Dorastanie zjednoczonej Europy

Ursula von der Leyen chciała, by Komisja Europejska zajmowała się także geopolityką. I tak się dzieje, choć bardziej za sprawą zewnętrznego świata niż z inicjatywy Brukseli.

Publikacja: 28.05.2024 21:00

Ursula von der Leyen za swój sztandarowy program przyjęła walkę ze zmianami klimatycznymi

Ursula von der Leyen za swój sztandarowy program przyjęła walkę ze zmianami klimatycznymi

Foto: AFP

Ursula von der Leyen nie miała najlepszych referencji, gdy w 2019 roku jej nazwisko zostało niespodziewanie wysunięte przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel w zastępstwie od dawna szykowanego na to stanowisko Manfreda Webera. Von der Leyen zawiodła jako minister obrony Niemiec i wydawało się, że jej kariera chyli się ku końcowi. Opór francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona przed postawieniem na czele europejskiej egzekutywy Webera niespodziewanie wyciągnął Niemkę na szczyty władzy.

Von der Leyen nigdy nie była uważana za wizjonerkę w stylu Jacques’a Delorsa. Raczej sprawną menedżerkę. Tak pracowitą, że wolała spać w pokoju obok swojego gabinetu, byle nie tracić czasu w Brukseli na dojazdy.

Więcej kompetencji

Jednak niezwykła sekwencja nadzwyczajnych kryzysów, jakie nawiedziły Unię, zmusiła szefową Komisji Europejskiej do podjęcia strategicznych decyzji, dzięki którym europejska centrala ma dziś niepomiernie więcej władzy niż przed pięciu laty.

Pierwszą z tych plag okazała się pandemia. Dzięki zdecydowanemu działaniu von der Leyen udało się zapobiec przywróceniu kontroli na granicach wewnątrz Wspólnoty i postawieniu Unii na tory, które prowadziły do jej rozpadu. Pokusa była ogromna, bo już od pierwszych miesięcy zarazy jedne kraje (Włochy, Hiszpania) radziły sobie z nią gorzej niż inne (potem układ się odwrócił i to na północy Wspólnoty ofiar było najwięcej). Von der Leyen zapobiegła w tamtym czasie przejęciu przez najpotężniejsze kraje członkowskie dostępnego pakietu szczepionek na Covid-19: Bruksela skutecznie koordynowała zakup zabezpieczeń dla 447 mln obywateli.

To także za kończącej się kadencji KE Unia po raz pierwszy powołała ogromny (750 mld euro) Fundusz Odbudowy finansowany dzięki emisji wspólnych, gwarantowanych przez Wspólnotę obligacji. Inaczej niż w czasie wielkiego kryzysu finansowego 2009–2011 Niemcy na to przystały, bo wiedziały, że tylko wspierając słabsze państwa zjednoczonej Europy, utrzymają swoje rynki zbytu.

Z pandemii Komisja Europejska wyszła jednak z nowymi, niezwykłymi kompetencjami, zarówno jeśli idzie o politykę zdrowotną, jak i samodzielne działanie na rynkach finansowych.

Obrona rządów prawa

Nie inaczej było z narastającym zagrożeniem populizmem. Viktor Orbán zaczął budować zręby „nieliberalnej demokracji” w 2010 roku, Jarosław Kaczyński pięć lat później. Dopiero jednak w 2019 roku Merkel zdecydowała się na wyrzucenie Fideszu z Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Przed przejęciem przed von der Leyen sterów władzy w Brukseli z węgierskimi i polskimi władzami trwała swoista gra w ciuciubabkę w ramach procedury z art. 7. traktatu o UE (dotyczy on możliwości zawieszenia praw członkowskich kraju, który narusza wartości, na których opiera się UE): oba kraje wzajemnie się zabezpieczały i było jasne, że żadnych konsekwencji za łamanie rządów prawa nie poniosą.

To się zmieniło pod koniec 2020 roku, gdy nowa Komisja Europejska przeforsowała system warunkowości: od tej pory wypłata środków z Funduszu Odbudowy i „normalnego” budżetu UE będzie uzależniona od przestrzegania „unijnych wartości”.

Von der Leyen, nie bez wpływu Merkel, była gotowa na kompromis z rządem PiS. Przesłanie uzgodnionego między Warszawą i Brukselą porozumienia przez prezydenta Andrzeja Dudę do sparaliżowanego Trybunału Konstytucyjnego wysadziło jednak tę umowę w powietrze. Podobnie Niemka zdecydowała o częściowej wypłacie środków dla reżimu Orbána w zamian za zniesienie przez Budapeszt blokady na kolejne pakiety sankcji nałożone na Rosję. Mimo jednak wszystkich tych wahań Komisja Europejska uzyskała bezprecedensowe kompetencje w chyba najbardziej wrażliwym dla suwerenności narodowej obszarze: konstytucyjnych rozwiązań ustrojowych.

Komisja Europejska, a przede wszystkim unijne stolice, uznały jednak, że nie mają wyboru, bo chodzi o egzystencjalne zagrożenie dla zjednoczonej Europy. Gdy skrajna prawica przejęła władzę w dwóch krajach założycielskich Wspólnoty (Włochy i Holandia), a Marine Le Pen może wygrać nadchodzące wybory prezydenckie we Francji, tylko bezwzględna obrona rządów prawa może uratować europejski projekt.

