Jakub Majmurek, Tomasz Piątek, Anna Sobolewska
„W ciemności" Agnieszki Holland opowiada prawdziwą historię grupy lwowskich Żydów, którzy przez 14 miesięcy ukrywali się z pomocą kanalarza Leopolda Sochy (rewelacyjna rola Roberta Więckiewicza)
Tomasz Piątek:
Kiedy filmowiec jest w rozpaczy, bo nie wie, o czym zrobić film, to robi film o małej żydowskiej dziewczynce. To powiedzenie Tadeusza Konwickiego miałem w pamięci, idąc na nowy film Agnieszki Holland.
Myślałem o tym, że „W ciemności" zaspokoi oczekiwania i Polaków, i Amerykanów. Polacy są na tyle prymitywni, żeby się to spodobało Amerykanom, ale wychodzi z nich złote serce, co się musi spodobać Polakom. Temat jest sprawdzony, bo mamy do czynienia z powtórką z „Listy Schindlera": bohater zaczyna pomagać Żydom dla zysku, ale dorasta do roli Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.
Na ile film Holland jest wynikiem marketingowej kalkulacji?
Anna Sobolewska:
Ten film się panu nie podobał. Prawda?
Piątek:
Na to pytanie odpowiem później.
Jakub Majmurek:
Czy film jest wynikiem kalkulacji – to nie jest pytanie do nas.
Piątek:
A czy my nie jesteśmy w stanie wyczuć nieszczerości? Może już nie, bo żyjemy w świecie, który jest przesiąknięty marketingiem.
Sobolewska:
Ten film opiera się na dwóch książkach, które opisują fakty. Wydaje mi się, że on jest im wierny. Ta historia nie została przesunięta w sposób radykalny w stronę oczekiwań opinii publicznej. Istnieje takie pojęcie w krytyce literackiej i filmowej jak „holokicz". Tego typu filmy mają po prostu swoje miejsce w kulturze masowej. Wydaje mi się jednak, że to nie jest ten przypadek.
Ten film mnie zdobył niezwykłością sztuki filmowej, zdjęć, świateł, planów. A jednocześnie przekonał stopniem skomplikowania psychologicznego postaci. I wielością ukrytych znaczeń, które też okazały się nie tak proste, jak się wydawało.