- Prezydent uznając decyzję pani prezes co do zastępstwa pana sędziego Józefa Iwulskiego wjechał w związku z tym na chodnik. Sąd Najwyższy też wjechał na chodnik, żeby minimalizować ryzyko zderzenia czołowego - dodał Dorn, którego zdaniem jednak nie dojdzie do "zderzenia czołowego". - Sprawa się rozstrzygnie w związku z wnioskiem Komisji Europejskiej do Trybunału Sprawiedliwości UE - stwierdził.
Zgodnie z ustawą o Sądzie Najwyższym, 3 lipca w stan spoczynku z mocy prawa przechodzą sędziowie Sądu Najwyższego, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogą jednak nadal pełnić swoją funkcję, jeśli do 2 maja złożyli oświadczenie w tej sprawie do prezydenta. Ten wiek osiągnęło 27 sędziów Sądu Najwyższego, w tym jego Pierwsza Prezes.
We wtorek dotychczasowy Prezes Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego Józef Iwulski przejął obowiązki Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego. Jego osobę wskazali zarówno prezydent Andrzej Duda, jak i dotychczasowa Pierwsza Prezes, Małgorzata Gersdorf.
- Nie jestem zastępcą, a tym bardziej następcą Pierwszej Prezes SN a jedynie zastępuję ją w razie, gdy będzie nieobecna - podkreślał Iwulski w wydanym w środę oświadczeniu.
Zobacz też: Rzecznik SN: Gersdorf od poniedziałku na urlopie, ale nie zmienia stanowiska
Zdaniem Ludwika Dorna, sędziowie Sądu Najwyższego, którzy przy pomocy uchwały stwierdzili, że Małgorzata Gersdorf pozostaje, zgodnie z Konstytucją RP, pierwszym prezesem Sądu Najwyższego do 30 kwietnia 2020 roku, "mówią tyle, że uważają, że przejście w stan spoczynku jest całkowicie niekonstytucyjne, ale w sposób wiążący prawnie nie ma kto tego stwierdzić". - Jeśli chodzi o panią prezes Gersdorf, to ona ma za sobą przewagę konstytucji. Ona może odwołać się do jednoznacznego przepisu prawnego, nadrzędnego nad ustawą - zauważył Dorn, wskazując, że sytuacja sędziów SN i prof. Gersdorf jest "radykalnie inna".
Dorn dodał, że według niego sędziowie z Sądu Najwyższego "postępują stanowczo, elastycznie i zręcznie, a jednocześnie w sposób całkowicie pozbawiony awanturnictwa, wyciągnęli wnioski z błędów, jakie popełnił były prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński".
- On nie dopuścił dublerów do orzekania, uznał ich jako sędziów nieorzekających, czyli wpuścił lisy do kurnika i pojawiła się szczelina. A w sytuacji, kiedy pojawia się szczelina, to tak jak przy powodzi i tamie: najpierw jest mały strumyczek, a potem jest wielka wyrwa - ocenił w TVN24 Ludwik Dorn.