Papież Franciszek zmarł rankiem 21 kwietnia po doznaniu udaru, w wyniku którego zapadł w śpiączkę. Bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność serca. Ojciec Święty miał 88 lat.
Sergio Alfieri: Gdybyśmy zabrali papieża Franciszka do szpitala, umarłby w drodze
Ze słów Alfieriego wynika, że udar, którego doznał papież, był niespodziewany. Franciszek nie doświadczał w ostatnich chwilach życia nadmiernego bólu, a lekarze nie byli w stanie ocalić jego życia.
Alfieri, lekarz z kliniki Gemelli, nadzorował leczenie papieża, gdy ten w lutym i marcu przez pięć tygodni przebywał w szpitalu z powodu obustronnego zapalenia płuc.
W rozmowie z włoskim dziennikiem Alfieri wspomina, że otrzymał 21 kwietnia ok. 5:30 rano telefon, by natychmiast przyjechał do Watykanu. Na miejscu był ok. 20 minut później.
Czytaj więcej
Papież Franciszek miesiąc przed śmiercią opuścił szpital Gemelli w Rzymie, gdzie spędził 38 dni w związku z zapaleniem oskrzeli, które przekształci...
– Wszedłem do jego pokoju i (Franciszek) miał otwarte oczy – mówi lekarz w rozmowie z włoskim dziennikiem. – Ustaliłem, że nie ma problemów oddechowych. Potem spytałem go o imię, ale nie odpowiedział – dodaje. – W tym momencie wiedziałem, że nic nie można zrobić. Był w śpiączce – mówi Alfieri.
Z kolei w rozmowie z „La Repubblica” Alfieri twierdzi, że niektórzy przedstawiciele Watykanu chcieli, aby przenieść Franciszka do szpitala. – Umarłby w drodze – tłumaczy. – Przeprowadzenie tomografii komputerowej pozwoliłoby na precyzyjniejszą diagnozę, ale na nic więcej. To był jeden z tych udarów, które w ciągu godziny kończą życie – dodaje.
Wiedzieliśmy, że chce wrócić do domu (z kliniki Gemelli), by znów być papieżem, do ostatniej chwili. Nie zawiódł nas
Lekarz opiekujący się papieżem: W ostatnich dniach żałował jednego
W czasie pięciotygodniowego pobytu w klinice Gemelli stan papieża przez pewien czas był krytyczny, ale po najpoważniejszym kryzysie, gdy lekarze obawiali się o życie papieża, stan zdrowia Franciszka zaczął się poprawiać. W Wielką Niedzielę Ojciec Święty przemówił do wiernych zgromadzonych na Placu Św. Piotra, co uznano za dowód, że jego rehabilitacja, która miała trwać dwa miesiące, przebiega dobrze.
W Wielką Niedzielę papież spotkał się też z wiceprezydentem USA J.D. Vancem. 17 kwietnia odwiedził więzienie w Rzymie, gdzie spotkał się z osadzonymi. Mimo złego stanu zdrowia miał cały czas wykonywać obowiązki służbowe.
Alfieri zapewnia, że papież słuchał lekarzy, którzy prosili go, aby nie przeciążał się. – Powrót do pracy był częścią jego terapii – zaznacza. Przed 21 kwietnia lekarz widział papieża w sobotę po południu. – Był w dobrej formie – mówi, wspominając, że przyniósł Franciszkowi ciasto o smaku, który Ojciec Święty lubił. Papież miał mu powiedzieć: „Czuję się dobrze, zacząłem znów pracować, podoba mi się to”.
– Wiedzieliśmy, że chce wrócić do domu (z kliniki Gemelli), by znów być papieżem, do ostatniej chwili. Nie zawiódł nas – podkreśla lekarz.
W wywiadzie dla „La Repubblica” lekarz zdradza, że Franciszek, po wizycie w rzymskim więzieniu w Wielki Czwartek, żałował, że nie mógł osobiście obmyć nóg więźniom. – Tym razem nie mogłem tego zrobić – takie miały być ostatnie słowa, jakie Alfieri usłyszał od Franciszka.