Premier Turcji Binali Yildirim poinformował, że celem jest ustanowienie 30-kilometrowej "bezpiecznej strefy" wgłąb Syrii.

Operacja przeciwko kurdyjskiej milicji YPG w rejonie Afrin rozpoczęła się w sobotę od ataków lotniczych. Grozi to narastaniem napięcia na linii Turcja - USA. Stany Zjednoczone wspierały YPG w wcale z dżihadystami z Państwa Islamskiego. 

YPG zaprzecza, jakoby tureckie wojska znalazły się na kontrolowanym przez Kurdów regionie. Według ich oświadczenia atak został odparty, a siły tureckie zmuszone do odwrotu.

Kampania lotnicza i naziemna, nazwana "Gałązka oliwna", rozpoczęła się w sobotę o godz. 13.00 polskiego czasu. Turcja zaznaczyła, że operacja jest prowadzona "z poszanowaniem integralności terytorialnej Syrii". Wcześniej przez dwa dni z kurdyjskich terenów ostrzeliwano położoną przy granicy miejscowość zamieszkaną przez Turków.

YPG poinformowało, że w wyniku ataki zabitych zostało co najmniej sześciu cywilów i trzech bojowników, a 13 osób zostało rannych. Ankara potwierdziła, że są ofiary, ale jej zdaniem wszyscy, którzy ucierpieli, byli kurdyjskimi bojownikami.

Prezydent Recep Tayyip Erdogan wyraził nadzieję, że operacja w Syrii szybko się zakończy. Ostrzegł też Kurdów przed krytykowaniem kampanii. Zapowiedział, że ewentualni protestujący "zapłacą wysoką cenę".

O pilne zwołanie Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie operacji Turków zaapelowała w niedzielę Francja. Jean-Yves Le Drian, minister spraw zagranicznych tego kraju, wezwał do natychmiastowego wstrzymania walk.