Reklama

"Jenufa": Barwna zbrodnia mistrza reżyserii

„Jenufą" w Poznaniu Alvis Hermanis udowodnił, że opera może być wizualnie piękna, intelektualnie głęboka i pełna napięcia.

Aktualizacja: 28.02.2016 20:00 Publikacja: 28.02.2016 17:30

Foto: TW Poznań, Magdalena Ośko

Do Teatru Wielkiego w Poznaniu Alvis Hermanis przyjechał prosto z La Scali, bo Łotysz to jedna z największych postaci europejskiego teatru. Polscy widzowie mogli oglądać jego precyzyjne i mądre spektakle dramatyczne zapraszane u nas na festiwale. A od kilku lat robi oszałamiającą karierę i w operowym świecie.

„Jenufą" Janáčka – wystawioną już w La Monnaie w Brukseli – debiutuje w Polsce jako reżyser operowy. I pokazuje, jak wiele można powiedzieć, posługując się klasycznym dziełem, niczego w nim nie przeinaczając.

Widz pozbawiony wyobraźni teatralnej, a nie brak takich i wśród naszych krytyków, dostrzeże w Poznaniu bajkę przeplecioną dramatem i kiczowatym happy endem wśród różyczek. Spektakl jest bowiem ostentacyjnie i programowo piękny, bo Hermanis wypowiedział wojnę estetyce brzydoty, jaka zdominowała współczesny teatr operowy. A operując ładnymi, kolorowymi obrazami, tworzy z nich intelektualną układankę. Rozszyfrowanie jej elementów to frajda dla widza.

„Jenufa" jest naturalistyczną opowieścią wiejską, jakie na przełomie XIX i XX w. pojawiły się w literaturze, teatrze, operze. Kostelnička decyduje się tu zamordować nieślubne dziecko pasierbicy Jenufy, by umożliwić jej normalne życie z tym, kto ją kocha. A kiedy ciało noworodka zostaje odnalezione, przyznaje się do winy.

Dla ponurej tragedii Hermanis stworzył mieniącą się żywymi kolorami ramę. W I i III akcie przywołał morawski folklor, ale też sztukę czasów Leoša Janáčka – malarstwo Alfonsa Muchy, secesyjną ornamentykę, Balety Rosyjskie i choreografie Wacława Niżyńskiego, bo korowód tancerek odgrywa tu ważną rolę.

Reklama
Reklama

Akt II jest diametralnie inny. Leżącą w połogu, na wpół świadomą Jenufę, Stevę, który nie chce uznać dziecka, zakochanego w Jenufie Lacę i Kostelničką, oglądamy w chacie ze starym telewizorem i zdezelowaną lodówką. To obraz naturalistyczny, ale i ironiczny zarazem, Hermanis kpi z zachodniego teatru, który w takiej postsowieckiej biedzie lubi dziś umieszczać opery z Europy Wschodniej.

Ten akt trzyma w napięciu i jest przykładem misternej reżyserii, dzięki której Barbara Kubiak tworzy przejmującą, wyrazistą postać Kostelničkiej, mimo że jej głos nie jest w stanie wydobyć wszystkich emocji zawartych w muzyce.

Bohaterką spektaklu pozostaje natomiast Monika Mych-Nowicka jako Jenufa liryzm łącząca z dramatyzmem. Dobrym partnerem jest Rafał Bartmiński (Laca), mocnym punktem mógłby być Piotr Friebe (Steva), gdyby ograniczył skłonność do zbytniej szarży.

Swą wielkość opera Janáčka zawdzięcza warstwie muzycznej w sposób nowatorski wykorzystującej morawski folklor i melodykę codziennej mowy. Szkoda, że Gabriel Chmura, prowadząc orkiestrę, zbytnio pędził do przodu, nie zważając na niuanse. Nie zmienia to faktu, że ta „Jenufa" jest największym wydarzeniem sezonu u nas, choć w poznańskim Teatrze Wielkim pojawiać się ma rzadko.

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama