Wydział turystyki samorządu Wilna zachwala trasę śladami 15 najciekawszych pomników i rzeźb w mieście. Główna atrakcja polega na tym, że z pomnikami można porozmawiać, a ściślej wysłuchać, co o nich mówią nagrani aktorzy, pisarze czy politycy. Połączenie, za pomocą któremu zapoznamy się z opowieściami historycznymi i kulturalnymi, jest możliwe dzięki zamieszczonemu przy każdym pomniku kodowi kreskowemu.
W ten sposób rozmawia się przez telefon z pomnikami amerykańskiego rockmana Franka Zappy, Anioła z Zarzecza, a także tak ważnymi postaciami polskiej kultury i historii jak Adam Mickiewicz, Barbara Radziwiłłówna i Wawrzyniec Gucewicz.
Niestety rozmowy toczą się po litewsku, angielsku (co w wypadku Zappy jest jak najbardziej zrozumiałe), po ukraińsku (to w odniesieniu do Tarasa Szewczenki), francusku czy w jidisz.
Ale nie po polsku. - To, że żaden z pomników nie przemawia po polsku, to poważny błąd i niedopatrzenie – mówił kilka dni temu w polskim Radiu Znad Wilii nowy mer Wilna Remigijus Šimašius.
To niedopatrzenie jest zaskakujące z kilku powodów. Po pierwsze z przyczyn historycznych, dziwi, o czym już była mowa, że Mickiewicz nie mówi po polsku, a po litewsku i angielsku - tak.
Po drugie, w Wilnie Polacy stanowią prawie jedną piątą mieszkańców.
Po trzecie - także turyści z Polski są tu wyjątkowo liczni. Więcej od nich przyjeżdża tylko Rosjan i Białorusinów, ale i ich języki nie zostały uwzględnione. W zeszłym roku w Wilnie co najmniej jedną noc spędziło ponad 67 tysięcy turystów z Polski, a do tego trzeba dodać tych, którzy zwiedzają litewską stolicę, ale w niej nie nocują.
Co ciekawe władze miasta zachwalają mówiące pominiki jako „kulturowy dialog Wilna”.