„W Siewierodoniecku, po wycofaniu się armii ukraińskiej, w jednym z pomieszczeń znaleziono dokumentu (rejestracyjne) samochodu KIA Sorento należącego do (wicerektora polskiej Akademii Sztuki Wojennej) pułkownika Dariusza Majchrzaka” – napisał kremlowski „troll internetowy” o nazwie „Wojenkor Astrachań” („Korespondent Wojenny Astrachań”) w sieci społecznościowej Telegram. „Wojenkor” już wcześniej dał się poznać jako rosyjski propagandysta.

- To jest kompletna bzdura i zupełnie przypadkowa zbieżność imienia i nazwiska. W opublikowanych dokumentach nie zgadza się numer PESEL pułkownika oraz marka i numery rejestracyjne jego samochodu – powiedział „Rzeczpospolitej” rzecznik Akademii, pułkownik Mariusz Młynarczyk.  – Sam pułkownik realizował dziś zadania służbowe w Akademii – dodał.

„Wojenkor” sugerował, że polski oficer „walczył w Siewierodoniecku i może ukrywać się na terenie przedsiębiorstwa Azot”.

Dość kosztowne fałszerstwo (wydaje się na przykład, że do zdjęć wykorzystano autentyczne blankiety polskich dokumentów) musiano przygotowywać długo. Zbyt długo – tereny przemysłowe Siewierodoniecka (w tym przedsiębiorstwo Azot) zostały w ciągu weekendu odbite przez armię ukraińską. „Specjaliści obecnie wyjaśniają czy właściciel dokumentów pozostał przy życiu i w jakich przestępstwach wojennych brał udział” – pisze „Wojenkor” nie zdając sobie najwyraźniej sprawy ze spóźnienia i własnej śmieszności.

Rosyjska propaganda od marca wielokrotnie informowała, że „grupy oficerów z państw NATO” znajdują się w oblężonym Mariupolu, a potem i na terenie tamtejszej Azowstali. Po kapitulacji ukraińskiego garnizonu nikt oczywiście nie znalazł żadnych „oficerów NATO”. Ale obecnie podobne dezinformacje rozpowszechniane są o Siewierodoniecku. Mają prawdopodobnie uzasadnić serię porażek armii rosyjskiej, która – zdaniem propagandystów – nie mogłaby przegrać z Ukraińcami, gdyby nie wspierało ich NATO.

Jednocześnie na terenie Siewierodoniecka rzeczywiście cudzoziemcy walczą przeciw Rosjanom. To żołnierze ochotnicy „Legionu Cudzoziemskiego” sformowanego w armii ukraińskiej. Należą do niego głównie obywatele państw zachodnich, ale jest też co najmniej kilu Gruzinów (choć nie wiadomo, czy przyjechali oni z samej Gruzji, czy może należą do diaspory na Zachodzie). „Legion” wszedł do walki w niedzielę i udało mu się odbić kilka budynków.