Zaproszeni przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Barack Obama i przywódcy państw Europy Środkowej zasiedli w piątek za okrągłym stołem w Sali Kolumnowej Pałacu Prezydenckiego.

– Chciałbym powitać wszystkich na roboczym „dinerze" – zaczął swoje przemówienie Komorowski.

Obiad rzeczywiście był roboczy, bo przy nakryciu każdego z uczestników stał mikrofon, tak by bez problemów można było zabrać głos.

– To specjalna formuła często wykorzystywana np. podczas spotkań NATO – wyjaśnia dr Janusz Sibora, specjalista w dziedzinie protokołu dyplomatycznego. – Uczestnicy mogą mieć obok talerzy rozłożone dokumenty czy notatki – zaznacza i dodaje, że podawane na takim spotkaniu potrawy powinny być łatwe w konsumpcji.

– Należy unikać np. homarów, które są stosunkowo trudne do zjedzenia – potwierdza dr Krzysztof Śliwiński, były ambasador.

To, co amerykański przywódca miał zjeść na kolacji u Bronisława Komorowskiego, było pilnie strzeżoną tajemnicą. Choć z pewnością nie dla Secret Service. – Menu jest wcześniej z nimi konsultowane ze względów bezpieczeństwa – mówi gen. Roman Polko, były dowódca jednostki specjalnej GROM. – Zapewne sprawdzają pochodzenie, świadectwa weterynaryjne i próbki produktów.

– Secret Service nie decyduje jednak, czy kluski mają być kładzione czy śląskie – dodaje Marek Siwiec, który pracował w kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy Polskę odwiedzali Bill Clinton i George W. Bush. – Menu jest w gestii gospodarza – podkreśla.

Podano wina: białe francuskie, czerwone portugalskie i deserowe węgierskie

O tym, co wybrał gospodarz, dowiedzieliśmy się dopiero, gdy goście siedzieli już za stołem. Kancelaria Prezydenta zdradziła, że pojawił się tatar z pstrąga, krem z dyni i pieczona pierś z perliczki. Na deser przygotowano pralinę czekoladową z sorbetem z pomarańczy.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

– Jestem negatywnie zaskoczony tym menu – mówi „Rz" Piotr Bikont, krytyk kulinarny. – Podanie tatara z pstrąga, to kiepski pomysł, gdy podejmuje się prezydenta Stanów Zjednoczonych. Amerykanów szokują  w naszej kuchni dwie potrawy – tatar i golonka. Ciekawe czy Obama w ogóle tatara zjadł? – zastanawia się. Jego zdaniem na stole powinny pojawić się polskie potrawy, by zagraniczni goście mogli poznać nasze specjały. – Zamiast kremu z dyni – zupa grzybowa. My Polacy jesteśmy w końcu mistrzami w przygotowaniu zup – podkreśla. W miejsce perliczki Bikont przyrządziłby dziczyznę, a na deser dobrze zrobiony kisiel z żurawiny albo sernik. – Pralina i sorbet z pomarańczy to zły pomysł. Pomarańcze przecież u nas nie rosną – zaznacza.

Polskie dania podałby także  Adam Chrząstowski, szef kuchni krakowskiej restauracji Ancora i patron kulinarny polskiej prezydencji w UE. – Bankiety dla głów państw to świetna okazja, by pochwalić się tym, co ma się najlepszego. Ja skomponowałbym menu wokół produktów regionalnych i sezonowych – mówi „Rz". – Podałbym truskawki, a z warzyw – szparagi. Przy ładnej pogodzie rozważyłbym jakąś nowoczesną wersję chłodnika np. ogórkowy czy z kalarepki z dodatkiem smardzów. A potem mógłby wjechać na stół sandacz, może przepiórki lub perliczki. Albo cielęcina, która o tej porze roku jest bardzo dobra. Pokazałbym polską kuchnię inną niż zwyczajowy bigos i schabowy.

Kancelaria zdradziła także, co podano do picia. Było białe francuskie wino Bovier & Fils Chablis z 2009 roku, portugalskie czerwone Quinta da Gaivos Douro rocznik 2005 i węgierskie wino deserowe Tokaji z 2002 roku. – Dobrze dobrano białe francuskie wino. Pasuje do pstrąga – mówi „Rz" Jarosław Cybuski sommelier, znawca win i właściciel firmy Wine4you. – Wino czerwone, które podano, jest zbyt ciężkie, zwłaszcza gdy daniem głównym była perliczka. To w końcu białe mięso – zaznacza. Do deseru także wybrałby inny trunek. – Tokaji, który podano, robi się z podsuszanych winogron. Nie pasuje on do praliny czekoladowej, którą podano na deser – tłumaczy.

Do zamknięcia tego wydania "Rz" trwały spekulacje, kogo pałac zatrudnił do przygotowania obiadu. Wśród szefów kuchni, którzy współpracowali z pałacem plotkowano nawet, że obiad mogli ugotować kucharze Obamy.

—Małgorzata Minta, kjk, maty

Usiedli alfabetycznie, ale po angielsku

Prezydent USA oraz przywódcy państw Europy Środkowej do obiadu roboczego wydawanego w piątek wieczorem przez prezydenta Bronisława Komorowskiego zasiedli w Pałacu Prezydenckim przy okrągłym stole. Poza przywódcami Polski i USA, którzy siedzieli koło siebie, miejsca zajmowali zgodnie z alfabetyczną kolejnością nazw krajów: Albania, Austria, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja i tak dalej. Nazwy pisane były po angielsku, dlatego prezydent Łotwy (Latvia) siedział między paniami prezydent Kosowa (Kosovo) i Litwy (Lithuania), a po lewej ręce gospodarza, ostatni alfabetycznie, nie znajdował się prezydent Węgier (Hungary), lecz Ukrainy (Ukraine). Debatę rozpoczął gospodarz, potem wypowiedział się gość specjalny Barack Obama. Później toczyła się spontaniczna rozmowa, bez żadnych protokolarnych uzgodnień co do kolejności.

—d.z.