Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 213

Oskoł wpada do Dońca w okolicach Iziumu i gdzieś w tym miejscu co najmniej tydzień temu Ukraińcy wznowili marsz na wschód. Jednocześnie w kilku miejscach sforsowali Doniec i zaczęli atakować miejscowość Łyman. Leży ona kilka kilometrów na północ od rzeki, oddzielona od niej dużym lasem.

Walki toczą się u zbiegu granic trzech ukraińskich obwodów: charkowskiego, donieckiego i ługańskiego.

O ile sam Łyman utrzymywany jest przez Rosjan (tutaj Kreml przysłał posiłki po załamaniu się frontu w regionie charkowskim), o tyle las jest już ukraiński. Według niepotwierdzonych informacji miejscowość szturmuje od południa i południowego zachodu (właśnie przez las) pułk Azow, natomiast od zachodu – batalion Kraken. Oba oddziały sformowane zostały przez ochotników z regionów gdzie mieszka znaczna część ludności rosyjskiej i rosyjskojęzycznej (Azow w Donbasie, Kraken w Charkowie) dlatego oba są znienawidzone przez Kreml.

Czytaj więcej

Premier Belgii: W wojnie Rosji z Ukrainą nie ma miejsca na neutralność

Na początku drugiego tygodnia września ukraińskie oddziały desantowe sforsowały Doniec w okolicach nie bronionego Swiatohirśka i od tej pory posuwają się tam, gdzie napotykają najmniejszy opór.

W rezultacie Ukraińcy największe sukcesy odnieśli na północ od Łymanu, powoli okrążając broniących się tam Rosjan. Pięć kilometrów na północny zachód od Łymanu znajduje się Drobyszewe, utrzymywane również przez Rosjan – obie miejscowości tworzą coś w rodzaju jednej linii obrony. Ale już w piątek żołnierze w Drobyszewe utracili łączność z sąsiadami, a na północ i prawdopodobnie północny wschód od nich pojawili się Ukraińcy. Rosjanie twierdzą, że znajdujący się w Drobyszewe rezerwiści z „13 oddziału BARS Ruski Legion” i „16 oddziału BARS” są okrążeni.

„BARS” to utworzony rok temu jesienią 2021 „bojowyj armijnyj rezierw strany”, czyli „bojowa armijna rezerwa kraju”. Kreml próbował w ten sposób utworzyć rezerwę armii, rekrutując rezerwistów na 3-letnie kontrakty. Co miesiąc mieli oni ćwiczyć, zachowując jednocześnie cywilną pracę. Nie wiadomo, czy cokolwiek z tego wyszło ale latem z osób, które się zgłosiły zaczęto pospiesznie tworzyć oddziały i równie szybko wysyłać na front. „13 oddział” obsadzał odcinek pod Iziumem skąd uciekł w kierunku Łymanu i tam dołączył do jeszcze jednego, „16 oddziału” rezerwy.

Również na drugim końcu Łymanu, na południowy wschód od niego w Jampilu trwają zaciekłe walki – w lesie na obrzeżach miejscowości.

Ukraińcy na tyle jednak rozszerzyli przyczółek nad Oskołem i Dońcem, że przetransportowali przez rzeki broń ciężką i artylerię.

Największą dziurę w rosyjskim froncie wybili kilkadziesiąt kilometrów na północy zachód od Łymanu, naprzeciw miejscowości Oskił i Łozowe. Teraz zajęli już leżące dalej na wschód Korowij Jar i Karpiwkę, dotarli też do miejscowości Nowe (być może był to tylko zwiad), leżącej w obwodzie donieckim ale tylko 4 kilometry na zachód od granicy obwodu ługańskiego i 4 kilometry na południe od granicy obwodu charkowskiego.

Nawet jednak sami Rosjanie informują, że w pobliżu Nowego i leżącego tuż obok Ridkoduba trwają walki, a to chyba znaczy że w tę stronę zdąża coś większego, niż tylko ukraiński rekonesans.

Drugi atak prowadzony jest na południowym brzegu Dońca i tam Ukraińcy zajęli Biłohoriwkę (10 kilometrów na zachód od utraconego na początku lipca Łysyczańska). Wydawało się, że tutaj atakujący znajdą się w ciężkiej sytuacji, bowiem na początku tygodnia na południe od Biłohoriwki pojawiły się rosyjskie posiłki w postaci najemników z firmy Wagner. Zamiast jednak atakować na północ, by powstrzymać Ukraińców, odwrócili się do nich tyłem i ruszyli na południowy zachód do szturmu na rejon Soledaru i Bachmutu. Tak, jakby rosyjscy dowódcy nie zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje na froncie.

Walki wokół Soledaru i Bachmutu trwają od sierpnia i nie wygląda na to, by miały się zakończyć, tzn. by Ukraińcy chcieli opuścić ten rejon.

Na podstawie dostępnych danych (ze zrozumiałych względów są one cząstkowe) eksperci wojskowi wnioskują, że dalej Ukraińcy mają do wyboru dwie drogi. Pierwsza to atak na bezpośrednie zaplecze Łymanu, by okrążyć lub zmusić do ucieczki jego garnizon. W koordynacji z oddziałami na południowym brzegu Dońca mogą spróbować uderzyć potem na Kreminną i Siewierdonieck (z którego wycofali się pod koniec czerwca).

W drugim wariancie mogą wykonać manewr podobny do wcześniejszego ataku w regionie charkowskim i ruszyć wzdłuż frontu na północ, by potem uderzyć na Swatowe będące centrum logistycznym i transportowym dla wszystkich rosyjskich wojsk znajdujących się na południe od tej miejscowości. Ta druga możliwość jest bardziej ryzykowna, ale gdyby się udała to front rosyjski znów rozsypałby się. Tak, jak to się stało dwa tygodnie temu na zachód od rzeki Oskoł.

Jakąkolwiek analizę wydarzeń na froncie utrudnia to, że dostępne i w miarę wiarygodne informacje pochodzą sprzed dwóch dni (w tym wypadku z czwartku/piątku). Nie wiadomo, co się tam stało później.