Na te wyprawy śladami Witolda Gombrowicza wykorzystuję co roku pobyt na Międzynarodowych Targach Muzycznych MIDEM w Cannes. Wygodę i szybkość umożliwia mi pożyczony motocykl, leciwy, ale technicznie niezawodny bmw-350. Dystans jest niedługi – niespełna 30 km. Jadę teraz ku głównemu placowi, Grand Jardin, przy którym jest Villa Alexandrine. Tu właśnie w 1964 r. po długiej emigracji w Argentynie i rocznym stypendium w Berlinie Zach. zamieszkał autor „Ferdydurke“ wraz z poznaną w Royaumont pod Paryżem Kanadyjką Ritą Labrosse, późniejszą żoną.
Pisarz zajmował tylko II piętro, ale nazywał dom pałacem. „Mieszkanko przyjemne, pięć balkonów, cztery widoki, trzy kominki...“ – pisał.
[srodtytul]Zaniedbany pałac[/srodtytul]
Bywałem w tym mieszkaniu wielokrotnie. Nie miało lokatorów. Kuchnia, która była scenerią słynnego gotowania makaronu przez Gombrowicza, Miłosza i Mrożka, pełniła funkcję graciarni jakichś biur miejskich. Ostatnimi czasy mocno zaniedbany gmach świecił pustkami.
Na frontonie tablicę z informacją „Dans cette maison a vecu l’ecrivain Witold Gombrowicz 1964 – 1969“ umieścił sąsiad Gombrowiczów – Jim Ritchie. Ten 82-letni dziś kanadyjski rzeźbiarz wciąż doskonale pamięta Witolda i Ritę.
– Poświęciłem im ładnych kilka kartek w biografii „Sculptural Life“ („Rzeźbione życie“) – mówi teraz Jim i obiecuje, że przyśle książkę, która ma się wkrótce ukazać. Sam nie mieszka już dawno w Villa Alexandrine, ale z niepokojem śledzi coraz bardziej mglistą przyszłość muzeum Gombrowicza, mającego powstać w dawnym mieszkaniu pisarza.
[link=http://www.zw.com.pl/artykul/560308_Gombrowicz-musi-czekac.html] Czytaj więcej w Życiu Warszawy[/link]