Reklama

Przekleństwo efektów specjalnych

Jeśli określenie „przerost formy nad treścią” ukuto dla czegoś konkretnie, to tym czymś jest nowy album Brytyjczyków z Muse
Przekleństwo efektów specjalnych

Foto: ROL

Muse to jednak niepoprawni efekciarze i każdy kolejny krążek tylko to potwierdza. Dla efektu zrobią wszystko. „The 2nd Law" rozpoczyna się na przykład tak, jakby zespół startował w przetargu na soundtrack do najnowszego Bonda. Kilka minut później muzycy zamieniają się we wsparte elektronicznym podkładem U2, co zresztą podkreśla barwa głosu Matthew Bellamy'ego, brzmiącego jak brat bliźniak Bono. Kolejne minuty i Muse wkłada kolorowe fatałaszki rodem z koszmarów lat 80., po czym staje okrakiem na skrzyżowaniu poetyki Prince'a i Queen. Potem jest jeszcze trochę disco, szczypta metalu i oczywiście art rocka, a wszystko to rozdmuchane, patetyczne i rozplanowane z takim rozmachem, jakby „The 2nd Law" miało być nie płytą, lecz jakąś epicką rock operą.

Czytaj dalej bez ograniczeń – kup dostęp w ofercie specjalnej

Teraz miesięczna subskrypcja już od 9,90 zł (zamiast od 19 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • dostęp do wszystkich treści na serwisie RP.PL
  • Plus Minus – treści publicystyczno-reporterskie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama