[b]Rz: Czy istnieje ekofiński styl życia? W Polsce znamy tylko fińskie domki…[/b]
Risto Isomäki: Jako kraj jesteśmy czymś w rodzaju poligonu doświadczalnego. Ostatnio gościliśmy przedstawicieli 30 krajów, którym zachwalano korzyści płynące z eksploatowania nowo wybudowanej elektrowni jądrowej. Nic dziwnego, że fińskie społeczeństwo co kilka lat jest świadkiem nowej fali ruchów ekologicznych. Ja sam jestem wychowankiem takiego prądu z przełomu lat 70. i 80.
[b]Czym on się charakteryzował?[/b]
Przede wszystkim kładł nacisk na segregowanie śmieci i… szybko zszedł do obyczajowego getta, jak wszystkie radykalne – wówczas – ruchy społeczne. W Finlandii dobrze sytuowani członkowie klasy średniej uważają ekologów za dziwaków. Ale ekologia ma na nich ogromny wpływ. Wszyscy jak jeden mąż segregują śmieci: odzyskują plastik, metale, papier. Gdyby jednak zadać im pytanie, co robią dla swojego środowiska – odpowiedzieliby: „Raczej nic”. A przecież robią.
[b]A pan? Co pan robi dla środowiska na co dzień?[/b]
Jeżdżę rowerem, staram się nie używać samochodu kiedy mam do przejechania krótki dystans. Samochód to iluzja wolności. Celem moim i mojej żony jest jeżdżenie autem nie więcej niż 4 tys. kilometrów rocznie.
[b]Zabiera pan autostopowiczów?[/b]
O tak, w epoce drożejącej benzyny, w Finlandii, podobnie jak w USA, modne jest umawianie się na wspólne dojeżdżanie do pracy i zabieranie po drodze tych, którzy potrzebują transportu.
[b]Fińską ekologiczną duszę widać na lutowej ekspozycji „Pewna Finlandia” w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Piłka nożna z biało-czarnych piór, skórzane damskie pantofle w kształcie kielichów kwiatów, futra z roślinnego puchu, namioty z bawełnianych koronek. Odnajduje pan w tych eksponatach siebie?[/b]
Na pewno jest mi to bardzo bliskie. A ponieważ nie umiem rzeźbić ani malować, swoją ekoduszę wkładam w literaturę.
[b]Jest pan, obok m.in. Franka Schatzinga (autora głośnego „Odwetu oceanu”), przedstawicielem stosunkowo nowego literackiego ekonurtu. Czy straszenie czytelnika konsekwencjami wybuchu jądrowego poprawi równowagę ekologiczną?[/b]
Literatura piękna poprzez budowanie bardziej plastycznych i przemawiających do odbiorcy obrazów ma większe możliwości oddziaływania niż literatura faktu. Dlatego bez skrupułów korzystam z tej siły. Ludziom czasami trudno uznać kruszący się na Antarktydzie lodowiec za „swój” problem.
Odkładają go na bok i zapominają. W książce LIT-6 przedstawiam całkiem realny scenariusz kradzieży substancji promieniotwórczych.
[b]Przyznam się, że dawno się tak nie bałam. [/b]
Chodziło mi o rozbudzenie emocji. Ale sama wiadomość o zagrożeniu nie oznacza, że zaczniemy działać. Ludzie nie wiedzą, co mogą zrobić oprócz segregowania śmieci. A powinni naciskać na polityków, którzy chodząc utartymi ścieżkami, niechętnie zajmują się ekologią.
[b]Tworzy pan także projekty na rzecz krajów rozwijających się.[/b]
Tak, pracuję teraz nad upowszechnieniem takiego sposobu uprawy ziemi, jaki stosowali 2500 lat temu Indianie w lasach deszczowych Amazonii. Ich metoda pozwala obyć się bez nawozów sztucznych i świetnie sprawdza się w rejonach wysokich opadów, które wypłukują substancje odżywcze z ziemi. Szacuję, że gdyby w Finlandii zastosowano tę technikę uprawy ziemi, można by było o połowę zmniejszyć zużycie nawozów sztucznych.
[b]Myśli pan, że się uda przekonać ludzi do walki z globalnym ociepleniem?[/b]
Zeszłej zimy zdarzyło się coś, czego nie wymyśliłbym nawet na potrzeby mojej książki: po raz pierwszy nie zamarzła Zatoka Botnicka. Zaskoczyło to wszystkich. Liczę więc na dobrą wolę i zaangażowanie zwykłych ludzi oraz sprawność polityków.
[i]Risto Isomäki – fiński pisarz i dziennikarz zajmuje się zagadnieniami związanymi z energią jądrową i globalnym ociepleniem. Pracował przy wielu projektach na rzecz krajów rozwijających się, między innymi w Indiach oraz Afryce. Laureat nagrody Gwiezdny Wędrowiec i wyróżnienia dla najbardziej obiecującego pisarza science fiction. Autor scenariuszy do filmów krótkometrażowych (Our Common Future – Grand Prix w 1992 r. na festiwalu Ekofilm w Pradze).[/i]