Pozornie to dwa różne światy: tango i heavymetalowy rock, nawet w łagodniejszej odmianie, jaką od lat uprawia grupa IRA. Wokalista zespołu postanowił udowodnić, że oba gatunki pozostają męską domeną.
O czym bowiem śpiewa prawdziwy facet? Oczywiście o miłości. Kobiety traktuje z wyższością, choć w ten sposób skrywa swoją słabość. Pod szorstką powłoką kryje się bowiem wrażliwe serce. Takiego mężczyznę łatwo zranić, dlatego potem kieruje kroki na „Most samobójców".
Taki tytuł nosi jedna z piosenek zamieszczonych na płycie „TanGado". To zbitka słów: Tan(ga) śpiewa Gado(wski). Obok evergreenów liczących po kilkadziesiąt lat („Całuję twoją dłoń, Madame" czy „Ta ostatnia niedziela") znalazły się tu kompozycje absolutnie premierowe.
W tej, od której nazwę wziął album, Artur Gadowski jest współautorem słów. Porywając ukochaną do „Tangady", utrzymuje się w stylistyce starych tang. W tym samym klimacie, rodem z 20-lecia międzywojennego, pozostaje inne przebojowe tango „Zakochaj się we mnie jeszcze raz", do którego tekst z kolei napisał Paweł Kukiz.
Kompozytor obu melodii Hadrian Filip Tabęcki jest aranżerem niemal wszystkich nagranych utworów i głównym bohaterem tej płyty, jednorodnej stylistycznie, a przecież nienużącej. Tabęcki, szef świetnego Tangata Quintet, nie traktuje tanga w sposób ckliwy. Dla niego jest to muzyka ostra, drapieżna.
„TanGado" interesująco interpretuje stare i nowe melodie poprzez pryzmat kompozycji Astora Piazzolli. Argentyński kompozytor połączył w unikalny sposób tango, będące melodią lokali Buenos Aires, z jazzem i muzyką klasyczną. W tym samym stylu gra Tangata Quintet, prezentuje wyrafinowane harmonie czy rozbudowane, na wpół improwizowane solówki skrzypka Grzegorza Lalka lub akordeonisty Klaudiusza Barana.
Na płycie Tangata Quintet dostosowuje się do Artura Gadowskiego, który próbuje pozbyć się rockowej maniery. Nie do końca mu się to udaje. Śpiewanie ze ściśniętym gardłem, na granicy krzyku, to w rocku norma. W tangu zaczyna przeszkadzać, bo tu liczy się naturalność i swoboda połączona z dozą nonszalancji. Wtedy dopiero mężczyzna jest w stanie uwieść głosem.