W czerwcu 2006 Grzegorz Miłosz został zatrzymany w pracy przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych. Prokuratura zarzuciła naczelnikowi, że prowadząc sprawę przeciwko dilerowi samochodów Daewoo, kupił od niego lanosa po zaniżonej cenie. Rabat miał być łapówką za umorzenie jednego z wątków śledztwa przeciwko „łódzkiej ośmiornicy”.

Miłosz w trakcie zeznać próbował wyjaśnić, że zakup został dokonany na zasadach powszechnie obowiązujących w przypadku używanych samochodów, a terminy nabycia pojazdu oraz prowadzonej sprawy były rozbieżne. Zakupił pojazd zanim zajął się sprawą domniemanych przestępstw dilera. Ponadto działania operacyjne funkcjonariuszy nie potwierdziły wówczas, że diler jest związany z „łódzką ośmiornicą”. I to był powód, dla którego prowadzona sprawa została umorzona.

Śledczy z prokuratury, opierający akt oskarżenia na zeznaniach informatorów, nie uwierzyli naczelnikowi, który w areszcie spędził pół roku. Przez cały czas śledztwa twierdził, że jest niewinny.

Zatrzymano mu samochód, który do dziś stoi na policyjnym parkingu jako dowód w sprawie. Po trzech latach nadaje się na złom.

Grzegorz Miłosz nie tylko stracił samochód, ale także musiał odejść z policji.

Sąd uniewinnił także zasiadającego razem z nim ławie oskarżonych dilera od zarzutu wręczenia łapówki.