Tam nazajutrz na dużych telebimach obejrzą mszę beatyfikacyjną. Rzym spodziewa się 1,2 – 2,5 mln pielgrzymów.

Rz: Wybiera się ksiądz na beatyfikację Jana Pawła II?

ks. Grzegorz Ryś, rektor seminarium archidiecezjalnego w Krakowie:

Oczywiście. Po pierwsze uczestniczyłem w pracach komisji historycznej w procesie beatyfikacyjnym Jana Pawła II, a po drugie jestem rektorem seminarium, którego klerykiem był Karol Wojtyła.

Dlaczego tak wielu Polaków chce być tego dnia w Rzymie?

Chcą w ten sposób potwierdzić, że Jan Paweł II był, a przez tajemnicę świętych obcowania wciąż jest kimś bardzo ważnym. Jest ważny dla nas indywidualnie i dla Kościoła w Polsce, którego – powiedzmy szczerze – był najważniejszym biskupem i autorytetem, do którego odwoływaliśmy się w najtrudniejszych sprawach.

Czy wyjazd na beatyfikację jest najlepszym sposobem na jej przeżycie?

Na pewno dobrym. Wiary się nie przeżywa w izolacji, ale we wspólnocie. Bardzo istotne jest, aby Kościół zebrał się w momencie tak ważnym dla wspólnoty przy papieżu, Piotrze naszych czasów. Beatyfikacji dokonuje Kościół, ale ogłasza ją papież, który pokazuje wiernym wzorzec osobowy. Akurat kogoś, kto jest nam bardzo bliski.

Niektórzy narzekają, że sam wyjazd na beatyfikację może stać się tylko rodzajem fajerwerków, że nic z niej może nie wyniknąć dla naszego życia tu i teraz.

Tak samo można mówić o wszystkim, co się dzieje w Kościele. O pójściu na niedzielną eucharystię albo do spowiedzi. Można powiedzieć, że jesteśmy pobożni i to niczego nie zmienia w naszym życiu.

Albo podejdziemy do tego wydarzenia, jakim jest beatyfikacja, z wiarą, albo nie. Jeśli z wiarą, to odkryjemy, że Pan Bóg daje nam w niej jakiś ważny znak, że jest ona darem od Boga. Na tę Bożą propozycję możemy odpowiedzieć albo nie. Myślę, że lepiej jest patrzeć na to wydarzenie od strony daru i łaski, niż przesądzać o tym, kto i ile z niego weźmie.