Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie nowe szlaki i metody transportu ropy pozwoliły ominąć zagrożenie w Cieśninie Ormuz.
- Dlaczego odbudowa eksportu ropy naftowej nie rozwiązała problemu globalnego niedoboru oleju napędowego.
- Na czym polega nowa, ryzykowna rzeczywistość transportu surowca przez wody Zatoki Perskiej.
- Jakie działania polityczne Stany Zjednoczone podejmują wobec Europy w obliczu kryzysu paliwowego.
Dane firmy Kpler, zajmującej się analityką globalnego handlu, pokazują, że we wrześniu z regionu Zatoki Perskiej eksportowano co najmniej 16,5 mln baryłek ropy naftowej dziennie, co odpowiada średniej przedwojennej (wyłączając Iran objęty amerykańską blokadą morską). Ta liczba jest o 10,5 mln baryłek ropy dziennie wyższa niż miesięczna średnia za marzec, czyli z pierwszych tygodni wojny z Iranem.
Ceny ropy wciąż jednak pozostają na podwyższonych poziomach. W piątek rano za baryłkę ropy gatunku WTI płacono 92,4 dol. Baryłka ropy gatunku Brent kosztowała wówczas 101,9 dol. Tymczasem pod koniec lutego, tuż przed wybuchem wojny amerykańsko-izraelsko-irańskiej, za baryłkę ropy WTI płacono 65 dol., a za Brent nieco ponad 70 dol. Sytuacja na Bliskim Wschodzie wciąż jest bardzo niepewna, inwestorzy obawiają się wznowienia działań wojennych, a świat boryka się z niedoborem oleju napędowego.
– Rynek analizuje w tym tygodniu wyraźnie wymieszany zestaw sygnałów. Zdrowiej wyglądający obraz saudyjskiego eksportu jest równoważony przez doniesienia o kolejnym amerykańskim lotniskowcu zmierzającym w stronę Zatoki oraz przez decyzję Chin o ograniczeniu eksportu produktów rafinowanych – twierdzi Tim Waterer, główny analityk firmy KCM Trade.
„The Wall Street Journal” donosi, że USA wysyłają na Bliski Wschód trzeci lotniskowiec i do 10 000 kolejnych żołnierzy, podczas gdy prezydent Donald Trump rozważa wznowienie uderzeń na Iran po listopadowych wyborach „połówkowych” do Kongresu. Tymczasem doniesienia o nałożeniu przez Chiny zakazu eksportu paliw płynnych również wywołały obawy na rynku.
Eksport ropy z Bliskiego Wschodu wrócił do przedwojennego poziomu. Jak to możliwe?
Z analizy firmy Kpler wynika, że około 40 proc. ropy z tego regionu jest obecnie transportowane bez przepływania przez cieśninę – z wykorzystaniem saudyjskich i emirackich rurociągów – w porównaniu do zaledwie 17 proc. przed wojną. Pod koniec września Arabia Saudyjska zdołała wznowić eksploatację swojego rurociągu wschód-zachód po usunięciu uszkodzeń wyrządzonych przez ataki dronów, co umożliwiło ponowny eksport z portu Yanbu nad Morzem Czerwonym.
Innym przejawem adaptacji do nowej sytuacji jest fakt, że większość ropy transportowanej przez Cieśninę Ormuz przewozi flota wahadłowa. Składa się ona głównie z tankowców, które pływają z wyłączonymi transponderami satelitarnymi. Ładunek jest przenoszony na inne tankowce na otwartych wodach, zazwyczaj u wybrzeży Omanu lub Fudżajry w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Ponad 70 proc. ropy naftowej, która przeszła przez cieśninę w sierpniu, zmieniło tankowiec, podczas gdy przed wojną niemal żadna ropa z Zatoki nie zmieniała statków w Zatoce Omańskiej.
Jednak odbudowa eksportu z regionu pozostaje nierównomierna, a dostawy produktów rafinowanych są nadal ograniczone.
Stwarza to problem dla firm i gospodarstw domowych zależnych od produktów rafinowanych, takich jak olej napędowy niezbędny do napędzania samochodów osobowych, dostawczych i ciężarowych.
Morski transport ropy naftowej
„Olej napędowy niesie ze sobą największe ryzyko” – stwierdzili analitycy Kplera, zauważając, że przez Ormuz transportuje się mniej niż 20 proc. przedwojennej ilości produktów rafinowanych.
Na poniedziałek odnotowali oni siedmiodniową średnią na poziomie 677 tys. baryłek dziennie produktów rafinowanych, w porównaniu z 3,6 mln przed konfliktem.
– Pojawiają się nowe trasy, ładunki są przekierowywane, ryzyko jest wyceniane i absorbowane. Niebezpieczeństwo polega na założeniu, że odporność oznacza bezpieczeństwo. A tak nie jest. Przepływy ropy odbudowały się, ponieważ uczestnicy rynku zaakceptowali większą złożoność operacyjną i wyższe koszty. Zagrożenie u podstaw pozostaje – ocenia Richard Meade, redaktor naczelny czasopisma branżowego „Lloyd’s List”.
Jak wyglądają transporty ropy przez Cieśninę Ormuz?
