojego deficytu. Nie miałem ojca. Mieszkał niedaleko mnie, czasem mijałem go na ulicy. Wiedziałem, że to on, bo znałem go ze zdjęć, ale nie poznawał mnie. Po prostu się mijaliśmy jak dwoje nieznajomych. Dopiero na kilka miesięcy przed urodzeniem naszego starszego syna postanowiłem, że muszę się z nim spotkać, coś powiedzieć, zapytać, zetknąć się wzrokowo. To spotkanie trwało godzinę. Miałem wtedy 35 lat. Wtedy rozmawialiśmy ostatni raz.

To młodszemu synowi zawdzięczasz tytuł płyty „Chciałbym urodzić się żeby latałem”. Czego się od niego uczysz, a co sobie przypominasz o sobie samym w kontakcie z nim?

Widzę w nim siebie. Powiedział to nasz młodszy syn, kiedy miał cztery lata. To zdanie określa, czego najbardziej nam brak w dorosłym życiu, czego się boimy, a nie powinniśmy.

Powiedział też „jak to dobrze, że Bóg stworzył noc”, co wykorzystałem w tekście „Splątane włosy”. To drugie zdanie łączy się z wypowiedzią Wojciecha Kilara, który po śmierci swojej żony, czekał, aż do niej dołączy i tylko noc dawała mu wytchnienie. Mocno to zapamiętałem.

Nasz młodszy syn jest moim lustrzanym odbiciem. Ma bardzo podobny charakter do mnie. Jest indywidualistą i zwykle robi tak, jak on uważa, a nie jak mu radzą, co niesie za sobą sporo ryzyka. Ale to nie tylko o nim. Na tej płycie piszę z myślą o wszystkich najbliższych.

Dwoje starszych ludzi. Kobieta i mężczyzna trzymający się za ręce. Idą przez park. Są tacy w tym piękni i naturalni. Ten widok często do mnie wraca i daje mi swego rodzaju wytchnienie.

Artur Rojek

Nie da się przecenić roli żony? Partnerki życiowej? Czy jej poświęciłeś „W objęciach”?

Tak. Podobnie „Splątane włosy”. Myślę, że moje życie byłoby nijakie, gdybym nie poznał Ani. Jesteśmy razem 34 lata. Niezmiennie.

O jakim spacerze śpiewasz w tej przejmującej, wzruszającej piosence?

To obrazek, który zapamiętałem z dzieciństwa. Dwoje starszych ludzi. Kobieta i mężczyzna trzymający się za ręce. Idą przez park. Są tacy w tym piękni i naturalni. Ten widok często do mnie wraca i daje mi swego rodzaju wytchnienie.

Robisz wrażenie szczęśliwego i spełnionego, a przecież przyznajesz się do smutku i chwil, kiedy musisz – jak to określasz metaforycznie – walczyć z potworem. Jak na to patrzysz?

Taki jestem i to moja codzienność. To, że jestem szczęśliwym człowiekiem nie oznacza, że pozbyłem się swoich ułomności. Cały czas się z nimi mierzę, ale im lepiej je poznaję, tym jest mi lżej. Wspominam o tym w „Yeti” i w „Judo”. Moje drugie „ja”, które często jest w opozycji do „ja” prawdziwego. W „Judo” przyduszam je chwytem :) To jest ciągła walka.

Artur Rojek, „Chciałbym urodzić się żeby latałem", CD, 2026, Sony Polska

Artur Rojek, „Chciałbym urodzić się żeby latałem", CD, 2026, Sony Polska

Foto: Mat. Pras./ Artur Rojek/Pur Pur

Zapowiedź płyty dałeś m.in. na pierwszym koncercie Dawida Podsiadło w Chorzowie. Jakbyś określił relację z nim jako „mistrz-uczeń”?

Dawid to ogromnie utalentowany człowiek, który osiągnął gigantyczny sukces. Pomimo skali, w jakiej funkcjonuje, dalej pozostaje bardzo skromny i normalny. Jego energia nie polaryzuje ludzi. Bardzo go lubię. Znamy się już na tyle dobrze, że tę relację nazwałbym raczej koleżeńską, a nie mistrzowską. Chociaż na pewno każdy z nas podziwia za coś tego drugiego kolegę.

Zaprosiłeś do nagrań Zbigniewa Preisnera, który pracował z Kieślowskim, wspomagał Gilmoura. A ty czego od niego oczekiwałeś i co otrzymałeś od Zbigniewa muzycznie, ale też po ludzku?

Przyjaźnimy się od dawna. Zawsze mnie inspirował. Swój sukces zawdzięcza przede wszystkim pracowitości i zaangażowaniu. Jest osobą, która się nie boi i wciąż poszukuje. Jest w pełni oddany swojej pracy i tego samego oczekuje od innych.

Wiesz, kumplować się z kimś i pracować to dwie różne rzeczy. Do tego trzeba dojrzeć. Ja poczułem, że to dobry moment.

Jego wkład jest bardzo istotny i jestem dumny, że mogłem z nim pracować. To wielka artystyczna postać i bardzo dobry człowiek.

Lato powoli mija, ale hymnem na jego cześć jest „Mirafiori”. Lato ma dla ciebie smak ciasta z jabłkami?

Lato ma wiele smaków. Wolę sernik, ale to z jabłkami bardziej pasowało w zdaniu.

Z dziesięciu nowych piosenek przed premierą znaliśmy już cztery. Co powiesz o tych sześciu, które stały się znane dopiero w dniu premiery?

Cała płyta jest jak zestaw widokówek, więc każda następna będzie uzupełniać kolekcję 10 obrazków wyciągniętych z mojego życia i doświadczeń. Wierzę, że każdy ułoży z tego także własną opowieść.

Dawid to ogromnie utalentowany człowiek, który osiągnął gigantyczny sukces. Pomimo skali, w jakiej funkcjonuje, dalej pozostaje bardzo skromny i normalny. Jego energia nie polaryzuje ludzi. Bardzo go lubię. Znamy się już na tyle dobrze, że tę relację nazwałbym raczej koleżeńską, a nie mistrzowską. Chociaż na pewno każdy z nas podziwia za coś tego drugiego kolegę

Artur Rojek

A jak ułożysz jesienne koncerty? Jest przecież z czego wybierać – z nagrań solowych i Myslovitz oraz innych kolaboracji. Jak będzie?

Mocno skupię się na nowej płycie, a z przeszłości dołączę te, które pomogą zbudować cały obraz. Mam dużo fajnych piosenek, więc będzie z czego wybierać.