Tekst z archiwum tygodnika "Uważam Rze"
Które z jej wierszy naprawdę zakotwiczyły się w ludzkiej pamięci? Chyba dwa: „Nic dwa razy się nie zdarza” – nie oszukujmy się, głównie za sprawą pięknie go wyśpiewującej Łucji Prus (po latach znów zaśpiewała go, niestety bez odrobiny wdzięku, Kora) – i „Kot w pustym mieszkaniu” napisany po śmierci pisarza Kornela Filipowicza, z którym związana była od 1967 r.
Zacytujmy:
Umrzeć – tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu niezmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nieprzesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.