Agencja Bloomberga zamieściła relację jednego z kapitanów statków przepływających przez Cieśninę Ormuz. „Kapitan tankowca przywołał całe swoje wieloletnie doświadczenie, gdy zobaczył przed sobą wybuch. Skręcił swoim 300-metrowym statkiem, omijając płynącą przed nim jednostkę, na której zauważył pożar. Zawiadomił US Navy o ataku. Ten manewr w Cieśninie Ormuz, z latającymi nad głowami dronami i rakietami, to przykład szybkiego myślenia, które okazuje się kluczowe dla dostarczania zasobów ropy na rynek globalny w czasie, gdy Waszyngton i Teheran nie są w stanie osiągnąć porozumienia w sprawie ponownego otwarcia drogi wodnej dla normalnego ruchu” – relacjonował Bloomberg.
Transporty ropy są tam często przewożone nocą, przy zastosowaniu surowych instrukcji dotyczących używanego sprzętu – bez świateł, bez telefonów i tylko z jednym pracującym radarem. Bywa, że statki płyną zaledwie milę od wybrzeża Omanu, gdzie głębokość morza wynosi około 100 metrów. To jednak wystarcza nawet dla największych supertankowców.
– Mam po prostu szczęście, bo pamiętam jeszcze tradycyjną nawigację, starą szkołę – stwierdził anonimowy filipiński kapitan.
Czytaj więcej
Światowi dostawcy ropy z Bliskiego Wschodu skutecznie omijają cieśninę Ormuz, niwecząc dotychczasową strategię Iranu. Eksport surowca wrócił już do...
Rejsy te są kołem ratunkowym dla producentów energii z Zatoki Perskiej oraz żyłą złota dla armatorów i handlarzy surowcami, którzy mogą zarobić na tym handlu miliardy dolarów. Istnieje również perspektywa znacznego zarobku dla członków załóg gotowych stawić czoła przeprawie. Bloomberg informował wcześniej, że jeden z armatorów oferował swojej załodze dodatkowe sześć miesięcy pensji za rejsy wahadłowe przez Ormuz. Oferowane kwoty byłyby znaczące dla każdego, a duża część załóg światowych tankowców pochodzi z krajów o niższych dochodach, takich jak Filipiny czy Indie.
Czarna lista tankowców przepływających przez Ormuz
Stany Zjednoczone od początku lata po cichu koordynują działania z przewoźnikami, aby wyznaczać trasy i unikać irańskich min. Siły amerykańskie „w ostatnich miesiącach udzieliły pomocy tysiącom statków w Cieśninie Ormuz, zapewniając skoordynowaną ochronę. Pozostajemy w pełni skoncentrowani i będziemy kontynuować współpracę z partnerami międzyagencyjnymi USA, krajami regionu oraz branżą żeglugową, aby zwiększyć natężenie ruchu morskiego” – podało w oświadczeniu Dowództwo Centralne USA (CENTCOM).
„Z dwoma milionami baryłek ropy na pokładzie siły amerykańskie czuwały nad tankowcem kapitana w ramach rygorystycznego procesu monitorowania, który wymaga regularnego meldowania sytuacji. Gdy kapitan dostrzegł przed sobą eksplozję, US Navy poinformowała go, że inne statki znajdujące się dalej kontynuują rejs i że on powinien zrobić to samo. Innym razem to statek kapitana stał się celem ataku, ale nie doszło do uszkodzeń ani obrażeń wśród załogi. Była to jedna z wielu sytuacji, w których omal nie doszło do tragedii” – opisała agencja Bloomberga.
Iran ma własną czarną listę tankowców biorących udział w tym handlu. Kadra kierownicza branży morskiej szacuje jednak szansę na trafienie podczas przeprawy przez Ormuz pod okiem amerykańskiego wojska na około 1 do 20.
Czy dojdzie do uwolnienia rezerw oleju napędowego w Europie?
Tymczasem USA naciskają na państwa Unii Europejskiej, by uwolniły one swoje rezerwy oleju napędowego. Agencja Reutera donosiła w czwartek, że Biały Dom naciska na Europę, aby ta uwolniła z rezerw strategicznych 120 mln baryłek diesla w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, z łącznych rezerw wynoszących 315 mln baryłek.
W czwartek wieczorem Scott Bessent, sekretarz skarbu USA, wezwał europejskich przywódców do „natychmiastowego udostępnienia” dodatkowych zapasów paliwa. „Amerykańscy rolnicy, kierowcy ciężarówek i przedsiębiorstwa nie powinni być obarczani ciężarem globalnego niedoboru oleju napędowego” – napisał Bessent.
Wcześniej administracja Trumpa groziła wprowadzeniem zakazu eksportu amerykańskiego diesla. Przedstawiciel Białego Domu stwierdził, że „w najlepszym interesie Europy leży współpraca ze Stanami Zjednoczonymi”, ostrzegając, że prezydent „rozważa wszystkie dostępne opcje”.
W czwartek Wielka Brytania dołączyła do kryzysowych rozmów z europejskimi sojusznikami po tym, jak prezydent USA zagroził odcięciem eksportu oleju napędowego do Francji i Niemiec. Brytyjscy urzędnicy odbyli rozmowy telefoniczne ze swoimi odpowiednikami w Niemczech, Francji, Włoszech i Irlandii, aby omówić możliwość sięgnięcia po zapasy paliw.
Maroš Šefčovič, szef unijnej dyplomacji handlowej, ostrzegł, że amerykański zakaz eksportu diesla „miałby bardzo dramatyczne konsekwencje dla naszych wyników gospodarczych”. Europejscy decydenci obawiają się, że uwolnienie rezerw strategicznych mogłoby wystawić kraje na ryzyko braku paliw w okresie zimowym.