– Widać wyraźne ślady miejsc, w których znajdowały się baraki, wieżyczki i słupy ogrodzenia. Okoliczni mieszkańcy pokazywali nam znalezione w miejscu łagru przedmioty. Zardzewiałe miski, kubki i inne narzędzia używane przez więźniów – powiedział „Rz” jeden z podróżników Tomasz Grzywaczewski, z którym rozmawialiśmy przez telefon satelitarny.

[b][wyimek][link=http://www.rp.pl/galeria/474108,1,495045.html]Zobacz więcej zdjęć z wyprawy do pozostałości łagru[/link][/wyimek][/b]

Nad wyprawą Long Walk Plus Expedition, sponsorowaną przez sieć telefonii komórkowej Plus, patronat medialny ma „Rzeczpospolita”. Podróżnicy idą śladem Witolda Glińskiego, młodego chłopaka wywiezionego w 1940 r. przez bolszewików z Wileńszczyzny do obozu pod Jakuckiem. W 1941 r. udało mu się uciec i przedostać – po pokonaniu pieszo 6,5 tysiąca kilometrów – do Kalkuty. Glińskiemu zajęło to 11 miesięcy, Grzywaczewski, Drożdż i Malinowski zamierzają powtórzyć jego wyczyn w siedem miesięcy. Korzystają jednak z barek, koni i rowerów.

Uczestnicy Long Walk Plus Expedition łagier odkryli w okolicach syberyjskiej miejscowości Olekmińsk.

– Znajdował się w całkowitej głuszy. Jedyna droga służyła do transportu więźniów. W tych okolicach było podobno 100 podobnych ośrodków, w których tysiące ludzi wykonywały katorżniczą pracę – podkreślił Grzywaczewski. Wielu z tych więźniów umarło z powodu wyczerpania, głodu i chorób, inni zostali po prostu zamordowani przez strażników.

Podróżnicy podkreślają, że mieszkańcy Syberii darzą Polaków wielkim szacunkiem i sympatią. Wyjątkową estymą cieszy się tam Wacław Sieroszewski, zapomniany już nieco w Polsce pisarz i zesłaniec, który jako pierwszy opisał Jakucję i jej mieszkańców.