Debiut Islandczyka okazał się zaskakującym sukcesem komercyjnym. Przez pewien czas powieść Jonassona była w swoim gatunku bestsellerem na Amazonie, bijąc popularną wciąż serię Stiega Larssona. Akcja „Milczenia lodu" jest osadzona w konkretnym miejscu i czasie, czyli w naznaczonej kryzysem Islandii lat 2008– 2009, ale te wydarzenia stanowią jedynie słabo zarysowane tło.
Ari Thor Arasson, były student teologii i świeżo upieczony absolwent szkoły policyjnej, przyjmuje ofertę pracy w Siglufjordur, małym miasteczku na krańcu wyspy. W tej miejscowości wszyscy się znają, a obcy muszą zapracować na zaufanie. Choć jowialny szef miejscowej policji twierdzi, że nic się tam nie dzieje, już po przyjeździe Ariego Thora w dziwnych okolicznościach umiera najbardziej znany z mieszkańców, światowej sławy pisarz. Śledztwo staje się obsesją wyalienowanego żółtodzioba.
Tajemnica, którą stara się rozwikłać młody policjant, jest największą zaletą powieści. Autorowi udało się utkać angażującą czytelnika intrygę bez uciekania się do tajemniczych sekt czy gangów ze Wschodu, co bywa domeną skandynawskich kryminałów. Wzbogaca ją wprowadzająca w błąd narracja oraz suspens.
Mniej udali się autorowi bohaterowie. Są typowi i brakuje im psychologicznej głębi. Bo co z tego, że Ari Thor jest niedoszłym księdzem, skoro nie ma to żadnego wpływu na akcję. Pisarz, konstruując postaci, często staje w pół drogi, urywa wątki, nie rozwija ich potencjału, przez co ciężko się przywiązać do którejkolwiek z nich.
„Milczenie lodu" nie oferuje solidnej socjologicznej podbudowy, która zachwyca u Larssona i innych skandynawskich specjalistów od opisywania zbrodni. Ma jednak niemal wszystko, czego oczekuje się po dobrym, klasycznym kryminale, a odcięta od świata Islandia stanowi idealną scenerię.