Reklama
Rozwiń
Reklama

Incydent z tupolewem

Poważna awaria samolotu, którym przyleciał do Polski Siergiej Naryszkin, przewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej stała się powodem wielogodzinnego opóźnienia w jego powrocie do Moskwy.

Publikacja: 04.02.2013 23:09

Incydent z tupolewem

Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

Naprawiony tupolew wyleciał do Rosji dopiero następnego dnia. Delegacja wracała zastępczą maszyną sprowadzaną z Rosji.

Naryszkin przyleciał do Polski w związku z otwarciem nowej rosyjskiej wystawy narodowej na terenie Muzeum Auschwitz-Birkenau w 68. rocznicę wyzwolenia obozu. W sobotę (26 stycznia) spotkał się w Warszawie z prezydentem RP Bronisławem Komorowskim i marszałek Sejmu Ewą Kopacz.

Tematem rozmowy było m.in. uregulowanie kwestii związanych z katastrofą Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. Delegacji towarzyszyli rosyjscy dziennikarze. W sobotnie popołudnie tupolewem delegacja przyleciała z Warszawy do podkrakowskich Balic, by jechać do Oświęcimia na otwarcie wystawy. Do Moskwy mieli odlecieć w niedzielę, ale stało się to niemożliwe.

Ambasada Rosji twierdzi, że awarii nie było i bagatelizuje sprawę

– Rzeczywiście taki incydent miał miejsce, ale przyczyn awarii nie znamy. To był lot specjalny, nie rejsowy. Tupolew tu stacjonował i tu był naprawiany – mówi „Rz" Urszula Podraza, rzeczniczka lotniska w Balicach.

Reklama
Reklama

Nie wiadomo o której delegacja miała planowo wylecieć. Lotnisko w Balicach nie otrzymało planu lotu na Tu-154M. – Zastępczy samolot wyleciał o godz. 16.31, następnego dnia, w poniedziałek naprawiony tupolew odleciał z naszego lotniska o godzinie 13.04 – precyzuje Podraza.

Choć delegacji towarzyszyli rosyjscy dziennikarze, o kłopotach tupolewa w Balicach nie poinformowała żadna stacja ani gazeta.

Pytana przez „Rz" o incydent Valeria Perzhinskaya, rzeczniczka Ambasady Rosji w Polsce nabiera wody w usta. Twierdzi, że „nie było żadnych opóźnień w wylocie z Polski", nie potwierdza też informacji o zepsutym tupolewie. Kiedy mówimy, że lotnisko w Balicach potwierdziło awarię samolotu, Perzhinskaya bagatelizuje sprawę. – Udało im się odlecieć bez kłopotu – ucina. O przyczynach awarii mówić nie chce.

Sprawy nie znają ani polskie MSZ, ani Kancelaria Sejmu, ani Kancelaria Prezydenta RP. Wszyscy twierdzą, że to nie oni byli organizatorami wizyty przewodniczącego rosyjskiej Dumy Państwowej wraz z delegacją polityków. Wiedzy o kłopotach z odlotem do Moskwy grupy rosyjskich gości nie ma też Muzeum Auschwitz-Birkenau. – My zajmowaliśmy się stroną organizacji uroczystości – mówi „Rz" Paweł Sawicki z muzeum w Oświęcimiu.

Wszyscy odsyłają do rosyjskiej ambasady.

Polska miała dwa Tu-154M. Jeden rozbił się w Smoleńsku. Drugi, także remontowany w rosyjskiej Samarze, należący do polskiej armii miał być wystawiony na sprzedaż. Na to nie zgodziła się jednak polska prokuratura. Resort obrony uznał, że nie opłaca się go użytkować. Polskim pilotom skończyły się uprawnienia do latania na tej maszynie.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Kraj
Pomnik marszałka Focha stanie w Warszawie
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama