W przypadku sprzedaży aut przez dilerów Volkswagena nie można też mówić o podstępie sprzedawcy, gdyż o wadzie zwykle nie wiedział.
To sedno najnowszego wyroku Sądu Najwyższego, który pewnie zainteresuje wielu nabywców volkswagenów z takimi wadami.
Czytaj także: Pozew o odszkodowania za dieselgate odrzucony
W tej sprawie doświadczony adwokat pozwał jednego z dilerów Volkswagena, którego w procesie ów koncern wspierał, domagając się zapłaty 106 tys. zł, które wydał na kupno volkswagena touran highline 2.0 TDI z wyposażeniem dodatkowym, ewentualnie nakazania dilerowi wymiany pojazdu na fabrycznie nowy tego samego modelu, ewentualnie z bogatszym wyposażeniem, i oczywiście w wersji zgodnej z przepisami o emisji spalin.
Sąd Okręgowy zasądził mu żądaną kwotę, ale poznański Sąd Apelacyjny zmienił wyrok i powództwo oddalił, wyciągając z tych samych faktów inne wnioski. Uznał, że uprawnienia powoda z rękojmi wygasły po upływie roku od dnia wydania mu samochodu, a dilerowi nie można zarzucić podstępnego zatajenia wady. Nabywca auta nie dał za wygraną i odwołał się do Sądu Najwyższego.
SN zauważył, że rozróżnienie wady fizycznej i prawnej rzeczy ujęte w art. 556 kodeksu cywilnego w konkretnych przypadkach mogło powodować trudności z jednoznacznym zakwalifikowaniem, a ma to takie znaczenie, że w przypadku wad prawnych czas na skorzystanie z rękojmi liczy się dopiero od chwili, kiedy kupujący dowiedział się o wadzie (a nie od kupna rzeczy, jak przy wadach fizycznych). Tu jednak tych wątpliwości nie ma.
– Wada ta tkwiła w aucie w sensie dosłownym, dotyczyła jego właściwości, co jest cechą charakterystyczną wady fizycznej – wskazała w uzasadnieniu wyroku sędzia SN Joanna Misztal-Konecka. – Oceny tej nie zmienia ustalenie, że o wadzie wiedział producent pojazdu, który tej informacji nie przekazał sprzedawcy, a sprzedawca nie może być utożsamiany z producentem, więc nie ponosi odpowiedzialności za jego podstęp.
SN dodał, że zapewniający o właściwościach rzeczy nie ma obowiązku najpierw jej zbadać. W konsekwencji wyrok SA utrzymał.
To niejedyny w Polsce pozew nabywców aut Volkswagena z wadliwą instalacją pomiaru emisji, ale większość złożono w formie kilku pozwów zbiorowych, choć nie wyszły one poza wstępny etap. Najdalej zaszedł pozew zbiorowy ponad 54 posiadaczy volkswagenów z zaniżonymi danymi o spalinach, którzy jednak pozwali centralę koncernu Volkswagen AG z Wolfsburga.Domagają się po 30 tys. zł, gdyż wedle rzeczoznawców tyle kosztuje doprowadzenie pojazdu do zgodności z homologacją. Ale warszawskie sądy Okręgowy i Apelacyjny uznały, że taka sprawa przeciwko centrali koncernu nie może się toczyć w Polsce. W tej chwili skarga kasacyjna uczestników pozwu czeka na przyjęcie w SN do rozpoznania.
Tomasz Tonder, rzecznik Volkswagena, powiedział „Rz", że placówki Volkswagena już w styczniu 2016 r. rozpoczęły akcję serwisową aut z silnikami EA189, która dotyczy 158 tys. samochodów w Polsce. Akcję serwisową wykonano w ok. 46 proc. pojazdów i trwa ona maksymalnie 45 minut.
Sygnatura akt: II CSK 306/18