To jednak przede wszystkim wybuch wojny na pełną skalę w Ukrainie w lutym 2022 roku stał się najpoważniejszym testem dla Komisji Europejskiej. To prawda: kilkanaście rund sankcji nałożonych przez Unię na Moskwę nie rzuciło rosyjskiej gospodarki na kolana, w szczególności z powodu wsparcia, jakie Władimir Putin uzyskał od Chin. Mimo wszystko tak daleko idąca koordynacja działań krajów, które do tej pory bardzo różniły się w podejściu do Rosji, jest zapewne największym osiągnięciem w budowie wspólnej polityki zagranicznej w historii Wspólnoty. Nie tylko takie kraje, jak Niemcy czy Włochy, odcięły się od ogromnego importu gazu i ropy z Rosji, ale Bruksela coraz poważniej zaczęła myśleć nad budową własnej polityki zagranicznej.

Miejsce Ukrainy w Unii

Ten egzamin wciąż jednak trwa. Zmęczenie w wielu państwach Unii wsparciem dla Ukrainy w trzecim roku wojny, a także powrót Donalda Trumpa do władzy w USA mogą postawić Unię pod ścianą: albo sama będzie zdolna się obronić przed Rosją, ale ryzykuje wpadnięciem w zależność od niej.

Na razie odpowiedzią na agresję Kremla okazała się oferta integracji Kijowa z Unią. Ekipa von der Leyen stała się tu motorem zmian. Nie tylko Ukraina (razem z Mołdawią) została uznana za kraj kandydacki do Wspólnoty, ale w grudniu zeszłego roku przywódcy „27” zgodzili się, aby rozpocząć negocjacje członkowskie z Ukraińcami. Bez złudzeń: już sama blokada przez Polskę, do tej pory czołowego sojusznika Ukrainy, importu ukraińskiej żywności pokazuje, jak złożony będzie to proces. Mimo wszystko już na tym etapie oznacza on fundamentalną zmianę stanowiska Niemiec czy Francji w tej sprawie.

To z walki o powstrzymanie zmian klimatycznych Ursula von der Leyen uczyniła u progu swojej kadencji na czele Komisji Europejskiej program sztandarowy. Unia chce do 2050 roku osiągnąć neutralność klimatyczną, a w 2030 roku ograniczyć o 55 proc. emisję gazów cieplarnianych w stosunku do stanu z początku lat 90. Wydaje się jednak coraz bardziej wątpliwe, że to się uda: pod naciskiem protestów rolników i w obawie, że skrajna prawica wykorzysta wysokie kosztów związane z transformacją ekologiczną dla przyciągnięcia kolejnych wyborców, najważniejsze stolice Unii – zaczynając od Paryża – zaczęły porzucać całe połacie rozwiązań służących ochronie klimatu.

Ale to szersze zjawisko. Po ośmiu latach rokowań Komisji Europejskiej udało się doprowadzić do uzgodnienia paktu migracyjnego. Jednak podobnie jak w przypadku ekologii, za cenę przejmowania wielu rozwiązań do tej pory kojarzonych z populistycznym nacjonalizmem. Sama Von der Leyen niestrudzenie stara się zawrzeć kolejne umowy z autorytarnymi rządami krajów znajdujących się na szlakach nielegalnej migracji, aby powstrzymać azylantów przed dostaniem się do Unii. I to nawet jeśli, jak to pokazało niedawne śledztwo czołowych europejskich mediów, oznacza to łamanie podstawowych praw człowieka.

U zmierzchu pierwszej kadencji von der Leyen mnożą się znaki zapytania o przyszłość Unii. W niedawnym wywiadzie dla „The Economist” Macron wręcz ostrzegł, że „jest ona śmiertelna”. Czy zjednoczona Europa przyłączy się do wojny handlowej, jaką Ameryka wypowiedziała Chinom? Czy podoła wsparciu dla Ukrainy, nawet jeśli Stany Zjednoczone nie będą u jej boku? Czy powstrzyma populistyczną falę, która może ją rozbić od środka?

Ale jest i inne pytanie. Czy w dzisiejszym, jakże niepewnym świecie ktokolwiek inny na czele Komisji Europejskiej mógłby na tym etapie znaleźć odpowiedź na te wątpliwości? Samo przeprowadzenie Unii przez te niełatwe lata jest już dużym osiągnięciem Ursuli von der Leyen.

Ursula von der Leyen nie miała najlepszych referencji, gdy w 2019 roku jej nazwisko zostało niespodziewanie wysunięte przez kanclerz Niemiec Angelę Merkel w zastępstwie od dawna szykowanego na to stanowisko Manfreda Webera. Von der Leyen zawiodła jako minister obrony Niemiec i wydawało się, że jej kariera chyli się ku końcowi. Opór francuskiego prezydenta Emmanuela Macrona przed postawieniem na czele europejskiej egzekutywy Webera niespodziewanie wyciągnął Niemkę na szczyty władzy.

Pozostało 94% artykułu
Kraj
Biskupi odpowiadają ofiarom pedofilii. „Przepraszamy, że nie zawsze byliśmy przy Was"
Kraj
Za pożarem na Marywilskiej stoją Rosjanie? Wniosek komisji o informacje
Kraj
Fikcyjne zatrudnienie aktorki z filmu "Smoleńsk" w TVP. Straty przekraczające milion złotych
Kraj
Były szef NATO laureatem Nagrody Jana Nowaka-Jeziorańskiego
Kraj
Grzegorz Braun w akcji. Polityk Konfederacji usunął flagę Ukrainy z Kopca Kościuszki
Kraj
Atak na granicy. Funkcjonariusz Straży Granicznej w szpitalu