Zgodnie z wynegocjowanym porozumieniem Namibia otrzyma 1,1 mld euro tytułem zadośćuczynienia za masakrę ludów Herero i Nama, jakiej dopuścili się Niemcy w swej niegdysiejszej kolonii w Afryce Południowo-Zachodniej, dzisiejszej Namibii.

– Jest to gest uznania niezmierzonego cierpienia ofiar – podkreślił Haiko Maas, szef niemieckiej dyplomacji. Nie są to więc ani reparacje, ani odszkodowania wojenne, których to terminów unikał Berlin w czasie siedmiu lat negocjacji z rządem Namibii oraz przedstawicielami ludów Herero i Nama. Byłby to precedens otwierający drogę do żądań pod adresem Niemiec nie tylko ze strony Polski, ale i Grecji czy Włoch, a także innych krajów poszkodowanych przez Niemcy podczas II wojny światowej.

Ponad miliard euro, które wypłacą Namibii Niemcy, nazwane zostało pomocą rozwojową. Jest to traktowane jako nieformalne zadośćuczynienie za zbrodnie w czasie wojny latach 1904–1908. Zginęło w niej co najmniej 85 tys. członków plemion Herero i Nama. Najwięcej ludzi poniosło śmierć na pustyni, gdzie zostali zapędzeni i odcięci od wody przez armię cesarską.

Niemiecka pomoc finansowa za zbrodnie sprzed ponad wieku będzie poważnym zastrzykiem ekonomicznym dla kraju liczącego 2,1 mln mieszkańców. Tym bardziej że w ostatnich 30 latach Niemcy przekazały Namibii już 1 mld euro w ramach pomocy ekonomicznej. Ale przedstawiciele Herero i Nama domagali się odszkodowania w wysokości 30 mld euro, starając się bezskutecznie doprowadzić do procesów przed sądami w USA. Odrzucają też obecne porozumienie, gdyż obiecane pieniądze nie trafią do nich bezpośrednio, lecz przeznaczone być mają głównie na rozwój infrastruktury.

Dla Niemiec zawarte porozumienie jest niejako początkiem procesu pojednania. Jego ukoronowaniem ma być pojawienie się w parlamencie Namibii prezydenta RFN, który ma przeprosić za ludobójstwo.

– Same reparacje czy odszkodowania są środkiem o charakterze karnym dotyczącym sprawców, ale potomkowie zbrodniarzy nie są sprawcami. W takiej sytuacji żądania reparacyjne utrudniają pojednanie pomiędzy narodami, a więc potomkami zbrodniarzy oraz ofiar. Do takiego pojednania należy jednak dążyć w imię przyszłości – tłumaczy „Rzeczpospolitej" prof. Michael Wolffsohn, który sam jako potomek niemieckiej rodziny żydowskiej zrezygnował z restytucji mienia właśnie w imię pojednania.