Według Pawła Grasia, rzecznika rządu minister sprawiedliwości nakazał prokuraturze zbadać sprawę nagrania rozmów dziennikarzy przy okazji podsłuchu założonego w związku ze śledztwem ws. korupcji. Jednocześnie zapewnił, że nie było żadnych nielegalnych podsłuchów.
- W związku z tym w tej w sprawie należy spodziewać się wyjaśnień i stanowiska prokuratury. Myślę, że tam również wszystkie wątpliwości zostaną rozwiane - podkreśla Graś.
ABW zapewnia, że nie podsłuchiwała dziennikarzy, a cytowane rozmowy są dowodami w sprawie podejrzenia korupcji przy weryfikacji żołnierzy WSI.
Graś zaznaczył, że jeśli stenogramy rozmów dziennikarzy nie zostały zniszczone i znalazły się w aktach sprawy, to znaczy, że "prokuratura uznała, że są one w sprawie istotne i znaczące".
[srodtytul]Wniosek od PiS-u[/srodtytul]
Mariusz Błaszczak, rzecznik PiS poinformował w TVN 24, że klub PiS złoży przed komisją do spraw służb specjalnych wniosek w sprawie podsłuchiwania dziennikarzy.
- Trzeba dokładnie zbadać tę sprawę – mówi Błaszczak. - Służby specjalne są potrzebne w każdym demokratycznym kraju, ale muszą działać w granicach prawa. Jeśli jednak jest tak, jak pisze "Rzeczpospolita", to mamy do czynienia z łamaniem prawa.
Błaszczak podkreślił, że wykorzystywanie stenogramów z podsłuchów w prywatnym procesie jest czymś bardzo niewłaściwym. Kontrolowanie rozmów dziennikarzy Błaszczak określił jako "nieprzestrzeganie standardów demokratycznych"
[srodtytul]Rymanowski: niebezpieczna sytuacja[/srodtytul]
- Nie miałem złudzeń, że być może jestem podsłuchiwany ale teraz jest materialny dowód, że dziennikarze są podsłuchiwani. I to jest w tej sprawie najbardziej zaskakujące i oburzające - powiedział Bogdan Rymanowski, dziennikarz TVN24. - Nie dowiedziałby się o tym, gdyby nie proces cywilny między "Rzeczpospolitą", a wiceszefem ABW Jackiem Mąką, który przedstawił te stenogramy jako dowód w sprawie. A to nie ma kompletnie z nią związku. Pokazuje natomiast, że Jacek Mąka myśli, że wszystko może zrobić.
Według Rymanowskiego sytuacja z podsłuchami jest bardzo niebezpieczna, ponieważ "każdy dziennikarz może się znaleźć na drutach". Zdobyte informacje mogą służyć np. szantażom.
To nie pierwsza historia, kiedy służby specjalne podsłuchują dziennikarzy - zauważa Rymanowski. Podkreśla, że nie ma rozmów prywatnych, a każda z nich może być wykorzystana w formie haku na dziennikarza.
- Po udowodnieniu, że każdy z dziennikarzy jest podsłuchiwany żaden informator nie zadzwoni do dziennikarza, bo będzie miał świadomość, że minutę czy dwie minuty po tym telefonie będzie namierzony. Tak więc źródło - czyli podstawa naszej pracy - będzie się bało przekazywać te informacje, dlatego że nie będzie miało żadnej pewności, że w sprawie nie wypłynie - podkreśla Rymanowski.