Reklama
Rozwiń
Reklama

„Słowackiego": debiut pary młodych artystów

„Słowackiego" to niezwykły, mroczny debiut pary bezrobotnych, młodych artystów.

Aktualizacja: 10.08.2016 21:07 Publikacja: 10.08.2016 18:32

Judyta Sosna, Igor Jarek, "Słowackiego", Wydawnictwo Kultura Gniewu, Warszawa 2016

Judyta Sosna, Igor Jarek, "Słowackiego", Wydawnictwo Kultura Gniewu, Warszawa 2016

Foto: Rzeczpospolita

Na okładce wieszcz ma wytrzeszcz, jakby grozą napełniało go to, co ogląda z niebios na ulicy swego imienia. Przy Słowackiego w centrum Katowic mieszka młode małżeństwo, Judyta Sosna i Igor Jarek. Wspólnie tworzą blog Hopsiup; razem zadebiutowali tym komiksem: on teksty, ona rysunki.

Ona – freelanserka z wyższym wykształceniem plastycznym (po ASP Katowice). On (rocznik 1989) ćwiczy szkołę życia. Były górnik, były sprzedawca kwiatów na bazarze, aktualnie bezrobotny. I poeta amator, utalentowany, z doskonałym uchem na dialogi i myśli (własne oraz cudze), które przerobił na komiksowe teksty i dymki.

Sosna cała wsłuchana w jego klimaty, drapie harde rysunki, jakby je rzezała w węglu kamiennym. To nie tyle ilustracje, co wizualne zapisy treści, bo pisane kostropatymi literami słowa wysuwają się na plan pierwszy. Najpierw czytamy, potem patrzymy na „nienarracyjne" kadry. Całość czarno-biała, choć w wymowie bardziej czarna.

Tomik składa się z kilkunastu miniopowiastek z puentami lub bez. Takie wiersze prozą. Temat: autobiografia w strzępkach. Z wątkami wniesionymi przez kumpli, gęsto przewijającymi się przez podany powyżej adres. Wpadają, popijają, gadają. Jarek trochę słucha, trochę obserwuje.

Zastanawiająco dużo w tych historiach umierania, gdy pomyśleć, że autor liczy 27 lat. Tyle, co III RP, która jednym dała, a innym zabrała. W towarzystwie Jarka przeważają ludzie żyjący z dnia na dzień, zrozpaczeni, przez to agresywni. Los im dowalił bez ich winy, nie dał szans, z racji miejsca zamieszkania chociażby.

Reklama
Reklama

Jarek i Sosna mają za to siebie. Mogą wspólnie pojechać za miasto na majówkę. Podróż pozwala na obserwacje prawie humorystyczne: kobieta wrzeszczy do telefonu relację z zoo, gdzie trzymała krokodyla za ogon, co uwieczniła na foci.

Jeśli czytelnik uśmiechnie się, to nie na długo. Jest dołująco, choć gdzieś tam pojawia się nikły promyk. Oto bezrobotny, zgłodniały chłopak dostaje jałmużnę, kupuje buły i jest gotów podzielić się nimi z poetą.

Dawno nie czytałam równie mrocznego komiksu. To nie skarga ani oskarżenie, to strach. Przed życiem, które przerasta.

Literatura
Gustaw Herling-Grudziński krytycznie o Mrożku, Wajdzie i Wałęsie
Literatura
Czego nie chciał opowiedzieć Milan Kundera
Literatura
Platon, Hemingway i Szekspir wyrzucani z listy lektur w USA
Literatura
Sonia Draga: Bez księgarń zubożejemy wszyscy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama