Reklama
Rozwiń
Reklama

Piosenki z podtekstem

Muzeum Powstania Warszawskiego od początku istnienia udaje się być instytucją działającą niekonwencjonalnie, prezentującą historię w sposób żywy, wciągający - pisze Jan Bończa-Szabłowski

Aktualizacja: 29.07.2013 19:12 Publikacja: 29.07.2013 19:01

Piosenki z podtekstem

Foto: materiały prasowe

Red

Nie ma tu patosu i akademickiego podjeścia do historii. Może dlatego na wydarzenia organizowane przez to muzeum oprócz osób starszych chętnie przychodzą widzowie średniego i młodego pokolenia.

Twórcy wieczoru „Zakazane piosenki" (wśród nich nasz redakcyjny kolega Mariusz Cieślik) postawili sobie ambitne zadanie. Postanowili zestawić dawne szlagiery ze słynnego filmu Leonarda Buczkowskiego „Zakazane piosenki" z dzisiejszymi wykonaniami, ale też chcieli nawiązać dialog z powstańczymi kabaretami.

Ciekawą metamorfozę przeszła piosenka „Ostatnia niedziela". Utwór znany dobrze zwłaszcza z wykonań Mieczysława Fogga czy Piotra Fronczewskiego tym razem zaśpiewał Marek Dyjak. W interpretacji Fogga była to opowieść eleganckiego pana, który smuci się z powodu odejścia jednej z kochanek, w wykonaniu Fronczewskiego dramatyczne wyznanie, zrozpaczonego mężczyzny na granicy samobójstwa. W przypadku Marka Dyjaka utwór stał się słowami do jednej z uczestniczek kilkudniowej, libacji, która kończy się już w niedzielę.

Szkoda, że w tym koncercie tak mało było Katarzyny Groniec. Ten niedosyt można było odczuć zwłaszcza po niezwykle poruszającej interpretacji utworu „Warszawo ma", do muzyki słynnego „Miasteczka Bełz" skomponowanej w latach 30. przez Kazimierza Oberfelda. Nowy tekst – już w getcie warszawskim – napisał mistrz przedwojennych szlagierów, Andrzej Włast.

Członkowie Kabaretu Moralnego Niepokoju w krzywym zwierciadle ukazali spotkanie wielkich mocarstw na temat przyszłego porządku Europy, odnosili się zadawnionych urazów w relacjach polsko-niemieckich, mówili też o pewnym schematyzmie w traktowaniu historii i bohaterów współczesności. Była nawet opowieść o nieszczęśliwej miłości Polaka i Niemca. Skecze o różnym ciężarze gatunkowym mogły wzbudzać przynajmniej wśród części widzów uzasadniony moralny niepokój.

Reklama
Reklama

Gwiazdą programu był prowadzący Artur Andrus. Przypominając ballady podwórkowe powstańczej Warszawy pokusił się nawet o napisanie utworu w podobnym stylu, a nawiązującego do wydarzeń, o których dziś piszą media. Były nim oczywiście narodziny brytyjskiego następcy tronu. Andrus, który ostatnio w śpiewaniu rozochocił się ponad miarę tym razem ograniczył się do niezbędnego minimum. Zaśpiewał też balladę oraz w duecie z Joanną Kołaczkowską przypomniał dobrze znany utwór „Teraz jest wojna".

Zainteresowanie koncertem było trzy razy większe niż liczba przygotowanych krzeseł i ławek, więc można mówić o sukcesie. A cały wieczór miał raczej charakter sympatycznego pikniku, a nie akademii ku czci.

Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Patronat Rzeczpospolitej
SAUNA FESTIVAL: saturation
Kultura
Najlepsze wystawy 2026 w Polsce
Kultura
Marta Cienkowska nie zgadza się na radną KO jako dyrektorkę w Muzeum Literatury
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama