Projekt PiS powstał w Kancelarii Premiera na odchodne gabinetu Jarosława Kaczyńskiego. PiS zakłada, że każdy urząd i ministerstwo dostanie w 2008 r. dla swoich pracowników – oprócz budżetu zwiększonego o wskaźnik inflacji – jeszcze 6 proc. tego budżetu. To nie koniec. Dodatkowe pieniądze to tzw. dodatek specjalny, który urzędnicy mają dostawać od nowego roku. Na każdego urzędnika przypada 2 tys. zł rocznie. Na całą reformę w projekcie ustawy budżetowej zapisano ponad 528 mln zł z rezerwy celowej. Politycy PO uważają, że administracja powinna więcej zarabiać, i przyjrzą się propozycjom PiS.

Tezy o przeroście administracji to brednie. Urzędnicy muszą dobrze zarabiać, bo zawsze będą potrzebni - prof. Michał Kulesza

Ale podwyżki to tylko część reformy. – Gdyby pozostawić obecny system płac, sytuacja niewiele by się poprawiła – mówi Jakub Skiba, były dyrektor generalny w Kancelarii Premiera. Dlaczego?

Dziś pensja urzędnika składa się z ustalanej przez rząd corocznie tzw. kwoty bazowej mnożonej przez przydzielony pracownikowi przez zwierzchnika mnożnik. Każde zwiększenie puli wynagrodzeń wymaga zwiększenia kwoty bazowej, co daje podwyżki z automatu dla każdego. I tak jest od lat. O wysokości zarobków urzędnika decydują więc w dużej mierze staż pracy i dobre relacje z szefem, a nie kompetencje i kwalifikacje. Ponieważ mnożniki mają bardzo szerokie widełki, bywa, że pracownik urzędu na stanowisku np. referendarza zarabia nawet 2 tys. zł mniej niż na tym samym stanowisku w Ministerstwie Finansów, gdzie zarobki są najwyższe. Dlatego potrzebne są nowe zasady i nowa siatka płac. Mają je ustalić dyrektorzy generalni, którzy właśnie przygotowują opis wszystkich stanowisk w ministerstwach.

KPRM ma już nową tabelę ze szczegółowymi mnożnikami i z wykazem stanowisk. Przegląd prowadzony przez dyrektorów ma też wyłapać zbędne stanowiska. Pytanie tylko, czy dyrektorzy nie otrzymują zbyt dużej swobody, decydując o losie urzędnika. – Nie ma innego wyjścia, centralnie takiej reformy nie da się przeprowadzić – ocenia Skiba – Poza tym po zmianach zamierzaliśmy zrobić audyt w urzędach.

W latach 2000 – 2006 zarobki urzędników wzrosły o 11,6 proc., podczas gdy tylko w ostatnim roku w biznesie pensje poszły w górę o 9,1 proc. A odpowiedzialność w administracji jest niebagatelna. Analitycy KPRM wyliczyli, że przeciętny urzędnik, który zarabia średnio 3,5 tys. zł miesięcznie, odpowiada za wydatki 170 tys. zł, czyli ok. 2 mln zł rocznie.

Eksperci, choć widzą potrzebę podwyżek, krytykują PiS.

– Administracji nie jest dużo i tezy o jej przeroście to brednie – mówi prof. Michał Kulesza. Ale jego zdaniem PiS zachwiało stabilnością administracji, zmieniając ustawę o służbie cywilnej i likwidując konkursy na stanowiska dyrektorów. – Nie wystarczy teraz dać podwyżki, skoro zniknęła stabilność pracy – ocenia Kulesza. Z kolei prof. Kazimierz Działocha, były członek Rady Służby Cywilnej uważa, że najpierw należy poczekać na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, czy zmiany, które rząd PiS do tej pory wprowadził w administracji, były zgodne z konstytucją.