Reklama
Rozwiń
Reklama

Europejski nakaz wydany

Krakowski sąd wydał Europejski Nakaz Aresztowania podejrzanego o zlecenie kradzieży napisu z muzeum Auschwitz-Birkenau Szweda Andersa Hoegstroema

Aktualizacja: 02.02.2010 16:14 Publikacja: 02.02.2010 12:05

Brama obozu A

Brama obozu A

Foto: Fotorzepa, Pio Piotr Guzik

Szwedzi uzupełnili dane poszukiwanego przez polską prokuraturę swego 34-letniego obywatela. Szczegółów tych zabrakło, kiedy krakowski sąd podejmował decyzję w tej sprawie 25 stycznia. Chodziło m.in. o podanie imion rodziców Hoegstroema i dokładny adres, pod którym przebywa.

Krakowska prokuratura zarzuca Szwedowi podżeganie do kradzieży napisu. Wydała też za nim list gończy.

Nie ma natomiast nadal odpowiedzi Szwedów w sprawie pomocy prawnej dotyczącej ustalenia danych drugiej osoby zamieszanej w tę kradzież - współpracującego z Hoegstroemem Vladimira Z., pochodzącego z byłej Jugosławii. To on miał dostarczyć pięciu aresztowanym już polskim złodziejom samochód, którym historyczny napis wywieziono z Oświęcimia.

Krakowska prokuratura poprosiła także Szwedów o przesłuchanie jako świadka trzeciej osoby – chodzi o szwedzką dziennikarkę, która pośredniczyła w telefonicznej rozmowie Hoegstroema z polską policją. Prokuratura Okręgowa w Krakowie twierdzi, iż kobieta nie jest zamieszana w przestępstwo.

Natomiast polski wątek kradzieży napisu już wkrótce ma zakończyć się skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. Pięciu Polakom grozi do 10 lat więzienia.

Reklama
Reklama

34-letni Anders Hoegstroem to, według szwedzkich gazet, mieszkaniec Karlskrony, który w latach 90. kierował neonazistowską partią – Frontem Narodowosocjalistycznym. Potem miał jednak rzekomo przeżyć rodzaj „nawrócenia” i zmienić poglądy.

Od początku ujawnienia tej bulwersującej kradzieży stara się on umniejszyć swą rolę w tym procederze. Miał o nim rozmawiać telefonicznie zarówno z policją polską (co potwierdzają małopolscy funkcjonariusze), jak i z Interpolem. Według szwedzkich mediów, Hoegstroem liczył na zyski z licznie udzielanych wywiadów i chciał stać się popularny dzięki zleceniu tak głośnego przestępstwa.

[ramka]Napis "Praca czyni wolnym" ("Arbeit macht frei") jest jednym z symboli niemieckiego, nazistowskiego obozu, który wykonali w 1940 roku polscy więźniowie polityczni pod kierownictwem Jana Liwacza (numer obozowy 1010). Polacy świadomie odwrócili w nim literę B jako przejaw nieposłuszeństwa i sygnał, co naprawdę dzieje się w obozie.[/ramka]

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama