Reklama

Jazz jak Etiopia gorący

Rumba, funk, psychodelia, trans, etno, ale przede wszystkim jednak jazz z improwizatorskim zacięciem. Londyńczycy z The Heliocentrics sprecyzowali muzyczne wizje Mulatu Astatke, wydobywając to, co mistrz w swojej muzyce zawierał podświadomie bądź ledwie szkicował

Publikacja: 22.10.2009 16:56

Mulatu Astatke jest dla Etiopii tym, kim Youssou N’Dour dla Senegalu czy Fela Kuti dla Nigerii

Mulatu Astatke jest dla Etiopii tym, kim Youssou N’Dour dla Senegalu czy Fela Kuti dla Nigerii

Foto: Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza

O tym, jak wspaniały, bogaty plon przynosi ich międzypokoleniowa, zainspirowana przez wydawnictwo Strut współpraca, przekonamy się w środę w Palladium.

Już sam Astatke byłby wystarczającą atrakcją. Jest dla Etiopii tym, kim Youssou N’Dour dla Senegalu czy Fela Kuti dla Nigerii. Najlepszym ambasadorem swojego kraju i fenomenem, którego talentu nie sposób zamknąć w granicach Czarnego Lądu. Astatke grał między innymi z Duke’em Ellingtonem i nie ustępował mu pola. Reżysera Jima Jarmuscha, który na muzyce zna się równie dobrze, jak na kinie, zachwycił tak bardzo, że ten wykorzystał trzy jego utwory przy okazji ścieżki dźwiękowej do filmu „Broken Flowers”.

Etiopczyk jest kompozytorem, aranżerem, pianistą, wibrafonistą, ale też innowatorem. Rewolucyjne zapędy nie przeszły mu z wiekiem. Wręcz przeciwnie, jego ethio jazz wykorzystywał pięciotonową skalę muzyczną wynalezioną przez stare kultury azjatyckie, ale spotykaną też przy okazji europejskiej muzyki ludowej. Z czasem gwiazdę środowego wieczoru pociągać zaczęła jednak skala 12-tonowa, inspirująca choćby naszych twórców muzyki poważnej – Góreckiego, Kilara, Pendereckiego. Eksperymentował więc z łączeniem jednej z drugą, przerabiając w tym celu klasyczne afrykańskie instrumenty.

Słuchacz oczywiście tego nie zauważy, niemniej odczuje, że ma do czynienia z czymś niezwykłym.

„Kocham dyskutować o muzyce z artystami z całego świata, ponieważ jest ona fachem, którego nie sposób się wyuczyć. Każdego dnia dowiadujesz się czegoś nowego” – przyznał w jednym z wywiadów Astatke. Najwspanialszym potwierdzeniem tych słów jest dialog z The Heliocentrics uwieczniony na rewelacyjnie przyjętej, stworzonej zaledwie w dziesięć dni płycie „Inspiration Information 3”.

Reklama
Reklama

Na zachętę dodam tylko, że koncerty wypadają ponoć jeszcze lepiej, stanowiąc znakomitą kontynuację cieszących ucho nagrań.

[i]Mulatu Astatke, Palladium, Warszawa, ul. Złota 9, bilety: 89 – 108 zł, rezerwacje: tel. 22 567 22 00, środa (28.10), godz. 21[/i]

O tym, jak wspaniały, bogaty plon przynosi ich międzypokoleniowa, zainspirowana przez wydawnictwo Strut współpraca, przekonamy się w środę w Palladium.

Już sam Astatke byłby wystarczającą atrakcją. Jest dla Etiopii tym, kim Youssou N’Dour dla Senegalu czy Fela Kuti dla Nigerii. Najlepszym ambasadorem swojego kraju i fenomenem, którego talentu nie sposób zamknąć w granicach Czarnego Lądu. Astatke grał między innymi z Duke’em Ellingtonem i nie ustępował mu pola. Reżysera Jima Jarmuscha, który na muzyce zna się równie dobrze, jak na kinie, zachwycił tak bardzo, że ten wykorzystał trzy jego utwory przy okazji ścieżki dźwiękowej do filmu „Broken Flowers”.

Reklama
plakat
Andrzej Pągowski: Trzeba być wielkim miłośnikiem filmu, żeby strzelić sobie tatuaż z plakatem do „Misia”
Materiał Promocyjny
Sieci kampusowe – łączność skrojona dla firm
Patronat Rzeczpospolitej
Warszawa Singera – święto kultury żydowskiej już za chwilę
Kultura
Kultura przełamuje stereotypy i buduje trwałe relacje
Kultura
Festiwal Warszawa Singera, czyli dlaczego Hollywood nie jest dzielnicą stolicy
Materiał Promocyjny
Bieszczady to region, który wciąż zachowuje aurę dzikości i tajemniczości
Kultura
Tajemniczy Pietras oszukał nowojorską Metropolitan na 15 mln dolarów
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Reklama
Reklama