– Jesteśmy razem! – wołał przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin, gdy deputowani jednogłośnie przyjmowali uchwały o anektowaniu ukraińskich terytoriów.

Okazało się jednak, że parlamentarzystów głosowało więcej, niż było na sali. – Nie liczcie już tych głosów, jeden w tę czy w tamtą – denerwował się przewodniczący.

Czytaj więcej

Musk ma plan zakończenia wojny, chce oddać Krym Rosji. Jest odpowiedź Zełenskiego

W trakcie, gdy Duma anektowała ukraińskie terytoria, ukraińska armia konsekwentnie je odbijała.

Kto ma dojścia

We wschodniej części frontu, po pobiciu rosyjskiego zgrupowania w Łymanie i zadaniu Rosjanom największej klęski w tej wojnie, Ukraińcy przeszli w kilku miejscach granicę obwodu ługańskiego i zaczęli osaczać miejscowości Kreminne i Swatowe.

Jeszcze w niedzielę do ataku włączyły się ukraińskie oddziały na zachodnim krańcu frontu, na prawym brzegu Dniepru. Przy wsparciu dużej ilości czołgów przełamały na północy obronę i po całym dniu walk były 30 kilometrów dalej na południu, zagrażając okrążeniem całego rosyjskiego zgrupowania. „Prośba! Jak ktoś z was ma dojście do dowództwa lotnictwa, niech prosi o wsparcie nas z powietrza” – pisali zrozpaczeni rosyjscy żołnierze w jawnych postach w sieci społecznościowej Telegram. Błaganie musiało dotrzeć do dowództwa, bowiem wyjaśniło ono, że samoloty nie mogą latać z powodu pogody.

W obliczu możliwych kolejnych klęsk Kreml milczy

Rosjanom udało się w końcu zatrzymać ukraińskie czołgi w miejscowości Dudczany nad Dnieprem. Ale wtedy Ukraińcy ruszyli do ataku na zachodzie, znów grożąc otoczeniem rosyjskich oddziałów.

Rosyjskie dowództwo przyznało w końcu, że „przeciwnikowi udało się włamać w linie naszej obrony”, a wojska znów musiały się cofać.

– Jestem pod wrażeniem metodycznej pracy ukraińskiego sztabu generalnego, stworzenia właściwych warunków wokół Chersonia przed atakiem, dobrego wykorzystania terenu, ataków bronią dalekiego zasięgu. Wszystko razem przykuło rosyjskie wojska i uniemożliwiło im zarówno ucieczkę, jak i otrzymanie pomocy – podsumował atak były dowódca amerykańskich wojsk w Europie gen. Ben Hodges.

Gdzie jest mapa

W obliczu możliwych kolejnych klęsk Kreml milczy. Są one tym dotkliwsze, bo poniesione na świeżo anektowanych terenach. – Nie znam w historii przypadku, by ktoś przyłączał tereny, nad którymi w pełni nie panuje – krytykował Kreml w jednym z rosyjskich programów propagandowych dziennikarz Maksim Jusin. Jak na razie to jedyny taki głos w Moskwie.

Mimo hucznej uroczystości w piątek i głosowania w parlamencie nie jest jednak jasne, co w końcu Kreml anektował. Nie panuje w pełni nad obwodami zaporoskim i chersońskim (z którego w dodatku jego wojska się wycofują), choć podobno administracyjnie należą właśnie do niego. Granice „Ludowych Republik” donieckiej i ługańskiej Rosja uznała w formie z 2014 r., ale obie one mają własne konstytucje, gdzie opisano je inaczej. A i tak rosyjskie oddziały też się z nich wycofują.

Mobilizacja ogłoszona 21 września przez Putina rzeczywiście zamieniła się w chaos

– Putin oświadczył, że jest gotów użyć wszelkich środków do obrony rosyjskiego terytorium. Jak tylko dokładnie dowie się, gdzie ono jest – złośliwie podsumował szef międzynarodowej grupy dziennikarzy śledczych Bellingcat Eliot Higgins.

Jednak zachodni wojskowi traktują Putina poważniej. Były dowódca amerykańskich wojsk w Afganistanie i były szef CIA generał David Petraeus uważa, że „sytuacja wygląda bardzo ponuro” dla rosyjskiego przywódcy. W przypadku ewentualnego użycia przez niego broni atomowej przeciw Ukrainie Petraeus sądzi, że „byłoby właściwym, by odpowiedziały USA i NATO”. – Hipotetycznie odpowiedzielibyśmy, stanąwszy na czele kolektywnego wysiłku NATO, a ono zniszczyłoby wszelkie konwencjonalne rosyjskie siły, jakie tylko możemy dojrzeć i zidentyfikować na polu walki w Ukrainie oraz na Krymie, i każdy (rosyjski) okręt wojenny na Morzu Czarnym – wyjaśnił, jak mogłaby wyglądać ewentualna akcja sojuszu.

Czytaj więcej

"Prezent dla Putina". Czesi złożyli się na czołg dla Ukraińców

Być może z powodu takich ostrzeżeń (także wcześniejszych gen. Bena Hodgesa) Rosja nie decyduje się na dokładne wyrysowanie swoich nowych granic. Jak też, by nie stawiać siebie przed wyborami: ogłaszać wojnę z Ukrainą czy nie, użyć broni atomowej czy nie.

Napijmy się

– Realia pola walki, z którymi zetknął się Putin, są nieodwracalne. Żadna chaotyczna mobilizacja, żadna aneksja, zawoalowane atomowe groźby nic tu nie zmienią. Myślę, że użycie taktycznej broni jądrowej też by nie pomogło – sądzi Petraeus.

Czytaj więcej

Uprowadzony dyrektor największej elektrowni atomowej w Europie zwolniony. Szef MAEA potwierdza

Mobilizacja ogłoszona 21 września przez Putina rzeczywiście zamieniła się w chaos. Oficjalnie jest ona tylko „częściowa”, bowiem Rosja nie wypowiedziała wojny Ukrainie. Poborowi nie sprzeciwiali się powoływaniu do wojska, co sprawiło, że armia nie dała sobie rady z napływem takiej masy ludzi. W wielu miejscach nie wpuszczono ich nawet do koszar, bo nie było dla nich miejsca. W Omsku i Permie musieli nocować pod płotami jednostek, paląc ogniska.

Czytaj więcej

Kadyrow zapowiada wysłanie swoich nastoletnich synów na front

– Nie ma dowódców, mundurów, koszar czy namiotów, nie ma śpiworów. Jemy to, co przywieźliśmy ze sobą – opisywał realia mobilizacji jeden z poborowych.

– Mamy już trzech zmarłych. Jeden zmobilizowany umarł z powodu ataku epilepsji wywołanej przepiciem, kolejny popełnił samobójstwo. Trzeciego odesłano do domu, gdzie zaraz po przyjeździe zmarł na marskość wątroby – informował o przebiegu mobilizacji w jednym tylko centrum szkoleniowym syberyjskiego obwodu swierdłowskiego deputowany Maksim Iwanow. Pijaństwo wśród mobilizowanych jest tak powszechne, że wychodzą oni na poranne apele w jednostkach wojskowych z butelkami wódki. Oczywiście ci, których wpuszczono do koszar. Nocujący pod płotami piją na biwakach, zgodnie z radą samych oficerów.

Czytaj więcej

Gubernator obwodu ługańskiego: Rosjanie w panice, Putin może oddać Ługańsk

W dodatku biurokracja wojskowa powołała do wojska osoby, których tam nie powinno być. Teraz wypuszczają ich do domów, w obwodzie chabarowskim odesłano tak połowę zmobilizowanych. Zdenerwowany Putin zażądał od armii zrobienia porządku, zaczęto więc dymisjonować „komisarzy poborowych” poszczególnych obwodów, powiększając biurokratyczny chaos.