Dla pochodzącego z Petersburga (wówczas Leningradu) Władimira Putina założony przez carycę Katarzynę II Ermitaż ma szczególne znaczenie, gdyż jest wizytówką kraju odwiedzaną przez tysiące zagranicznych turystów. Tylko w ubiegłym roku największe zbiory najbardziej prestiżowego muzeum w Rosji obejrzało niemal 1,7 mln ludzi. Dla porównania muzeum Kremla w Moskwie odwiedziło w tym czasie nieco ponad pół miliona.

By zrozumieć znaczenie tego obiektu, warto wiedzieć, że dyrektor Ermitażu należy do grona najbardziej wpływowych ludzi w kraju, a jego możliwości często przekraczają kompetencje niejednego ministra w rosyjskim rządzie. Wygląda na to, że w sercu północnej i kulturalnej stolicy Rosji doszło jednak do buntu.

– Odchodzę, ponieważ nie zamierzam mieć nic wspólnego z dzisiejszą Rosją – oznajmił niedawno Dmitrij Ozerkow, który od ponad 20 lat pracował dla Ermitażu, a od 2007 roku stał na czele Działu Sztuki Współczesnej muzeum.

Czytaj więcej

Słynna piosenkarka do władz Rosji: Uznajcie mnie za agentkę zagranicy

– To był ambitny i mocny projekt, który wpłynął na wizerunek i ukształtował status muzeum. Był budowany na dialogu i wzajemnym szacunku do języków i państw, narodowości i religii, historii i współczesności – tłumaczył Ozerkow decyzję o rezygnacji ze stanowiska. Był jednym z najbardziej znanych przedstawicieli Ermitażu poza granicami Rosji, specjalizował się w sztuce francuskiej. Opuścił też radę ds. kultury działającą przy miejscowym gubernatorze.

W chwili, gdy pisał o tym, dlaczego zdecydował się ustąpić, był już poza granicami Rosji. Przyznał, że od marca nie brał udziału w żadnych wydarzeniach zorganizowanych przez Ermitaż. – Po tym, jak Rosja wprowadziła wojska na Ukrainę, dialog i szacunek przestał cokolwiek znaczyć, wiadomości zastąpiła propaganda, która nie mówi nic o oskarżeniach pod adresem rosyjskich sił zbrojnych dotyczących licznych zbrodni przeciwko ludności cywilnej. Jako obywatel Rosji widzę w tej hańbie i swoją winę. Mój wybór to przestać cokolwiek robić w Rosji i dla niej – oświadczył.

Przez dłuższy czas dyrektor Ermitażu Michaił Piotrowski nie komentował wojny i nawet przekonywał, że relacje muzeum ze światem zewnętrznym nie zostaną przerwane. Propagandowa rządowa „Rossijskaja Gazieta” opublikowała z nim rozmowę dopiero pod koniec czerwca. – Z jednej strony wojna to krew i zabójstwa, a z drugiej – samospełnienie ludzi, samospełnienie narodu – powiedział wówczas. Teraz odszedł jeden z jego najważniejszych i wieloletnich współpracowników.

Największym echem w Rosji odbił się bunt Ałły Pugaczowej, która niedawno potępiła wojnę i poprosiła władze, by uznano ją za „agenta zagranicznego”, tak jak jej męża Maksima Gałkina.

Kilka dni temu lokalne media poinformowały, że Pugaczowa wyjechała wraz z dziećmi do Izraela. Jest mocno atakowana przez najwierniejszych zwolenników Władimira Putina.

– Jakie to szczęście, że mnie nienawidzą ci, których nie znosiłam. Gdybym się im podobała, to oznaczałoby, że śpiewałam i żyłam daremnie. Niech zgrzytają zębami, byli sługami, a zostali niewolnikami – tak piosenkarka zareagowała we wtorek na zarzuty propagandystów Kremla.