Dużo więcej - w tygodniku Plus Minus: Siedem cudów Mazur
W 357-hektarowej niecce wyrytej przez lodowiec woda wypełnia jedno duże i kilka mniejszych zagłębień połączonych przesmykami. Latem jezioro jest tak ukryte za bujną roślinnością, że trudno je wypatrzyć.
Nie ma tu plaż, kąpielisk, ośrodków wypoczynkowych czy pól namiotowych, jest za to mnogość ptaków. Ze wzgórz otaczających jezioro można zobaczyć jego siedem lesistych wysp obleganych jesienią i wiosną przez ponad 130 skrzydlatych gatunków.
Wśród nich jest rzadki u nas ślepowron czy kureczka zielona; tysiące gęsi zbożowych nocuje nad Oświnem przy jesiennych przelotach. Pojawiają się nury czarnoszyje. Są liczne kaczki i drapieżniki – bieliki, rybołowy, orliki krzykliwe, kobczyki, kanie, błotniaki, czarne bociany. Żurawie nawołują się od świtu do zmierzchu.
Zielony Ostrów upodobały też sobie kumaki, ropuchy i traszki. Każdej wiosny żabie orkiestry dają tutaj nocne koncerty. Oświn to też ostatnie miejsce występowania raków błotnych w tej części Polski i najdalej wysunięte na północ tereny, na których żyją żółwie błotne.
Wyjątkowość Jeziora Siedmiu Wysp docenił jeszcze w latach 20. i 30. XX wieku Walter von Sanden, niemiecki przyrodnik, ornitolog i badacz Oświna. W pałacu w pobliskiej Gui Małej opisał przyrodę tego zakątku w wielu książkach zilustrowanych przez żonę malarkę. Dziś po pałacu Sandena pozostały ruiny, a po Zielonym Ostrowiu – jeden dom.
Od 1998 r. Oświn wpisany jest na europejską listę ptasich ostoi i objęty obszarem Natura 2000.
Ani kłusowników, ani myśliwych od tego czasu nie ubyło.
