Reklama

Hugh Grant: Wieczny chłopiec pod pięćdziesiątkę

Trudno w to uwierzyć, ale wieczny chłopiec współczesnego kina zbliża się do pięćdziesiątki. Nadchodzi czas, żeby wydoroślał

Publikacja: 06.07.2007 14:26

Hugh Grant

Hugh Grant

Foto: AFP

Hugh Grant romansuje, a potem zrywa z Liz Hurley... Romansuje, zrywa, znów schodzi się z Jeminą Khan... Nakryty przez policję w samochodzie zaparkowanym na autostradzie z czarnoskórą prostytutką... Pobił fotoreportera, który zrobił mu zdjęcie... Ma zamiar się ożenić...

Wieczny chłopiec brytyjskiego kina jest jedną z najbardziej medialnych postaci współczesnego filmowego Olimpu.

Wysoki, przystojny, trochę nieodpowiedzialny, ale pełen nieodpartego uroku. Taką rolę gra od kilkunastu lat, kiedy w "Czterech weselach i pogrzebie" (1994) pojawił się u boku Andie MacDowell jako zatwardziały kawaler, który lawiruje między różnymi panienkami, ale nie chce się ożenić. Philip French, krytyk filmowy "Observera", ujął to dość złośliwie: "Skala jego możliwości jest cienka jak bibułka do cygaretek". Ale trzeba przyznać, że te cygaretki są bardzo eleganckie. Grant ma w sobie lekkość, dystans i ironiczne poczucie humoru angielskiego dżentelmena. Urodził się w 1960 r. w Londynie. Ojciec był biznesmenem, matka nauczycielką. Hugh chodził do tej samej szkoły, do której uczęszczali potem książęta William i Harry. Później rodzice przenieśli go do innej szkoły prywatnej, a wreszcie wylądował w Oxfordzie. Był jeszcze studentem, gdy zagrał w swoim pierwszym filmie "Privileged" (1982). I połknął bakcyl aktorstwa. Porzucił szlachetne plany robienia doktoratu z historii sztuki i podjęcia pracy rzeczoznawcy w słynnym domu aukcyjnym Sotheby's. Zaczął występować w teatrze i przyjął rolę w filmie "Maurice" (1987) Jamesa Ivory'ego.

Początki jego kariery w pewien sposób łączą się z Polską. Jedną z pierwszych poważnych kreacji stworzył jako Chopin w "Improwizacji" (1991) Jamesa Lapine'a, świetne recenzje zyskała też jego rola w "Gorzkich godach" (1993) Romana Polańskiego. A potem były "Cztery wesela i pogrzeb" Mike'a Newella.

- Przeżywałem podobne dylematy jak mój bohater - przyznał w jednym z wywiadów. - To było jak rachunek sumienia.

Reklama
Reklama

Reżyserzy też tak zapewne myśleli, bo od tej pory oferowali mu ciągle tę samą rolę. W kostiumie - jak w "Rozważnej i romantycznej" czy w dżinsach jak w "Notting Hill", "Dzienniku Bridget Jones", "Dziewięciu miesiącach", "Był sobie chłopiec" - przystojny aktor zawsze jest tak samo beztroski oraz niechętny wobec instytucji małżeństwa i rodziny. Na dźwięk słowa dziecko dostaje na ogół gęsiej skórki. - Słabo mi się robi, jak pomyślę o zmienianiu pieluszek - przyznaje, cytując swoich filmowych bohaterów.

Sam jest dzieckiem szczęścia. Piękny, bogaty (ma cztery domy w Londynie, przy jednej ulicy), obiekt westchnień połowy kobiet młodszych i starszych na całym świecie. Przez lata związany był z piękną top modelką Elizabeth Hurley, teraz u jego boku jest atrakcyjna i piekielnie zamożna rozwódka Jemina Khan. Życie Hugh Granta to niekończąca się bajka. Kolorowe czasopisma przynoszą jego zdjęcia z egzotycznych wakacji, jachtów, wielkich przyjęć. Trudno byłoby znaleźć kogoś, kto bardziej pasowałby do wizerunku współczesnej lalki masowej kultury - człowieka sukcesu z pierwszych stron gazet.

Ale zegar cyka. We wrześniu Grant skończy 47 lat. Dziennikarze w wywiadach coraz częściej pytają go, czy nie tęskni za jakąś dramatyczną rolą. Bo jeszcze chwila i ten cudowny wieczny chłopiec może się zamienić w podstarzałego siwiejącego lowelasa. Może już czas wydorośleć?

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama