Trwa wielkie odliczanie przed startem najbardziej kontrowersyjnego turnieju w historii futbolu. Do pierwszego gwizdka pozostało niecałe 50 dni. Stadiony już dawno stoją, a gospodarz prześciga się w pomysłach, jak zachwycić gości i przekonać ich, że zasłużył na organizację największej sportowej imprezy po igrzyskach olimpijskich.

Największej i wiadomo już, że najdroższej. Koszty szacuje się na 220 mld dol. Warto przypomnieć, że ostatni mundial w Rosji pochłonął 11 mld. Kwota, jaką wydadzą Katarczycy, jest jeszcze bardziej szokująca, gdy spojrzeć, że organizacja wszystkich siedmiu turniejów o mistrzostwo świata od 1994 roku kosztowała łącznie 44 mld dol.

Czytaj więcej

Mundial w Katarze. Ostatnie tango Leo Messiego

Statyści na trybunach

Wybór na gospodarza kraju, który nie ma futbolowych tradycji, budził ogromne emocje. Od względów klimatycznych i konieczności przeniesienia mundialu na termin zimowy, przez kwestię łamania praw człowieka, po warunki, w jakich pracowały na budowie – nie tylko stadionów – tysiące imigrantów z krajów Trzeciego Świata. Nawet skazany na banicję za oskarżenia korupcyjne Sepp Blatter – to za jego rządów Światowa Federacja Piłkarska (FIFA) dokonała pod wpływem łapówek wyboru, który odbija się dziś czkawką – przyznał niejednokrotnie, że powierzenie tak ważnej i dużej imprezy Katarowi było błędem, ale on już wcześniej wspierał kandydaturę USA.

Miesiąc temu gospodarze zrobili próbę generalną i zdaniem uczestników wydarzenia koncertowo ją oblali. Chodzi o mecz między mistrzem Egiptu Zamalek a mistrzem Arabii Saudyjskiej Al-Hilal rozegrany na 80-tysięcznym stadionie w Lusail – tym samym, który 18 grudnia będzie areną finału. Andrew Mills, dziennikarz agencji Reutera, pisał o bałaganie organizacyjnym, ogromnych kolejkach przed bramkami wejściowymi, niedziałającym systemie chłodzenia, braku wody pitnej dla kibiców oraz robotnikach z Azji i Afryki w roli statystów na trybunach.

Katar chciał rzucić widzów na kolana, przygotował imponujące wizualnie stadiony, ale okazuje się, że za pięknym obrazkiem nadal stoi często chaos i brak wiedzy, jak robić duże imprezy, choć gospodarz miał szansę to przećwiczyć, goszcząc już mistrzostwa świata w piłce ręcznej czy w lekkiej atletyce.

Porucznik Columbo

„Ten mundial nie ma dla mnie sensu. Spójrzmy na horror ludzi, którzy budowali stadiony. Ile tysięcy osób tam zginęło? Dlaczego nikogo to nie obchodzi? Wszystko po to, by dać nam przez miesiąc zabawę” – napisał były francuski gwiazdor, dziś pierwszy futbolowy buntownik Eric Cantona, wzywając do bojkotu turnieju. „Nie jestem przeciwny organizacji mistrzostw w kraju, w którym są możliwości rozwoju i promowania futbolu, ale w Katarze chodzi tylko o pieniądze” – dodał.

Sam nie zamierza obejrzeć ani jednego meczu. Zapowiada, że zamiast tego przypomni sobie wszystkie odcinki serialu o poruczniku Columbo.

Wcześniej na łamach magazynu „Kicker” do bojkotu mundialu nawoływał inny były wielki piłkarz, Niemiec Philipp Lahm. „Nie będę częścią żadnej delegacji, nie lecę do Kataru też jako kibic. Kwestia przestrzegania praw człowieka powinna odgrywać większą rolę przy przyznawaniu takiego turnieju. To nie powinno się zdarzyć w przyszłości” – apelował mistrz świata z 2014 roku.

Lahm zaznacza, że żaden z zawodników, którzy pojadą do Kataru, nie powinien przejść obojętnie wobec tego, co się tam dzieje. I niektórzy głos zabierają, starając się wykorzystać swoją pozycję.

Chcą być niewidoczni

Podczas eliminacji do mundialu najgłośniej protestowali Niemcy, Holendrzy, Duńczycy i Norwegowie. Ci ostatni grozili, że nie polecą do Kataru. I rzeczywiście tam nie zagrają, ale dlatego, że nie wywalczyli awansu.

Norwegowie starali się jednak jak mogli, by zwrócić uwagę na problem. Przed meczami kwalifikacji wychodzili w koszulkach z napisem: „Prawa człowieka – na boisku i poza nim”. Do akcji dołączyły się inne drużyny. Holendrzy założyli T-shirty z hasłem: „Futbol wspiera zmiany”.

Wyczulona na wszelkie polityczne przekazy FIFA tym razem przymykała oko i nie sięgała po kary.

– Wierzymy, że siła piłki może doprowadzić do pozytywnych zmian – tłumaczyła federacja. Ciekawe, jak zachowa się, gdy do podobnych symbolicznych aktów dojdzie w trakcie mistrzostw.

W ostatnich dniach najgłośniej jest o koszulkach Duńczyków. Firma Hummel przygotowała stroje, na których logo producenta i herb federacji będzie trudno dostrzec, bo zlewa się ono z kolorem koszulek.

„Nie chcemy być widoczni podczas turnieju, który kosztował życie tysięcy ludzi. Wspieramy reprezentację Danii, ale to nie to samo, co wspieranie Kataru jako gospodarza. Sport powinien łączyć ludzi” – wyjaśnia Hummel i dodaje, że trzeci zestaw strojów jest czarny, bo to „kolor żałoby, oddający stan praw człowieka w Katarze”.

Zwolniony gwiazdor

Kraje skandynawskie są na tym punkcie szczególnie wrażliwe, co pokazuje historia Briana Laudrupa. Były gwiazdor Danii, mistrz Europy z 1992 roku, stracił pracę w telewizji i w gazecie, bo reklamował Dubaj jako świetne miejsce do życia i zachęcał kibiców wybierających się na mundial, by po drodze odwiedzili również Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Duńczycy, podobnie jak na ubiegłorocznym Euro, mają szansę sprawić w Katarze niespodziankę. Tytułu bronić będą jednak Francuzi. Ewentualny sukces reprezentacji francuscy kibice świętować będą w domowym zaciszu. Władze wielu miast, m.in. Paryża, Marsylii, Lille, Bordeaux i Strasburga, zrezygnowały z organizacji stref dla fanów, w których mogliby oglądać mecze na wielkich ekranach i wspólnie się bawić.

– Wiele osób wzywa piłkarzy do bojkotu mundialu. Trzeba było o tym pomyśleć 12 lat temu. Teraz jest na to za późno – zauważa pomocnik reprezentacji Niemiec Joshua Kimmich.

Ma rację, bo reagować trzeba było dużo wcześniej, ale każdy symboliczny gest, który pójdzie w świat, może mieć znaczenie.