Przebywająca w Wilnie liderka opozycji demokratycznej Swiatłana Cichanouska ogłosiła antywojenną mobilizację. Apelowała do matek i żon białoruskich wojskowych, by stawały im na drodze, jeśli dyktator zadecyduje wysłać swoją armię na Ukrainę. Wzywała też rodaków do sabotowania pracy przedsiębiorstw, blokowania dróg i dworców.

– W najbliższym tygodniu wszystkie nasze działania powinny prowadzić do dwóch celów: że Białorusinów przestaną uważać za agresorów, a białoruskie wojska odmówią udziału w wojnie – mówiła. Wezwała żołnierzy, by jeżeli już znajdą się na Ukrainie, przechodzili na stronę Kijowa.

Ukraińskie media, powołując się na źródła w wywiadzie, informowały w środę, że Rosjanie przygotowują prowokację na granicy ukraińsko-białoruskiej, by wciągnąć Mińsk w wojnę przeciwko Ukrainie.

Czytaj więcej

Jak rzucić Putina na kolana. 10 kroków

– Dostajemy informacje, że białoruskich żołnierzy rozmieszczono w lasach przy granicy – mówi „Rzeczpospolitej” Alina Kouszyk, białoruska dziennikarka i współzałożycielka działającego w Warszawie Białoruskiego Centrum Solidarności. Twierdzi, że po poparciu przez Aleksandra Łukaszenkę rosyjskiej inwazji i przepuszczeniu wojsk przez swoje terytorium Białorusini w wielu krajach Europy, w tym w Polsce, muszą mierzyć się z falą hejtu. – Niewykluczone, że proces ten podgrzewa Rosja, by nas skłócić. Białorusi są przeciwko agresji Putina, nie popierają Łukaszenki. Dzisiaj są zakładnikami dyktatora – twierdzi. Już drugi rok z rzędu w Warszawie organizuje pomoc dla represjonowanych Białorusinów, ale obecnie, jak twierdzi, organizacja włączyła się w pomoc humanitarną dla Ukrainy.

Na razie nic nie wskazuje na to, by po fali nieustających od lata 2020 roku represji (jest już 1076 więźniów politycznych) na Białorusi wybuchły masowe protesty. W środę odważny młody chłopak wyszedł na główną aleję Niepodległości w stolicy z plakatem przeciwko wojnie. Mniej odważni ustawiali się w kolejki do bankomatów i kantorów. Białoruska gospodarka jest mocno uzależniona od rosyjskiej, niemalże całkowicie odizolowanej od reszty świata. Białoruski portal Nasza Niwa opisuje, jak ludzie masowo skupują mąkę, sól i inne produkty z długą datą ważności. Wykupywane też są telewizory i sprzęt AGD, bo ludzie obawiają się upadku białoruskiego rubla.

Jednak z kraju Łukaszenki nie da się łatwo wyjechać. Do Polski i państw bałtyckich białoruska straż graniczna przepuszcza wyłącznie osoby, które legalnie pracują w Polsce lub jadą w delegację z białoruskiej firmy. Dla białoruskich samolotów Zachód zamknął przestrzeń powietrzną wcześniej niż dla Putina, gdy Łukaszenko uziemił w maju 2021 roku samolot pasażerski. By dolecieć do Warszawy, Białorusini muszą najpierw polecieć do Tbilisi albo Stambułu. Albo pojechać samochodem do Rosji, a potem na Litwę, Łotwę czy Estonię. Najważniejszą furtką do demokratycznego świata była dotychczas dla Białorusinów Ukraina.

Tymczasem w Polsce trwa mobilizacja ochotników do międzynarodowego legionu, tworzonego przez władze w Kijowie. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita” w Białoruskim Domie w Warszawie, już kilkudziesięciu Białorusinów zgłosiło się, by walczyć na Ukrainie.