[b]Kitesurfing to młodszy krewny windsurfingu: deska u nóg, a w rękach latawiec. Sport bardzo widowiskowy i podobno wcale nie taki trudny, jak na to wygląda[/b]

[b]Maciek Kozerski:[/b] Pierwszy etap pływania na kitesurfingu jest bardzo motywujący. Zdecydowanie łatwiej i szybciej nauczymy się pływania w ślizgu niż na windsurfingu. Praktycznie każdy, kto skorzysta z pomocy instruktora, jest w stanie po kilku dniach mieć dużą frajdę. Schody pojawiają się dopiero później...

[b]Jakiś trick na kitesurfingu jest dla Ciebie prawdziwym wyzwaniem?[/b]

Lubię mocne wiatry i mocne wyzwania. Tylko przy wietrze sięgającym przynajmniej 30 węzłów mogę pokusić się o wykonanie tricku mega loop. Polega on na skoku w górę i jednoczesnym obróceniu latawca maksymalnie w dół – tak żeby zawodnik i latawiec znaleźli się na tej samej wysokości. Albo wyjdzie super, albo będzie bolało. Oj! nieraz bolało...

[b]Zacząłeś pływać na desce z żaglem jako mały szkrab.[/b]

W Łebie nauczyłem się chodzić i chwilę potem, też w Łebie, stanąłem po raz pierwszy na desce. Tata kupił mi taki mały żagielek dla dzieci. Pamiętam, że długo bałem się głębokiej wody. I pamiętam tę moją pierwszą dziecięcą deskę. Po każdym pływaniu, gdy wynosiłem ją z wody, robiła się coraz cięższa. Dosłownie uginałem się pod jej ciężarem. Aż nie mogłem jej już dźwignąć. Okazało się, że miała w sobie ze dwa wiadra wody. A ja miałem wtedy najwyżej sześć lat.

[b]Przesiadłeś się na kitesurfing, bo zrobił się modny?[/b]

Do 17 roku życia pływałem tylko na windsurfingu. W 2001 r. na jakimś wyjeździe pożyczyłem kajta, żeby zobaczyć, o co w tym wszystkim chodzi. Uznałem, że to może być niezła zabawa, zwłaszcza przy słabszych wiatrach. Wtedy nie było jeszcze żadnych kursów. Do wszystkiego dochodziłem sam, uczyłem się na własnych błędach.

[b]Ale przyznasz, że fani windsurfingu patrzą na kitesurferów z wyższością.[/b]

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

Kajt jest na czasie. Można powiedzieć – na fali. Co mogę powiedzieć: windsurfing uprawiałem z pasją przez kilkanaście lat. Byłem niezły, ale nie miałem szans, by wystartować w Pucharze Świata i zająć miejsce w pierwszej dziesiątce. W kajcie udało mi się to już kilkakrotnie.

[b]Skąd pomysł, żeby skoczyć z mostu Świętokrzyskiego?[/b]

Pomysł skoku z mostu na kajcie powstał dawno temu, pod koniec 2006 r., kiedy zacząłem pracować nad jakimś niekonwencjonalnym projektem. Nie słyszałem, żeby ktoś skakał wcześniej w mieście z mostu. Most Świętokrzyski nadawał się do tego celu znakomicie, jak żaden inny warszawski most, więc wybór był prosty. Wiedziałem, że skok nie będzie należał do najbezpieczniejszych…

[b]Bałeś się?[/b]

Pewnie, że się bałem, przecież nie jestem szajbusem. Nawet tata był temu przeciwny. Ale miałem cel i chciałem go zrealizować. Pamiętam – tego dnia, 16 października, obudziłem się rano i od razu pobiegłem do okna, żeby sprawdzić, czy wieje, bo prognozy były bardzo obiecujące. Już w domu poczułem dreszcz emocji. Na miejscu było tylko kilka osób z ekipy, która mi pomagała. Gdy wszedłem na most, byłem zaskoczony, że wieje tak dobrze. Dmuchało przynajmniej 15 węzłów z północy. Ciepło nie było, najwyżej 6°C, jak na październik przystało. Latawiec pompowałem pod mostem, tam też podłączyłem linki, sam byłem już w piance. Wszystko działo się szybko – obawiałem się, żeby ktoś nie przerwał całej akcji. Jestem pewien, że stróże prawa byliby niezadowoleni, gdyby wiedzieli, co za chwilę będzie się działo na moście… Wziąłem latawiec z linkami, a Filip Dymkowski, który bardzo mi pomagał, dechę i wbiegliśmy na most. Za nami jechał samochód Red Bulla, który miał posłużyć jako swego rodzaju podium startowe. Jeszcze rozwinięcie linek na moście i wszedłem na dach auta ustawionego tuż przy barierce mostu. Założyłem deskę, a Filip wystartował latawiec. Od razu po starcie zacząłem robić kiteloopy, żeby odlecieć jak najdalej od mostu.

Kiedy dopłynąłem do brzegu i wyszedłem na ląd, byłem bardzo zadowolony. Chyba jako jedyna osoba zrobiłem blind judge i kiteloopa na Wiśle, co przy tak nierównym wietrze jest pewnym wyczynem. Między nami mówiąc, wykonałem w sumie trzy skoki.

[b]Skok z mostu, z wysokości 20 metrów. Nie będziemy polecać tego początkującym kajtowcom?[/b]

Zrobiłem to, bo chciałem i po prostu musiałem. Ale nikogo nie namawiam do naśladowania. To było naprawdę dość przerażające doświadczenie i na dodatek trudne technicznie. To jednak nie to samo co skok z mostu na bungee jumping, chociaż do pokonania miałem „tylko” 20 metrów w dół. Teraz pracuję nad czymś innym, ale na razie nie zdradzę nic więcej.

[b]Co może poradzić mistrz tym, którzy chcieliby spróbować kitesurfingu? Na przykład jaki wiatr i jakie miejsca są najlepsze do nauki?[/b]

Jeśli chcecie polatać na kajcie, polecam na początek wizytę w którejś ze szkółek. To oszczędność czasu i pieniędzy. Najlepsze, moim zdaniem, polskie szkoły to: Board & Kite na Małym Morzu i Aloha w Rewie. Najlepszy wiatr do nauki – nie więcej niż 10 węzłów. A najlepsze miejsca? W Polsce to z pewnością Hel i Łeba. W Egipcie Hurghada i Ras Sudr, w Wenezueli – przecudna, niewielka wyspa Coche, w Brazylii jest pełno idealnych spotów do uprawiania kitesurfingu: Cumbuco, Taiba, Paracuru, Lagoinha.

[ramka][i]* Jeden z pierwszych profesjonalnych kitesurferów w Polsce, uprawia ten sport od 2002 r. Ulubiony trik: mega loop no handed. Inne sporty: windsurfing, longboard, akrobatyka, snowboard. W środowisku znany nie tylko z osiągnięć sportowych, lecz także z niestandardowych przedsięwzięć: kilka lat temu skoczył na kajcie z mostu Świętokrzyskiego, 20 metrów w dół. Ostatniej zimy postanowił popływać – rzecz jasna na kajcie – w przerębli. Jak postanowił, tak zrobił.[/i][/ramka]