Prezydent Łotwy Edgars Rinkēvičs ocenił, że technologie wojny dronowej na Ukrainie rozwijają się z „błyskawiczną” prędkością, za którą Europa nie nadąża. Jego zdaniem obecne działania przygotowawcze do ewentualnej wojny powietrznej mogą stracić aktualność już w połowie 2027 roku. 

- Widzimy, że obrona powietrzna, przeciwdronowa i przeciwrakietowa borykają się z poważnymi problemami. I bądźmy szczerzy: dotyczy to Ukrainy, całej Europy i NATO – powiedział łotewski przywódca w rozmowie z „Guardianem” w Waszyngtonie.

W tle tych ostrzeżeń pozostaje problem z dostawami pocisków do systemów Patriot i innych zestawów obrony powietrznej. Analitycy wskazują, że USA zużyły znaczną część zapasów krytycznych rakiet w trakcie działań zbrojnych w Iranie, a ich odtworzenie może zająć co najmniej pięć lat. Rozważano przeniesienie części produkcji Patriotów do Ukrainy i Europy, ale na razie nie ma w tej kwestii porozumienia. 

–  To zależy od rządu USA i od firmy. Mamy pewne moce w Europie, ale bądźmy uczciwi: Patrioty wciąż są jednymi z najlepszych, jeśli nie najlepszymi, rozwiązaniami – zaznaczył Rinkēvičs.

Czytaj więcej

Trump grozi więzieniem za ujawnianie informacji o uszczuplonych zapasach amunicji

Tusk: Rosja może testować Art. 5 „przypadkowymi” uderzeniami

W tym samym czasie polski premier Donald Tusk ostrzegł, że w najbliższych miesiącach Rosja może przeprowadzić uderzenia dronami lub rakietami przeciwko państwom NATO wspierającym Ukrainę, by sprawdzić spójność sojuszu i osłabić wiarygodność Art. 5. Według Tuska Moskwa będzie dążyć do przedstawienia takich incydentów jako „przypadków”, aby pokazać, że zapis o zbiorowej obronie jest „bardziej teoretyczny niż praktyczny”.

Pytany o te obawy, Donald Trump stwierdził, że Rosja „już atakuje sojuszników Ukrainy” od około pięciu lat, a następnie wyraził poparcie dla polskiego prezydenta Karola Nawrockiego, który jego zdaniem „ma to pod kontrolą”.

Czytaj więcej

Trump rozważa umowy z Rosją przed zakończeniem wojny. Kushner i Witkoff szukają „marchewki”

Kraje bałtyckie: inwazja konwencjonalna mało prawdopodobna, ale…

Przedstawiciele państw bałtyckich, w tym Łotwa, tonują jednak narrację o bezpośredniej, konwencjonalnej inwazji Rosji na terytorium NATO. Rinkēvičs zaznaczył, że nie widzi przesłanek, by Moskwa planowała klasyczną operację odbicia terytoriów z czasów ZSRR. Jednocześnie zapowiedział, że po lokalnych wyborach Rosja może zwiększyć mobilizację, a zimą spróbuje „naciskać” na froncie w Ukrainie i zniechęcać państwa wspierające Kijów do dalszej pomocy.

–  Wykluczyłbym konwencjonalną interwencję wojskową, ale musimy być bardzo czujni wobec wszystkich innych możliwości – dodał prezydent Łotwy, wskazując na sabotaże, cyberataki oraz incydenty z dronami i rakietami jako element testowania gotowości Europy. 

Czytaj więcej

ISW ostrzega Europę: Rosja prowadzi skoordynowaną kampanię przeciw NATO

W ostatnich dniach doszło do kilku takich zdarzeń: myśliwiec NATO zestrzelił rosyjskiego drona nad Litwą, a Polska poderwała samoloty i zamknęła czasowo lotniska w Lublinie i Rzeszowie-Jasionce po rosyjskim uderzeniu na zachodnią Ukrainę.

Wydatki na obronność i czas potrzebny na „realne zdolności”

Rinkēvičs zwrócił też uwagę na wyzwanie, jakim jest realizacja celu wydatków na obronność na poziomie 5 proc. PKB – warunku, który stał się w administracji Trumpa niezbędny dla dalszego wsparcia dla NATO. Ocenił, że dyskusja o większym obciążeniu Europy własną obroną staje się „bardziej konstruktywna”, ale przypomniał, że budowa „realnych zdolności” wymaga czasu. 

- Naszym przekazem jest też to, że potrzebujemy czasu. To nie stanie się w miesiąc ani w rok – podsumował łotewski prezydent.