Ma 36 lat i wiele znaczących ról na koncie. Był księdzem Janem Kaczkowskim w „Johnnym”, Tomaszem Beksińskim w „Ostatniej rodzinie”, Rahimem z Paktofoniki w „Jesteś Bogiem” Grał też w filmach „Chce się żyć”, „ Ostatnia rodzina”, „Cicha noc”, „Ikar”, „Najmro”. „Kocha, lubi, szanuje” i w serialu „Rojst”. Jest czterokrotnym laureatem nagród na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i dwukrotnym Polskiej Nagrody Filmowej Orzeł.
Czytaj więcej
Dawid Ogrodnik opisuje przemoc w liceum, szkole teatralnej, teatrze, Kościele, molestowanie księdza. I mówi: „Koniec gry”.
Andrzej Seweryn mówi o nim: „Dawid, konstruując swoje postacie filmowe w taki sposób, aby żadna z nich nie przypominała poprzedniej, sprawia, że praca z nim to zawsze wielkie wyzwanie. On umie to robić. Dawid reprezentuje aktorstwo, które najbardziej mnie porusza i fascynuje. Jest wymagający wobec siebie, czym zobowiązuje swoich partnerów do podobnej postawy wobec ich zadań.”
Dawid Ogrodnik w rozmowie z krytykiem filmowym Damianem Jankowskim (książka ukazała się w Wydawnictwo Mando) mówi szczerze o aktorstwie i życiu poza planem filmowym. Nie ucieka od trudnych tematów. Zastanawia się, gdzie kończy się gra, a gdzie zaczyna życie? Jak żyjąc emocjami innych i odgrywając cudze role pozostać sobą?
Na spotkaniu premierowym książki Dawid Ogrodnik mówił o sobie: - Jestem trudnym aktorem, ponieważ mam swoje zdanie, mam swoje emocje, mam swoje spostrzeżenia, które są dla mnie ważne.
Do ról szczególnie ważnych dla swego rozwoju zalicza Tomka Beksińskiego i księdza Jana Kaczkowskiego. Pierwsza pomogła mu zatrzymać się i zredefiniować, spostrzec, że sam idzie w złą stronę.
Druga wiele nauczyła poprzez postawienie się w sytuacji Johnny’ego i doświadczenie jego bezsilności wobec choroby, zmieniła perspektywę spojrzenia na bycie przy umierającym. O pracy nad wcieleniem w rolę Jana Kaczkowskiego aktor opowiadał:
- Mój mózg zaczął adoptować informację, że mam raka, ale nie spodziewałem się konsekwencji podświadomości. Zacząłem mieć napady lękowe i odczuwać wręcz histeryczną potrzebę życia. Bycia jednocześnie w milionach miejsc z miliardem ludzi, z milionem sytuacji, w których chciałbym jeszcze być albo w których byłem, ale ich nie naprawiłem, które spieprzyłem… A tak naprawdę nie potrafiłem zrobić kroku. I powracałem do myśli „my osoby umierające na raka, wcale nie potrzebujemy, żebyście nas głaskali i powtarzali jak mantrę: będzie dobrze, będzie dobrze… My potrzebujemy innego komunikatu: będę z tobą, bo cię kocham…”
Na pytanie, jakie roli by nie przyjął, aktor odpowiedział:
- Osoby opętanej, bo to jest taka strefa duchowości, że po prostu bałbym się, że to zło na tyle mną zawładnie, że zatracę jakiejkolwiek poczucie sprawczości i kontroli. Łatwiej jednak panuje się nad dobrem niż nad złem. Zło zostawia skutki na całe życie.