Przed wleceniem w turecką przestrzeń powietrzną pilot samolotu miał być ostrzeżony po rosyjsku i angielsku, że za chwilę znajdzie się nad Turcją. Mimo to samolot znalazł się nad Turcją - wynika z oświadczenia tureckiego MSZ. Do incydentu doszło ok. południa 29 stycznia.

Tureckie MSZ oskarża Rosję o eskalowanie napięcia między oboma krajami i podkreśla, że odpowiedzialność za konsekwencje takiego działania będzie spadać na Rosję. W oświadczeniu czytamy, że rosyjski ambasador otrzyma oficjalny protest w związku z incydentem.

Prezydent Turcji Recep Tayiip Erdogan ostrzegł, że "takie zachowania nie służą pokojowi w regionie, ani na świecie". Kazał też przekazać ambasadorowi Rosji, że chciałby spotkać się z prezydentem Władimirem Putinem.

Tymczasem Rosja oświadczyła, że rosyjski samolot nie naruszył tureckiej przestrzeni powietrznej, a tureckie oskarżenia nazwała "propagandą pozbawioną podstaw".

23 listopada tureckie lotnictwo zestrzeliło rosyjski samolot, który znalazł się nad Turcją, co doprowadziło do kryzysu na linii Moskwa-Ankara.

Rosyjskie lotnictwo działa w tym regionie od 30 września, kiedy kraj ten rozpoczął operację w Syrii.